Reklama

Złoty i forint to najsłabsze waluty w regionie

Z kolei złoty, podobnie jak forint to najsłabsze waluty w regionie. Co ciekawe, początek tygodnia był jeszcze dobry - inwestorzy pozytywnie zareagowali na malejące szanse elekcji Donalda Trumpa w listopadowych wyborach prezydenckich.

Za nami kolejny świetny tydzień dla dolara, choć przegrał on w relacji do AUD, CAD i MXN. Motorem zwyżek były rosnące oczekiwania, co do podwyżki stóp procentowych przez FED w grudniu - prawdopodobieństwo takiego ruchu w pewnym momencie było wycenianie na 70 proc. (model CME FEDWatch). Na początku tygodnia nastroje podgrzały weekendowe słowa wiceprezesa FED, Stanley Fischera, który dał do zrozumienia, że podwyżka stóp procentowych we wrześniu była na ostrzu noża. W efekcie inwestorzy zaczęli wiele obiecywać sobie po publikowanych w środę zapiskach ze wspomnianego posiedzenia. Nie wniosły one jednak wiele nowego do znanego już obrazu - o ile kilku członków tego gremium widziało szanse na podwyżkę stóp w stosunkowo niedługim czasie, to widoczne były podziały w kwestii oceny sytuacji na rynku pracy, czy też perspektyw inflacji. Odnotowano głosy stwierdzające, że wciąż przeważają ryzyka, a wyraźnej presji inflacyjnej nie widać. Kilka godzin wcześniej agencje odnotowały słowa Williama Dudley z zarządu FED, który podkreślił, że proces podwyżek stóp powinien być stopniowy. Reasumując - zakładanie, że już podczas listopadowego posiedzenia FED będzie próbował zapowiedzieć ruch w grudniu może być nieco ryzykowne, a kluczowa kwestia skali podwyżek stóp w 2017 r. będzie dopiero przedmiotem dalszych dyskusji w FED i w dużej mierze będzie zależna od napływających danych makro - innymi słowy, fundamentalne przesłanki do kontynuacji tak wyraźnego ruchu na dolarze, zaczynają się wyczerpywać. Chyba, że przyjmiemy założenie, że amerykańskiej walucie zacznie sprzyjać rosnąca awersja do ryzyka (problem Chin i Deutsche Banku), a obecnej sytuacji USD to ciekawa safe haven

Reklama

Pretekstem do spadków euro nie były w ostatnich dniach, ani dane makro (indeks nastrojów analityków Sentix, czy też liczony tylko dla Niemiec ZEW wypadły w październiku lepiej od oczekiwań, ostateczne dane nt. inflacji CPI pokryły wcześniejsze wskazania, a dynamika produkcji przemysłowej, czy też handlu zagranicznego były lepsze od szacunków), ani też oczekiwania związane z ewentualnymi modyfikacjami w programie QE. Teoretycznie w poprzednim tygodniu wiceprezes ECB Vitor Constancio uciął spekulacje dotyczące dyskusji nad ograniczaniem skali tego programu, a zapiski z wrześniowego posiedzenia Banku wskazały na dużą determinację w wykorzystaniu wszelkich narzędzi zmierzających do osiągniecia celu inflacyjnego, to już weekend prezes Mario Draghi przyznał, że rządy nie mogą liczyć na to, że stymulacja będzie trwać wiecznie, a ECB zakłada, że inflacja może osiągnąć cel na przełomie 2018/19 r. Jednocześnie ten sam Vitor Constancio zaznaczył, że dyskusja o ograniczaniu programu QE powinna zostać podjęta w momencie, kiedy będzie on zbliżać się ku końcowi. Tylko, że byłoby pewną naiwnością liczenie na to, że ECB nie będzie chciał wyciszać QE stopniowo, tak jak to robił wcześniej FED. A to sugeruje, że ten temat powróci już w 2017 r., jeżeli nie pojawi się nic, co mogłoby zakłócić obserwowaną obecnie stopniową poprawę w odczytach makro. Spekulacje na temat zmian w programie QE odżyły w czwartek, po tym jak Reuters powołując się na źródła podał, że już na posiedzeniu ECB w nadchodzącym tygodniu, może być poruszana kwestia technicznych aspektów programu QE, tak aby przygotować pole do decyzji w grudniu. Oczywiście chodzi tu głównie o wydłużenie w czasie programu poza marzec 2017 r., ale i też jego lepszą optymalizację. Nie musi się to wiązać z kwotowymi ograniczeniami, ale te najpewniej będą ich następstwem w kolejnych miesiącach. Reasumując wszystko, co powyżej - mocnych fundamentalnych przesłanek do przeceny euro nie było, chyba, że przyjmiemy założenie, że rynek zaczyna się pozycjonować pod potencjalne zawirowania związane z informacjami z Deutsche Banku, jakie mogą napływać w kontekście zaplanowanego na 27 października kwartalnego raportu tej instytucji.

W przyszłym tygodniu kluczowym wydarzeniem dla euro będzie wspomniane już czwartkowe posiedzenie Europejskiego Banku Centralnego.

Dobre czasy dla rubla raczej dobiegają do końca - w ostatnich dniach zyskał on tylko w relacji ze słabymi na globalnych układach walutami. Pomagała nadal drożejąca ropa, oraz fakt wysokiego poziomu stóp procentowych (10,00 proc.), ale zaszkodziły zwyczajowo niekorzystne przepływy na rynkach wschodzących związane z faktem zbliżającej się podwyżki stóp w USA. Pytanie też, czy za chwilę nie zobaczymy reakcji decydentów, którzy raz już wskazywali, że nazbyt silna waluta nie byłaby pożądana

Turecka lira: Mieszany bilans tygodnia dla liry. Widać było próbę odrabiania strat po wcześniejszej przecenie wywołanej gorszymi prognozami gospodarczymi przedstawionymi przez władze, ale była ona mocno ograniczana przez rosnące oczekiwania, co do podwyżki stóp w USA. Zaszkodziło też czwartkowe pogorszenie się nastrojów wywołane słabymi danymi nt. chińskiego bilansu handlowego. Szanse na wyraźną poprawę sytuacji w kontekście zbliżającego się terminu publikacji kwartalnego raportu Deustche Bank (27.10), który może wywołać ponowną falę niepewności na rynkach, nie są duże

Złoty i waluty regionu CEE: W ostatnich dniach najlepiej zachowywała się rumuńska leja, za sprawą informacji nt. możliwym "rozmiękczeniu" ustawy frankowej. Głosowanie nad przewalutowaniem kredytów zostało odsunięte w czasie po tym, jak pojawiły się propozycje, aby ulżyć tylko tym kredytobiorcom, których miesięczna rata pożyczki przekracza ponad połowę dochodów. Temat pozostaje jednak nadal otwarty, co sprawia, że na rumuńskiej lei możemy mówić jedynie o korekcie wzrostowej.

Z kolei złoty, podobnie jak forint to najsłabsze waluty w regionie. Co ciekawe, początek tygodnia był jeszcze dobry - inwestorzy pozytywnie zareagowali na malejące szanse elekcji Donalda Trumpa w listopadowych wyborach prezydenckich. Niemniej później złoty, podobnie jak forint zaczął wyraźnie słabnąć, co w zasadzie można powiązać tylko z rosnącymi oczekiwaniami na podwyżkę stóp procentowych w USA, które spowodowały wyraźny przepływ kapitałów w stronę dolara. Tylko, że nie jest to żadne zaskoczenie - można, zatem mówić bardziej o pretekście do ruchu, który wynikał bardziej z przesłanek bazujących na analizie technicznej. Gorsze dane nt. chińskiego bilansu handlowego w czwartek nad ranem nie przełożyły się już na kontynuację negatywnej tendencji - w końcówce tygodnia złoty minimalnie odreagował i zaczął się stabilizować. Z publikowanych danych makro w kraju uwagę przykuwają gorsze dane nt. bilansu na rachunku obrotów bieżących w sierpniu (deficyt 1.047 mln EUR, głównie za sprawą wzrostu nierównowagi w handlu -509 mln EUR), chociaż nie miały one dużego przełożenia na notowania naszej waluty. W przyszłym tygodniu warto będzie zerkać na dane nt. produkcji przemysłowej, oraz sprzedaży detalicznej we wrześniu (środa) i protokół z ostatniego posiedzenia RPP. Odczyty GUS mogą mieć duże znaczenie w kontekście pojawiających się na rynku opinii dotyczących możliwych słabszych danych PKB za III kwartał (wstępne dane na ten temat poznamy jednak dopiero 15 listopada).

Kluczowy wpływ na koniunkturę na rynku złotego będzie mieć jednak globalny sentyment, a tutaj kluczowe daty to dane z Chin nt. PKB w III kwartale w najbliższą środę, posiedzenie Europejskiego Banku Centralnego w czwartek (rynek spekulował wcześniej nt. możliwych przygotowań do ograniczenia skali programu QE), czy też kwartalne dane finansowe Deutsche Banku 27 października.

Sytuacja techniczna na koszyku BOSSA PLN nie wypada korzystnie dla złotego - o ryzyku utworzenia się podwójnego, a w zasadzie potrójnego szczytu, pisaliśmy od 2 tygodni. Teraz dodatkowo złamana została wzrostowa linia trendu bazująca na minimach z czerwca i sierpnia - rejon 90 pkt. będzie teraz mocnym oporem.

Korona szwedzka: Zaskakująco słabe dane nt. inflacji CPI we wrześniu, która wzrosła wyraźnie poniżej oczekiwań nie pomogły w ostatnich dniach koronie. Pytanie jednak, na ile rzeczywiście przełożą się one na działania Riksbanku, kiedy to widać stopniową zmianę podejścia banków centralnych do tematu dalszego luzowania. W efekcie reakcja rynku może być przerysowana.

Korona norweska: Utrzymująca się na wysokich poziomach ropa naftowa pozwoliła na odbicie NOK po wcześniejszej przecenie wywołanej powrotem obaw, co do działań Norges Banku (po publikowanych wcześniej słabszych danych nt. produkcji przemysłowej rynek był mniej pewien tego, na ile bank centralny rzeczywiście zamierza zakończyć cykl obniżek stóp, okazało się też, że mieliśmy mniejszy od oczekiwanego wzrost inflacji CPI we wrześniu). Odreagowanie NOK nie było jednak równomierne, chociaż wydaje się, że podobnie jak w przypadku SEK, obawy rynku mogą być nadmierne.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »