Reklama

Wzmocniony orzeł polski

Mimo wszystko nie jesteśmy bardzo nisko na EUR/USD. Owszem, notowano dziś dołki na 1,0715, a maksima tylko w okolicy 1,0820, ale mimo wszystko widać, że euro w jakiś sposób się broni, szczególnie że wieczorem jesteśmy na wyższych poziomach rzędu 1,0760. Najnowsza świeca czterogodzinna jest wzrostowa, co sugeruje, że byki będą chciały jeszcze powalczyć.

Dalsza sytuacja będzie zależała od kilku czynników. Po pierwsze: Grecja. O ile zakładamy, że dostanie ona po raz kolejny pieniądze i następny okres na wzięcie oddechu, o tyle dopuszczamy możliwość, że w miarę zbliżania się do piątku narastać będzie napięcie, a to mogłoby poskutkować zniżką eurodolara - nawet i do wsparć rzędu 1,0680 czy 1,0640. Inna rzecz, że rynkowi chyba nie wystarczają już kolejne zwykłe pogróżki obu stron sporu i niepewne doniesienia, tak więc sytuacja musiałaby naprawdę stanąć na ostrzu noża.

Euro mogłoby też zostać wsparte kompilacją dobrych danych z Europy (jutro ZEW w Niemczech, w czwartek indeksy PMI, w piątek niemiecki Ifo) oraz słabych z USA (w piątek poznamy np. amerykańskie zamówienia). Faktycznie, w takim układzie mógłby być kontynuowany ruch na północ, choć okolice 1,10 - 1,1050 powinny po raz kolejny być blokadą (o ile nie zadziała ona wcześniej). Ostatecznie przecież za niespełna miesiąc, ok. 12 maja, wróci po raz kolejny wątek grecki (spłata transzy pożyczki), a jednocześnie długofalowym czynnikiem, który w jakiś sposób może hamować umocnienie euro - jest operacja QE.

Reklama

Dziś słyszeliśmy, jeśli chodzi o Grecję, że wkłady państwowych instytucji (pieniężne) przejąć ma bank centralny, aby w ten sposób usprawnić regulację aktualnych zobowiązań. To dość desperacki krok, ale sam w sobie aż tak nie zaskakuje. Tak naprawdę istotne będzie po prostu to, czy Grecy dostaną nowe pieniądze z Zachodu.

Produkcja przemysłowa wzrosła w naszym kraju w marcu o 8,8 proc. r/r oraz o 13,4 proc. m/m. To bardzo dobre dane, prognoza wynosiła bowiem tylko 7,2 proc. r/r. Dużo lepiej niż w lutym wypadła też produkcja budowlano-montażowa. Niezła była również dynamika sprzedaży detalicznej: 3 proc. r/r wobec przewidywań rzędu 1,5 proc. r/r.

Nic dziwnego, że w tej sytuacji złoty jest bardzo mocny do euro (na EUR/PLN notowano już zejścia poniżej 3,99), a nieźle radzi sobie i do dolara - tu mamy ok. 3,7060. Co do EUR/PLN, to w zasadzie można już mówić o przebiciu 4 zł, choć niewykluczone, że tymczasowo rynek wróci trochę na północ. Przypomnijmy jednak, że minima z roku 2011 to 3,8265, teoretycznie więc może być tak, że rynek stopniowo będzie chciał tam zmierzać - aczkolwiek prawdopodobnie po drodze zmieni się nastawienie RPP, która zapewne podjęłaby przy tak silnym scenariuszu jakąś interwencję słowną. Ogólnie jednak wydaje się, że można liczyć na mocnego złotego, o ile eskalacja napięcia greckiego czy ukraińskiego nie stałaby się naprawdę poważna.

Tomasz Witczak

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »