Reklama

Złoty i waluty regionu CEE

Najmocniejszą walutą był w ostatnich dniach forint, choć przez większą część tygodnia to złoty był zwycięzcą. Na drugim biegunie tradycyjnie już stabilna korona czeska, oraz nieoczekiwanie rumuńska leja. W pierwszym przypadku nadal widoczne były echa podwyżki ratingu przez S&P, która zachęciła do zakupów węgierskich aktywów, ale wydarzeniem ostatnich dni było posiedzenie Banku Węgier.

Główna stopa procentowa została utrzymana na rekordowo niskim poziomie 0,9 proc., zapowiedziano też utrzymanie niestandardowych narzędzi w polityce, mających wspierać wzrost gospodarki. W przypadku korony czeskiej, co jakiś czas pojawiają się spekulacje związane z planami Banku Czech dotyczącymi rezygnacji z utrzymywania kursu korony powyżej poziomu 27 za euro. T

Reklama

eraz pojawiły się one za sprawą wypowiedzi prezesa Jiri Rusnoka, który podtrzymał plany odejścia od utrzymywania tzw. capa w pierwszej połowie 2017 r., niezależnie od tego, czy inflacja zbliży się w stronę celu inflacyjnego na poziomie 2,0 proc. (w lipcu ceny rosły o 0,5 proc. r/r). Teoretycznie takie wypowiedzi mogą zwiększać zainteresowanie spekulacyjnego kapitału, liczącego na powtórkę scenariusza z uwolnienia kursu franka w styczniu 2015 r. Warto jednak zwrócić uwagę na fakt, że Czesi mogą ponownie przesunąć w czasie ten proces.

W kraju wsparciem dla złotego okazały się lepsze dane nt. dynamiki produkcji przemysłowej, która wzrosła sierpniu do 7,5 proc. r/r po słabym lipcu (-3,4 proc. r/r), a także sprzedaży detalicznej, która przyspieszyła w tym samym okresie do 5,6 proc. r/r z 2,0 proc. r/r. Na tym tle opublikowane w czwartek zapiski z ostatniego posiedzenia RPP, która ucięła spekulacje nt. dyskusji nad ewentualną obniżką stóp za kilka miesięcy, licząc na to, że sytuacja w gospodarce zacznie się poprawiać, wyglądały bardziej wiarygodnie. Pośrednio wsparciem stał się też słaby dolar po sygnałach z FED, jakie napłynęły w środę.

Przestrzeń do dalszego umocnienia naszej waluty zaczyna się jednak kurczyć, co dobrze widać też po wykresie koszyka BOSSA PLN, gdzie zbliżamy się do szczytów z połowy sierpnia. Ryzyka są bardziej natury globalnej - to kwestia danych makro z USA, kształtu polityki prowadzonej przez FED, a także tego, kto wygra listopadowe wybory

Rubel: Mamy odreagowanie dzięki odbiciu cen ropy i innych surowców na globalnych rynkach. Wpływ miały też słowa szefowej Banku Rosji, która dała do zrozumienia, że w rządzie i banku centralnym panuje pełna zgoda, co do tego, że należy sprowadzić inflację poniżej 4 proc. na koniec 2017 r. (to może sugerować, że bank centralny nie będzie się zbytnio spieszył z kolejnymi obniżkami stóp).

Turecka lira: Wydarzeniem tygodnia było czwartkowe posiedzenie Banku Turcji - zgodnie z oczekiwaniami główna stopa benchmarkowa (jednotygodniowa repo) pozostała na poziomie 7,50 proc., ale podobnie jak na wcześniejszych posiedzeniach o 25 p.b. do 8,25 proc. zredukowana została stopa pożyczkowa overnight. Według banku centralnego jest to proces "upraszczania" polityki monetarnej. Jednocześnie zastępca premiera Mehmet Simsek nie wykluczył, że rząd może zredukować w dół tegoroczny cel wzrostu PKB na poziomie 4,50 proc. (choć nie jest to dla rynku zaskoczeniem biorąc pod uwagę słabsze dane publikowane w ostatnich tygodniach). W średnioterminowej perspektywie istotne będzie teraz to, co zrobi agencja Moody's w kwestii ratingu, który może (choć najprawdopodobniej nie zostanie) obniżony do poziomu śmieciowego już w październiku. Bilans tygodnia wypadł dla liry jednak korzystnie, co pośrednio można przypisać (chwilowemu ?) ociepleniu się nastrojów po sygnałach, jakie napłynęły w środę z amerykańskiego FED.

Bilans tygodnia jest mieszany - euro zyskało w relacji z funtem, dolarem nowozelandzkim, dolarem amerykańskim i koroną szwedzką. Danych makro nie było wiele. Uwagę zwróciły jedynie piątkowe, wstępne odczyty indeksów PMI dla przemysłu i usług, który były mieszane - w pierwszym przypadku wzrost do 52,6 pkt. z 51,7 pkt., w drugim spadek do 52,1 pkt. z 52,8 pkt. W przyszłym tygodniu mamy indeks Ifo z Niemiec w poniedziałek, oraz szacunki dotyczące wstępnej inflacji za wrzesień dla strefy euro w piątek. Poza tym szereg wystąpień członków ECB, w tym Mario Draghiego w Bundestagu w środę (gdzie najpewniej szef ECB będzie musiał bronić słuszności kontynuacji programu QE). Niemniej nie są to informacje, które mogłyby jakoś zaszkodzić, lub wyraźnie pomóc euro. Rynek nadal kalkuluje możliwość wydłużenia w czasie programu QE, ale nie wcześniej, niż na grudniowym posiedzeniu.

Dolar

Bilans tygodnia jest spadkowy na szerokim rynku z wyłączeniem relacji z funtem i NZD, co powszechnie tłumaczy się sygnałami z FED. Poświęćmy jednak nieco miejsca, na ich dokładniejszą analizę. Przed posiedzeniem FOMC, jakie zakończyło się w środę oczekiwania, co do podwyżki stóp były niewielkie (na dzień przed decyzją prawdopodobieństwo takiego ruchu wg. modelu CME FEDWatch wynosiło zaledwie 12 proc.). Tymczasem aż 3 członków FOMC głosowało za podwyżką stóp - George, Rosengren i Mester.

W komunikacie dano do zrozumienia, że FED chce zaczekać na więcej danych, zanim podwyższy stopy procentowe. Chociaż w tym roku może być miejsce na jeden ruch. Poznaliśmy też prognozy makroekonomiczne, które nie różniły się znacząco od tego, co podawano w czerwcu - nieznacznie spadły szacunki na ten rok dla PKB (do 1,7-2,0 proc.). Większą uwagę zwrócił wykres oczekiwań członków FED dotyczący kształtowania się stóp procentowych w przyszłości (tzw. dot-chart). W tym roku oczekiwana jest jedna podwyżka stóp (co nie jest żadnym zaskoczeniem), ale na 2017 r. mediana spada do 1,1 proc. z 1,6 proc., czyli o 0,5 p.p. (podobnie jak na 2018 r.). W długim okresie mamy zmianę z 3,0 proc. do 2,9 proc. Podczas konferencji prasowej Janet Yellen przyznała, że ścieżka podwyżek może zmieniać się w zależności od napływających danych gospodarczych, a na listopadowym posiedzeniu może być podjęta decyzja nt. ewentualnego zasygnalizowania grudniowej podwyżki. Dlaczego, zatem dolar wyraźnie potaniał, skoro szacunki dotyczące prawdopodobieństwa podwyżki w grudniu w zasadzie się nie zmieniły (60 proc.)? Wydaje się, że przede wszystkim jest to kwestia wyraźnej rewizji oczekiwań, co do podwyżek stóp w latach 2017-18, a pośrednio też niepewności, na ile publikowane w najbliższych tygodniach kluczowe dane makro, oraz trwająca kampania wyborcza przed listopadowymi wyborami (ryzyko wygranej Trumpa może ograniczać aktywność biznesu, gdyż jego prezydentura może się wiązać ze zbyt wieloma niewiadomymi w istotnych, gospodarczo kwestiach), mogą ograniczyć prawdopodobieństwo grudniowej podwyżki. Reasumując - dolar będzie teraz mocno uzależniony od napływających w najbliższych tygodniach informacji z lokalnego podwórka.

JEN

Bilans tygodnia dla jena jest wzrostowy, co jest wynikiem informacji, jakie napłynęły po czwartkowym posiedzeniu Banku Japonii. Stopy procentowe nie zostały obniżone, BOJ nie zdecydował się też zwiększyć skali programu QQE, która pozostała na poziomie 80 bln JPY. W zamian za to wprowadził tzw. program "kontroli krzywej dochodowości", który jest zbliżony do tzw. operacji Twist, jaką FED przeprowadzał w 2011 r. - chodziło wtedy o kupno obligacji długoterminowych i sprzedaż krótkoterminowych. Podczas konferencji prasowej prezes Kuroda przyznał, że luźna polityka będzie kontynuowana do momentu osiągnięcia celu inflacyjnego na poziomie 2,00 proc., co tym samym oznacza, że bank centralny liczy się z tzw. "przestrzeleniem" celu inflacyjnego. Szef BOJ przyznał też, że bank nie zamyka sobie furtki na dalsze kroki w postaci cięcia stóp, czy zwiększenia skali QQE i tym samym nie jest blisko krańca swoich możliwości, ale rynki finansowe odebrały to inaczej, choć początkowo jen się osłabił. Wydaje się, że BOJ jest wewnętrznie coraz bardziej podzielony, zwłaszcza w temacie negatywnego wpływu luzowania na sektor finansowy, stąd nowe propozycje, mające wyjść mu nieco naprzeciw. Mocny jen tradycyjnie doprowadził do pojawienia się stosownych komentarzy ze strony oficjeli, którzy starali się tłumaczyć, że ostatnie ruchy są nazbyt spekulacyjne i tym samym władze są gotowe do interwencji, gdyby taki stan rzeczy miał się utrzymać. Tylko, ile razy w tym roku słyszeliśmy podobne zapewnienia? Pytanie też, gdzie jest tzw. poziom bólu? Czy to poziom 100 jenów za dolara testowany w czwartek, czy chociażby 95 jenów za dolara, który nieraz padał w opiniach byłych oficjeli, np. Mr. Yena.

Frank

W najbliższy poniedziałek przed południem na konferencji SWIFT w Genewie głos zabierze szef Narodowego Banku Szwajcarii. Niewykluczone, że Thomas Jordan nie będzie mówił na tematy makro i kursu walutowego, a swoje zwyczajowe uwagi na temat przewartościowanego franka powtórzy przez chwilę dziennikarzom - co w zasadzie nic nowego do obrazu rynku nie wniesie. Tymczasem CHF ma za sobą nieco lepszy tydzień, co nie jest aż takim dużym zaskoczeniem. We wpisie sprzed tygodnia, gdzie komentowaliśmy posiedzenie SNB z 15 września, zwróciliśmy uwagę, że lepsze dane makro (PKB i inflacja) sprawiają, że SNB będzie mniej zobligowany do fizycznych działań na rynku w celu osłabienia franka, a będzie reagować wtedy, kiedy CHF nadmiernie umocni się w krótkim terminie. Na razie ta teza wciąż pozostaje aktualna.

Funt

Spadki funta nabrały w ostatnich dniach tempa, co doprowadziło do złamania ważnego wsparcia na koszyku handlowym funta, jakim jest poziom 77,7 pkt. bazujący na minimum z marca 2013 r. Rynek nie wycenia zbytnio ryzyka kolejnego cięcia stóp procentowych przez BOE w najbliższych miesiącach, tymczasem nie można wykluczyć, że dane makroekonomiczne zaczną poddawać tą tezę w wątpliwość. W ostatni czwartek poznaliśmy wskaźnik zamówień liczony przez CBI, który we wrześniu pozostał na poziomie -5 pkt. z sierpnia, zamiast odbić w górę. W najbliższy wtorek poznamy analogiczny parametr dla sprzedaży detalicznej. Natomiast w piątek mamy odczyt danych PKB za II kwartał - to dane końcowe, więc bez większych emocji.

Te pojawią się na początku października (wrześniowe indeksy PMI i dynamika produkcji przemysłowej w sierpniu). Niemniej to co obecnie najbardziej rzutuje na funta, to pojawiające się spekulacje nt. kształtu procesu negocjacyjnego, jaki oficjalnie ma rozpocząć się już w styczniu przyszłego roku, czyli Brexitu. Z niektórych wypowiedzi przedstawicieli rządu wynika, że nie zamierzają się oni zgodzić na wolny przepływ osób, co tym samym może utrudnić dostęp Wielkiej Brytanii do wspólnego, unijnego rynku, co miałoby już wymierne, niestety negatywne skutki dla gospodarki.

Korona szwedzka: Bilans tygodnia jest lekko negatywny. Pretekstu do umocnienia SEK nie dały zapiski z posiedzenia Riksbanku z 6-7 września. Pokazały one, że o ile członkowie tego gremium lepiej wypowiadają się nt. perspektyw gospodarki, to nadal liczą się z negatywnymi niespodziankami, także po stronie inflacji CPI (tą nadal trzeba uważnie śledzić).

Szef Riksbanku Ingves zwrócił uwagę, że z jednej strony stopy procentowe powinny pozostać na niskim poziomie, ale z drugiej konieczna jest tu rozwaga, aby nie doprowadzić do nadmiernego wzrostu zadłużenia, oraz przegrzania rynku nieruchomości. W najbliższych dniach ważne dane napłyną we wtorek - to bilans w handlu zagranicznym, inflacja PPI i sprzedaż detaliczna.

Korona norweska: Zanotowała wyraźne umocnienie po tym, jak na czwartkowym posiedzeniu Norges Bank zasugerował, że dalsze cięcia stóp procentowych mogą nie być już potrzebne, gdyż perspektywy dla gospodarki zaczynają się poprawiać. Wsparciem były też zwyżki cen ropy naftowej.

Marek Rogalski

Główny analityk walutowy

Dowiedz się więcej na temat: korona czeska | rynek walutowy

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »