Reklama

Wypowiedzi Mario Draghiego trzęsą walutami

Obecny tydzień był dość ciekawym okresem, zarówno za względu na wydarzenia rynkowe, jak i zmiany na wykresie, do których te pierwsze doprowadziły.

Kurs eurodolara w ciągu tych siedmiu dni wahał się między 1,2896 USD (dziś), a 1,3125 w dniu 5 grudnia. Wtedy byliśmy też świadkami zmiany trendu z wzrostowego na spadkowy.

Reklama

Obecny tydzień spowodował również kilka mocniejszych ruchów na wykresie. Przyjrzyjmy się zatem, jakie wydarzenia wpłynęły w tym tygodniu na kurs pary EUR/USD.

Z niedzieli na poniedziałek za oceanem doszło do spotkania sekretarza Skarbu USA Timothy Geithnera ze spikerem Izby Reprezentantów Johnem Boehnerem. Jego tematem, jak można było się domyślać, była próba rozwiązania możliwości wystąpienia klifu fiskalnego. Niestety, rozmowy nie wniosły nic nowego do sprawy, a po spotkaniu politycy obwiniali się nawzajem za brak porozumienia. W poniedziałek w Brukseli odbyło się spotkanie ministrów finansów strefy euro, a jego tematem nie była jak poprzednio wyłącznie Grecja, ale również pogrążony w kryzysie Cypr oraz bankrutujące hiszpańskie banki. Jednak motywem przewodnim nadal pozostawał grecki dług.

Opublikowano też pakiet indeksów PMI dla krajów Unii Europejskiej. Można zaryzykować stwierdzenie, że Europa złapała lekki oddech, ponieważ 9 na 11 państw UE zanotowało wzrost indeksów. W poniedziałek eurodolar umocnił się, a jego kurs pod koniec sesji wynosił 1,3053 USD.

We wtorek mieliśmy lekki powiew optymizmu ze strefy euro. Jean-Claude Juncker, szef Eurogrupy, stwierdził, że Hiszpania dostanie pomoc dla swoich banków, w styczniu pieniądze otrzyma Portugalia, a już 13 grudnia najprawdopodobniej Grecja. Wykres eurodolara wspiął się tego dnia na poziomy, które ostatni raz obserwowaliśmy półtora miesiąca temu, walka toczyła się tutaj o przebicie oporu na 1,31. Została wygrana przez byki, jednak - jak zaraz zobaczymy - tylko na "chwilę". Wzrosty eurodolara o których pisałem powyżej w głównej mierze spowodowane były brakiem kompromisu w sprawie klifu fiskalnego w Stanach Zjednoczonych.

Podczas środowej sesji opublikowane zostały dane dotyczące sprzedaży detalicznej w strefie euro. Wyniki zaskoczyły negatywnie, wyniosły one odpowiednio -1,2 proc. m/m i -3,6 proc. r/r wobec prognozy -0,1 proc. m/m i -0,8 proc. r/r. Odczyty te były tylko potwierdzeniem tego, o czym wiemy od dawna, chodzi mianowicie o załamanie gospodarcze w Europie. Dane te wpisały się w cały szereg poprzednich rozczarowujących odczytów i były pretekstem do zmiany kierunku kursu na wykresie. Właśnie w dużej mierze tymi słabymi odczytami można uzasadnić spadek wartości eurodolara tego dnia, który przez niemal całą sesje wędrował na południe. Dodatkowo niedźwiedzie dostały dodatkowe argumenty w postaci dobrych danych zza oceanu, gdzie indeks ISM dla usług za listopad. Wyniósł on 54,7 pkt wobec prognozy 53,5 pkt.

Odczyt dotyczący zamówień na dobra trwałego użytku za październik wzrósł o 0,5 proc. m/m do 217,9 mld USD wobec prognozy 0,0 proc. wzrostu. Zwiększyły się również zamówienia w przemyśle o 0,8 proc. m/m do 477,6 mld USD wobec prognozy na poziomie 0,0 proc. Kurs wspólnej waluty pod koniec sesji wahał się w okolicach 1,3065 USD i kierował się nadal na południe. Czwartkowa, niezbyt optymistyczna wypowiedź Mario Draghiego, tylko pogłębiła tendencję. Z przedstawionych przez prezesa tej instytucji danych wynikało, że dynamika PKB w strefie euro ma wynieść w 2012 od -0,6 proc. do -0,4 proc.; w 2013 od -0,9 proc. do +0,3 proc. oraz w 2014 od 0,2 proc. do 2,2 proc. Draghi dodał też, że aktywność gospodarcza w strefie euro pozostanie słaba, a na ścieżkę wzrostu powinna wrócić ona dopiero w 2013 roku. Po tym oświadczeniu rynek zareagował natychmiast, sprowadzając eurodolara na poziomy poniżej 1,30.

Dziś (7 grudnia) zza oceanu doszły sygnały z Partii Republikańskiej. Okazuje się, że partia ta może ustąpić w sprawie podwyżki podatków dla 2 proc. najzamożniejszych Amerykanów, co mogłoby doprowadzić do kompromisu oraz porozumienia z Białym Domem w sprawie redukcji deficytu budżetowego, bez którego gospodarce USA grozi klif fiskalny. Obecnie kurs eurodolara nadal zmierza na południe i wynosi w tej chwili 1,2895 USD.

Kolejna obniżka RPP

Nasza waluta w tym tygodniu straciła na wartości, zarówno w stosunku do euro, jak i dolara. Początku tego zjawiska należy doszukiwać się 30 listopada, kiedy to opublikowane zostały niekorzystne dane o PKB za III kwartał (przypomnijmy 1,4 proc. r/r wobec 1,8 proc. r/r). Dalej wszystko potoczyło się lawinow. Janusz Witkowski - prezes GUS - stwierdził w poniedziałek, że pierwsze półrocze 2013 będzie najprawdopodobniej bardzo trudne dla polskiej gospodarki i nie można w tym okresie wykluczyć nawet ujemnych odczytów Produktu Krajowego Brutto w ujęciu kdk. Złoty pod koniec tej sesji był wyceniany na 4,1174 EUR, natomiast para USD/PLN na 3,1576. Na parze EUR/PLN przebity został wtedy lokalny opór w okolicach poziomu 4,1100 i obecnie jest testowany opór na poziomie 4,1180.

We wtorek złoty nie wykonywał zbyt istotnych ruchów na wykresie i czekał na środową decyzje RPP, która była już znana. Jedyną tajemnicą pozostawał zakres obniżki stóp (rynek zakłada kolejne redukcje w I i II kwartale, a stopy referencyjne według założeń powinny spaść do 3,75 proc. z obecnych 4,5 proc. do końca 2013 roku). Niepewność ta została rozwiana po południu. Rada Polityki Pieniężnej obniżyła stopy procentowe o 25 punktów bazowych - tj. do 4,25 proc. w przypadku głównej stopy referencyjnej. RPP potwierdziła również, że napływające dane z rodzimej gospodarki potwierdzają wyraźne osłabienie koniunktury i jeśli taka tendencja będzie kontynuowana, a ryzyko zwiększenia się presji inflacyjnej pozostanie ograniczone, RPP będzie kontynuowała dalszego łagodzenia polityki pieniężnej. Złoty nie zareagował zbyt impulsywnie na tę decyzję, najprawdopodobniej była ona już uwzględniona w wartości naszej waluty. Para EUR/PLN była wyceniana na 4,1177 PLN, a waluta amerykańska na 3,1505 PLN.

Jako że w czwartek złoty był zależny w głównej mierze od kwotowania eurodolara oraz wydarzeń na szerokim rynku, o których wspomniałem powyżej (przypomnijmy - najważniejszą z nich była wypowiedź Mario Draghiego), złoty dalej się osłabiał, a sprzyjała temu sytuacja techniczna na wykresie. To osłabienie trwa do chwili obecnej, a dolar w tej chwili jest wyceniany na 3,2005 PLN i toczy się tu walka o przebicie oporu na tym poziomie. Euro wyceniane jest na 4,1282 PLN. Bazując na analizie technicznej oraz sytuacji na rynku, moim zdaniem w przyszłym tygodniu możemy być świadkami utrzymania obecnej tendencji.

Michał Palenciuk

Dowiedz się więcej na temat: wypowiedzi | waluty | Maria | Obecny

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »