Reklama

Znamy już ADP i PMI

Wczorajszy wieczorny spadek eurodolara do niskich wartości rzędu 1,0850 był, jak wiemy, spowodowany nie tyle lepszym od prognoz odczytem dynamiki zamówień w przemyśle USA, ile raczej nieoczekiwaną (i nieoczekiwanie jastrzębią) wypowiedzią Dennisa Lockharta z Fed (na łamach Wall Street Journal).

Rankiem zakładaliśmy, że EUR/USD zapewne skoryguje nieco swe notowania, np. do 1,09 - 1,0920, ale o autentyczny powrót do wcześniejszych kwotowań będzie ciężko. Istotnie, dziś rzeczywiście notowano kursy rzędu ok. 1,0920, a jednak dzień dobiega końca przy 1,0870, co zdaje się potwierdzać sentyment pro-dolarowy.

Reklama

Zauważmy, że jest tak pmimo dość mizernego raportu ADP (185 tys. nowych miejsc pracy, prognozowano 215 tys., w czerwcu było 237 tys.), choć to właśnie ten raport uchodzi za relatywnie wiarygodny wstęp do oficjalnych payrollsów. Czyli wychodzi na to, że te piątkowe też będą słabe. No dobrze - powinny być. Może będą. A może nie - tak sądzą zapewne rynkowi gracze, którzy podtrzymują jeszcze silnego dolara. Zresztą utwierdzają ich w tym pewne inne czynniki. Na przykład odczyty PMI i ISM dla usług w Stanach przebiły prognozy (ISM wyraźnie), podczas gdy we Francji, Niemczech i Strefie Euro PMI krążyły w sumie wokół założeń. Co więcej, Lockhart stwierdził wczoraj, że dane gospodarcze musiałyby naprawdę mocno odbiegać od pozytywnych założeń, by zaczął inaczej myśleć o stopach procentowych, tj. by nie wsparł ich wrześniowej, hipotetycznej podwyżki.

Czy raport ADP spełnia taki warunek? Rozczarował, ale tak naprawdę payrollsy bywają często odmienne od ADP i dlatego nadal czekamy do piątku. Jeśli Amerykanom się powiedzie, to będzie trzeba rozważać nawet możliwość przebicia 1,0820-50 i w konsekwencji opcję schodzenia nawet do 1,0660 w dłuższym horyzoncie.

Orzeł biały

Orzeł biały został poważnie zraniony wczorajszymi zawirowaniami, ale poniekąd się wylizał. Wyjścia do 4,1850 zostały skorygowane. Rankiem sugerowaliśmy, że ew. powrót do 4,1550 będzie dobry do zakupów, bo wtedy niedawny opór może stać się już wsparciem. W zasadzie tak chyba się stało, choć oczywiście do końca tygodnia mogą być jeszcze pewne wahania. Ale faktycznie - przy 4,1565-70 wykres znów się odbił i sesja dobiega końca na 4,1730-50.

Na USD/PLN mieliśmy chwilowe okazje przy 3,8120-30, teraz znów jest 3,84, a okolica 3,8530 to poziom oporu. Najbliższy dzień powinien trochę ustabilizować PLN i może lekko wzmocnić. Ryzyko przeceny nadal istnieje - po piątkowych danych z USA - jakkolwiek pewnie nie będzie ona aż tak piorunująca, rynek bowiem sporo zdyskontował. Gdyby dane były słabe, to pary mogą zejść na południe, acz czynniki techniczne mogą sprawić, że nie uda się ponownie wejść pod 4,15 - 4,1550 czy 3,8120-30.

Tomasz Witczak

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »