Reklama

Wysoko i nisko

Połączone siły Mario Draghiego i Bena Bernanke doprowadziły w ciągu dwóch tygodni do wyprowadzenia wykresu eurodolara w okolice, w których ostatni raz znajdował się w maju.

Dalej wzwyż?

Określenie "połączone siły" nie oznacza tu, że obaj bankierzy ogłosili coś razem i postanowili wspólnie zrealizować, chodzi raczej o podobne metody i podobny wpływ na rynki. Wujek Scrooge z kreskówki o Kaczorze Donaldzie radośnie pływał w skarbcu pełnym pieniędzy, u niego były to jednak złote monety. Współczesnym rynkom finansowym wystarczy pieniądz papierowy, a nawet wirtualny. Bankierzy centralni wierzą w możliwość "rozruszania" gospodarki poprzez wpuszczanie w nią pewnych ilości pieniędzy. Ale to przecież może grozić inflacją, o czym wspomniał choćby Jeffrey Lacker, prezes Fed z Richmond, których jako jedyny członek FOMC był przeciwny operacji QE3. Dodajmy do tego, że agencja Egan-Jones obniżyła rating wiarygodności kredytowej USA z AA do AA- (z perspektywą negatywną) - właśnie w odpowiedzi na QE3.

Reklama

Jaki wpływ może mieć na gospodarkę taki "rozruch"? O tym moglibyśmy długo dyskutować - zwłaszcza, gdyby do debaty włączyły się rozmaite szkoły ekonomii. Na razie nie sposób zaprzeczyć temu, że QE3 i zapowiedź skupu obligacji przez EBC stały się czynnikami działającymi na rzecz zwyżki eurodolara i umocnienia takich walut jak złoty.

Co to oznacza w praktyce? Kurs pary EUR/USD wynosi w poniedziałek rano ok. 1,3130. Jesteśmy więc mniej więcej w obszarach piątkowego popołudnia. Na wykresach o większym interwale (np. 8 godzin) widzimy wyraźnie, że ok. 5 września trend wzrostowy, trwający od 24 lipca, stał się znacznie bardziej stromy. Niewykluczone jednak, że po tych wzrostach nastąpi korekta, choć powinniśmy pozostać w tych "wysokich" obszarach. Wsparcia to 1,3030 i 1,29.

Trudno powiedzieć, jak będą odbierane ewentualne słabe dane z USA (a spory zestaw takich danych poznamy w środę i czwartek). Dotychczas podbijały one kurs, ponieważ rynek czekał na QE3. Teraz QE3 stanie się faktem, ale wiadomo, że nie ma być limitowane czasowo - znów może się więc okazać, że gorsze dane będą zwiększać oczekiwania na kolejny miesiąc. 40 mld miesięcznie - niemały pieniądz, a do tego dochodzi jeszcze operacja Twist. Pytanie tylko: czy i kiedy mechanizm się zatnie?

W niskich rejonach

Wiele czynników wskazywało jeszcze dwa tygodnie temu, że mamy do czynienia z poważnym i postępującym osłabieniem złotego, ale czarodzieje z Frankfurtu (siedziba EBC) i USA zdołali odwrócić bieg rzek. Tym sposobem na EUR/PLN dotarliśmy (w piątek) w okolice 4,0490, obecnie jesteśmy nieco wyżej - na 4,0640, przy czym zmienność jest bardzo mała. Główne wsparcia to 4,06, 4,05 i linia dołków z 6 sierpnia, a więc 4,0280. Na USD/PLN notujemy 3,0965, co oznacza kurs mniej więcej z początków kwietnia. Mocne wsparcia na USD/PLN to 3,09, później 3,0660 - 3,0680.

Czynniki krajowe zeszły na razie na drugi plan, do obniżki stóp procentowych pozostało jeszcze trochę czasu, część graczy próbuje więc inwestować w naszą walutę. Podobnie jednak jak na eurodolarze, może tu zdarzyć się - przynajmniej częściowa - korekta.

Co nas dzisiaj czeka?

Dziś w kalendarium bilans płatniczy Strefy Euro, który poznamy o 10:00. Saldo rachunku bieżącego n.s.a. ma wynieść 15 mld EUR, poprzedni wynik to 15,7 mld EUR. Godzinę później poznamy bilans handlu zagranicznego - prognozowany odczyt n.s.a to 15 mld EUR, a poprzedni 14,9 mld EUR. O 14:30 indeks NY Empire State z USA: przewiduje się spadek o 2 pkt po poprzednim spadku o 5,85 pkt.

Adam Witczak

FMC Management

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »