Reklama

Wędrówki euro, dolara i złotego

Na wykresie eurodolara jesteśmy przy 1,1255-60. Wczorajsza sesja była czasem niemałych zawirowań - z jednej strony notowano niemalże 1,13, a z drugiej sprowadzano wykres do 1,1130. Rośnie napięcie przed referendum w sprawie Brexitu, a przecież duża część sondaży mówi, że istnieje przewaga przeciwników Unii, czyli zwolenników opuszczenia jej przez Brytanię.

Co więcej, rynek jest też trochę pod wpływem ostatniego posiedzenia Fed. Owszem, FOMC nie zrezygnował z zasadniczej narracji o tym, że może czy wręcz powinno dojść do podwyżek stóp w Stanach, ale wzięto też pod uwagę słabe payrollsy i wspomniane wyżej ryzyko Brexitu. Z głosowania za zacieśnieniem polityki zrezygnowała nawet Esther George, dotąd głośno domagająca się konkretnego ruchu. Nikt w FOMC nie wierzy teraz w poziom 4 proc. a na rok bieżący aż 6 członków Komitetu (spośród 17 ogółem) przewiduje dokonanie tylko jednej podwyżki.

Reklama

Na razie więc sytuacja jest niepewna. Trochę paradoksalne jest np. to, że ryzyko Brexitu wpłynęło na relatywnie gołębie podejście Fed, które powinno osłabiać dolara. Ale jednocześnie to samo ryzyko w gruncie rzeczy dolara umacnia jako bezpieczną przystań. Zasadniczo tak czy inaczej w dłuższym terminie zakładamy, że to dolar będzie nabierał mocy, o czym pisaliśmy już wiele razy (por. nasze rozważania o trwającej półtora roku konsolidacji w rejonie 1,05 - 1,17 tudzeż o analogii z trendem zwyżkowym w jej obrębie, który trwał od połowy marca 2015 do 22 października). W krótszym horyzoncie czasowym możliwe są oczywiście inne ruchy, cokolwiek chaotyczne, jak też i korekcyjne, ale np. od czterech sesji dziennych widzimy, że poziom 1,13 to obrona przed aprecjacją euro.

Co do danych makro, to o 14:30 poznamy amerykańskie, majowe informacje o pozwoleniach na budowę domów i rozpoczętych budowach domów. Wcześniej, o 10:00, będzie można zapoznać się z kwietniowym bilansem płatniczym Strefy Euro. O 17:00 publicznie wypowie się Mario Draghi, co też może mieć wpływ na sytuację.

Na naszym gruncie

EUR/PLN i USD/PLN wczoraj szalały - trzeba tak to nazwać i nie jest to przesadny dramatyzm. Na pierwszej z tych par zakres wahań wynosił od 4,4030 do 4,4565. Teraz mamy 4,4160 - na częściowe zakupy euro może i nie jest to najgorszy kurs, biorąc pod uwagę atmosferę przed Brexitem. Zresztą na razie zdaje się on poprawiać, jako że świeca dzienna rodzi się jako czarna, spadkowa.

Pamiętajmy jednak, że tak naprawdę najbliższe dni będą pełne napięcia. Rynek może w dużej mierze pominąć też dane makro z Polski, ale mimo wszystko warto zerknąć na wykresy o 14:00 - kiedy to poznamy majową produkcję przemysłowa i budowlano-montażową w Polsce, jak też i sprzedaż detaliczną za ten sam miesiąc.

Na USD/PLN wczorajsze minima to 3,92, a maksima były przy bitych 4 zł. Korpus był jednak nisko, do maksimów dotarliśmy li tylko długim, górnym knotem, daje to więc pewną nadzieję na to, że rynek przetestował, co miał przetestować i teraz trochę odetchniemy. Rzeczywiście, jesteśmy w okolicy wczorajszych dołków. Wypada jednak być czujnym i nie liczyć na zbyt wiele, biorąc pod uwagę to, jak rozchwianym aktywem jest złoty w ostatnich tygodniach. Gdyby jednak obecne obszary pękły, to dałoby się ugrać 3,89 - 3,90.

Tomasz Witczak

Dowiedz się więcej na temat: waluty

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »