Reklama

Złoty idzie w ślad rubla

Złoty i inne aktywa rynków EM (w tym rosyjski rubel) zyskują w reakcji na uspakajające doniesienia z Rosji. Jeśli euro/dolar będzie rósł (oczekiwany test 1,40), a ze wschodu nadal będą "wiać cieplejsze wiatry", kurs EUR/PLN podejmie próbę ataku na 4,18 i zacznie kierować się ku 4,16.

Wsparcie wyznaczane przez lutowe dołki w okolicach 4,14 nie wydaje się zagrożone.

Reklama

Środowa sesja na rynku głównej pary walutowej przebiegała bardzo spokojnie, a kurs EUR/USD przez jej większą część notował poziomy 1,391-1,393 do których dotarł dzień wcześniej. Widocznej w ostatnim czasie niechęci do dolara nie zmniejszyły nawet opublikowane wczoraj bardzo słabe dane z Niemiec.

W marcu zamówienia w niemieckim przemyśle, skorygowane o wpływ czynników sezonowych, nieoczekiwanie pokazały spadek o 2,8% m/m, po tym jak miesiąc wcześniej wzrosły o 0,9%. Mediana prognoz wskazywała na wzrost o 0,3% (najwięksi pesymiści widzieli spadek nie większy niż 0,8%). W skali roku zamówienia wzrosły o 1,5% przy szacunkach rynkowych rzędu 4,3%. Wczorajsze dane były najsłabsze od półtora roku. Jest to nie tylko duże rozczarowanie, ale i niepokojące zjawisko, bowiem spora część spadku marcowego wskaźnika wynikała z ujemnej dynamiki zamówień eksportowych. Pocieszające może być tylko to, że są to dane historyczne, a bieżące doniesienia (chociażby ostatnie publikacje indeksów PMI aktywności gospodarczej) pokazują na wyraźną poprawę kondycji największej gospodarki strefy euro.

Ta poranna publikacja danych nie była jednak najważniejszym środowym wydarzeniem na rynku. Inwestorzy skupiali się na popołudniowym wystąpieniu prezesowej Fed J.Yellen przed kongresową komisją ds. gospodarki licząc, że w związku z brakiem konferencji prasowej po kwietniowym posiedzeniu FOMC odniesienia się do obecnych tendencji w gospodarce USA i zarysuje perspektywy polityki monetarnej.

Nic nowego nie zostało jednak zakomunikowane, a J.Yellen potwierdziła jedynie, to co pokazują dane. Gospodarka USA rozwija się i pomimo słabego pierwszego kwartału na koniec roku będzie w lepszej kondycji niż w 2013 roku. Jednakże czynnikiem ryzyka jest możliwe większe od oczekiwanego spowolnienie w sektorze nieruchomości mieszkaniowych. J.Yellen oceniła też, że nadal daleka od zadawalającej jest sytuacja na rynku pracy, choć warunki wyraźnie się poprawiły. Niemniej jak zostało podkreślone, do kwietniowych dobrych danych z rynku pracy nie można przykładać zbyt dużej wagi. W rezultacie po serii pytań i odpowiedzi wiemy tyle, co wcześniej: wysoki poziom akomodacji monetarnej zostanie utrzymany i na chwilę obecną Fed nie ma żadnego harmonogramu dla podwyżek stóp procentowych. W tej sytuacji rynek euro/dolara kompletnie zignorował środowe wystąpienie J.Yellen i w czwartek od rana euro notuje poziomy z okolic otwarcia dnia poprzedniego.

Złoty po początkowym niezdecydowaniu, czy podążać za euro/dolarem, czy zachowywać ostrożność w obawie przed możliwym dalszym zaostrzaniem się konfliktu na Ukrainie ostatecznie wybrał pierwszą opcję. W rezultacie, po porannym zniesieniu dużej części wtorkowego umocnienia, w środę po południu zaczął ponownie zyskiwać na wartości, spychając kurs EUR/PLN momentami do 4,182.

Tak jak tego oczekiwaliśmy decyzja RPP o utrzymaniu stóp na dotychczasowym poziomie, jak również późniejsza konferencja prezesa M.Belki przeszły przez rynek praktycznie niezauważone. Nietrudno było nie dostrzec, że zarówno retoryka wypowiedzi, jak i treść komunikatu nie różniły się od tych sprzed miesiąca. RPP podtrzymała deklarację, że "stopy procentowe NBP powinny zostać utrzymane na niezmienionym poziomie w dłuższym okresie, tj., co najmniej do końca trzeciego kwartału 2014 r." Prezes NBP podtrzymał też stanowisko, że decyzja o ewentualnym wydłużenia deklarowanej perspektywy stabilnych stóp procentowych (tzw. forward guidance) może zostać podjęta w lipcu, po tym jak RPP zapozna się z najnowszą edycją projekcji makroekonomicznej NBP.

Najprawdopodobniej to niespodziewana zapowiedź prezydenta Rosji W.Putina wycofania wojsk z granicy Ukrainy tak pozytywnie podziałała na naszą walutę. Poprawę nastrojów widać było w całym regionie, a odreagowywać zaczęły nawet aktywa rosyjskie, które w ostatnich dniach mocno ucierpiały. Najmocniej zareagowała rosyjska giełda. Indeks RTS wzrósł w środę o blisko 6,0% kończąc notowania na najwyższym poziomie od miesiąca. Na wartości mocno zyskał też rubel. Kurs USD/RUB spadł poniżej 34,9, co jest najniższym poziomem od połowy lutego br.

Na czwartek zaplanowane jest posiedzenie EBC i nasuwa się pytanie: czy M.Draghi może dziś podnieść emocje na rynku? W naszej ocenie nie ma takiego niebezpieczeństwa. Nadal uważamy, że bank centralny na razie nic nie zrobi i jeśli prezes EBC ponownie nie zadeklaruje konkretnych działań, a jedynie będzie usilnie przekonywał, że sytuacja gospodarcza w strefie euro (szczególnie cenowa) jest na dobrej drodze do stabilizacji na akceptowalnych poziomach, EUR/USD zahaczy dziś o opór na 1,40. Przestrzeń do znacznie silniejszych wzrostów jest jednak ograniczona. Rynek nie wyklucza, że dostosowawczy ruch po stronie EBC nastąpi w czerwcu, kiedy to rada będzie dysponowała najnowszą projekcją makroekonomiczną EBC.

Z technicznego punktu widzenia pierwszy opór dla pary EUR/USD wyznacza maksimum z marca br. na poziomie 1,3967 a następny 1,40. Kolejny opór to dopiero szczyt z października 2011 roku na poziomie 1,4247, ale nie wyobrażamy sobie, by ECB pozwolił na taki ruch. Wsparcie dla euro to okolice 1,388 USD i niżej 1,3775-1,38 USD. Złoty stoi obecnie przed szansą na dalsze niewielkie umocnienie. Jeśli euro/dolar będzie rósł, a ze wschodu nadal będą "wiać cieplejsze wiatry", kurs EUR/PLN podejmie próbę ataku na 4,18 i zacznie kierować się ku 4,16. Wsparcie wyznaczane przez lutowe dołki w okolicach 4,14 nie wydaje się zagrożone. Ponowny wzrost awersji do ryzyka oznaczać będzie powrót euro do 4,20-4,22 PLN.

Joanna Bachert

- Krajowe rentowności powróciły do poziomów z lipca zeszłego roku

W środę przed południem doszło do spadków dochodowości obligacji DE10Y i US10Y w reakcji na zaskakująco słabe dane o zamówieniach w niemieckim przemyśle. W dalszej części dnia mieliśmy do czynienia z korektą tego ruchu za sprawą zapowiedzi wycofania rosyjskich wojsk z granicy z Ukrainą. Jednak już po otwarciu giełd w USA wypowiedź szefowej FED J. Yellen o tym, że potrzebna jest dalej wysoce akomodacyjna polityka pieniężna przesunęła rentowności z powrotem w dół. W efekcie na koniec dnia dochodowości DE10Y znalazły się 1 pb. powyżej poziomu z wtorkowego zamknięcia, zaś US10Y powróciły do cen z wtorkowego wieczoru.

Polski dług zyskiwał przez całą środę, w oczekiwaniu na komunikat NBP i poszukując cen godziwie odzwierciedlających gorsze dane wyprzedzające z Polski i Niemiec, które były publikowane na przestrzeni ostatnich dni. Nawet przejściowa wyprzedaż niemieckich obligacji w reakcji na zapowiedź wycofania wojsk rosyjskich z Ukrainy nie zaszkodziła polskim rządówkom. W trakcie konferencji M. Belka nie zawiódł rynku utrzymując łagodny ton wypowiedzi. Można w nim było dostrzec sugestie przedłużenia w lipcu deklaracji utrzymania stóp na obecnym poziomie poza III kw. bieżącego roku. Łącznie na przestrzeni dnia krzywa w segmencie 8-10Y spadła o 10-12 pb., w segmencie 5Y o 8 pb., zaś krótki koniec krzywej obniżył się o 3-4pb. Papiery DS1023 zamknęły się na 3,92%, zaś DS1019 na 3,48%, takie poziomy nie były notowane od lipca zeszłego roku. W tym samym kierunku przesunęła się krzywa IRS, jednak skala ruchu w segmencie 5-10Y była o 2-3 pb. mniejsza.

W czwartek, w pierwszej części dnia, spodziewamy się kontynuacji redukcji dochodowości krajowych skarbówek, głównie za sprawą słabszych danych o produkcji z Niemiec. Naszym zdaniem rynek zignoruje pozytywne zaskoczenie handlem zagranicznym w Chinach (eksport wzrósł tam o 0,9% r/r, wobec oczekiwań na poziomie -3,0% r/r i poprzedniego odczytu -6,6% r/r). Zahamowanie ruchu krzywej w dół może przynieść dopiero decyzja (a raczej jej brak) EBC. Część inwestorów na rynkach bazowych w dalszym ciągu liczy się z jakimś prawdopodobieństwem złagodzenia polityki monetarnej. Jednak ze względu na opublikowane dziś rano słabe dane z niemieckiego przemysłu przestrzeń do ruchu w górę jest minimalna.

Dane z niemieckiego przemysłu potwierdzają wyhamowanie wzrostu produkcji przemysłowej, jakie ma miejsce u naszych zachodnich sąsiadów. Jakkolwiek trudno przesądzać o zmianie trendu na podstawie dwóch odczytów, to dane o produkcji przemysłowej (dynamika roczna w marcu wyniosła 3,0%, wobec 4,7% w lutym i 4,9% w styczniu) są spójne z wczorajszymi danymi o zamówieniach w Niemczech. Obraz ten zdają się potwierdzać także publikowane w Polsce indeksy oczekiwanych zamówień zagranicznych, których odsezonowane wartości wskazują na spowolnienie dynamiki sprzedaży począwszy od stycznia tego roku. Naszym zdaniem taki układ danych może jeszcze przez jakiś czas wpływać na przeszacowanie w dół perspektyw wzrostu gospodarczego w Polsce i sprzyjać utrzymaniu presji na niskie rentowności.

Konrad Soszyński

Dowiedz się więcej na temat: ruble

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »