Reklama

Wtorek, ZEW i Grecja

Dziś w kalendarium istotnym odczytem makroekonomicznym będzie indeks instytutu ZEW za kwiecień, który poznamy o 11:00. Jest to wskaźnik uważany za dość dobry miernik sytuacji ekonomicznej Niemiec, a jeszcze istotniejszy jest wskaźnik Ifo, ten jednak pojawi się dopiero w piątek. W każdym razie rynek spodziewa się, że indeks ZEW wzrośnie z 54,8 pkt do 55,3 pkt.

Dane jutrzejsze nie będą specjalnie istotne, poznamy tylko sprzedaż domów na rynku wtórnym w Stanach Zjednoczonych i to dopiero o 16:00. Czwartek przyniesie wstępne indeksy PMI, a piątek - Ifo, amerykańskie dane o zamówieniach i oczywiście kwestię Grecji, tym razem na spotkaniu Eurogrupy.

Reklama

Wolfgang Munchau z wpływowego "Financial Times" ogłosił, że Grecja powinna ogłosić częściową niewypłacalność - i że będzie trzeba anulować część jej długów, przynajmniej tych, które zaciągnęła w MFW i EBC, bo trudniej byłoby taki manewr przeprowadzić w stosunku do prywatnych inwestorów.

Kilka dni temu minister finansów Francji zapewnił z kolei, że faktyczny problem ma Grecja, bo Europa sobie poradzi z ewentualnym Grexitem, tj. wyjściem Aten ze Strefy Euro. Czy jednak na pewno? Gdyby Grecja rzeczywiście ogłosiła bankructwo, zupełnie zaprzestała spłaty długów i wprowadziła drachmę, to co prawda efekt byłby dla tego kraju bolesny, ale gorzką pigułkę musiałby przełknąć też Zachód.

Co mogłoby się stać? Wiele rzeczy. Na przykład zachodnie banki - głównie niemieckie i francuskie - zmuszone zostałyby do formalnego potwierdzenia, że cały grecki dług, jaki posiadają, to straty. Poważnie rozczarowani byliby też wszyscy inni inwestorzy instytucjonalni czy prywatni, którzy inwestowali w greckie obligacje. Część zachodnich banków otarłaby się o bankructwo i być może zechciałby je dokapitalizować EBC, ale to wymagałoby znacznego dodruku pustego pieniądza (a to z kolei też nie byłoby działaniem bez konsekwencji, szczególnie że i tak trwa już QE). Opuszczenie przez Grecję Strefy Euro zmniejszyłoby ogólnie zaufanie do tej koncepcji i regionu, szczególnie w kontekście krajów takich jak Portugalia czy Irlandia. Poza tym zbliżyłoby Ateny nieuchronnie w kierunku Rosji.

Sprawy stoją na ostrzu noża, ale zakładamy, że mimo wszystko temat zostanie znów przeciągnięty, przynajmniej do 12 maja. Na razie eurodolar jest przy 1,0725, a więc widać, że choć nie runął na południe w atmosferze paniki, to jednak o podbijanie notowań na północ nie jest tak łatwo, jak chwilami mogłoby się wcześniej wydawać. Co prawda nie wykluczamy, że przy ewentualnych dobrych danych z Europy gracze znów będą wybijać wykres ponad 1,08, ale jednak i QE, i wątek grecki, i fakt, że w Ameryce Fed mimo wszystko jawi się jako dość jastrzębi bank (na tle innych, nawet jeśli wizja podwyżki stóp się przesunęła w przyszłość) - to wszystko działa na rzecz relatywnie słabego euro w długim terminie.

USD/PLN dziś rano, przed 5:30, jest w okolicach 3,7150. Notowano już zejścia poniżej 3,71, z tej perspektywy mamy lekkie osłabienie naszej waluty w ślad za eurodolarem. Wczoraj pomagały nam dobre dane z polskiej gospodarki, ale oczywiście długofalowo ważniejsze będą czynniki globalne. Gdyby kwestia grecka się zaogniła - realnie, a nie tylko na poziomie medialnych przecieków czy pogróżek ministrów z obu stron sporu - to złoty zapewne straci, jako aktywo ryzykowne. Obecne poziomy nie są bardzo złe, choć trzeba pamiętać, że ocieranie się o 3,68 - 3,69 nie byłoby zaskoczeniem przy lekkich zwyżkach eurodolara.

Tymczasem na EUR/PLN mamy 3,9850, a więc poziom 4 zł został przebity, lokalne wsparcie to z kolei okolice 3,9830.

Tomasz Witczak

Dowiedz się więcej na temat: ZEW

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »