Reklama

Zwątpienie w Trumpa czy mistyfikacja sprytnych graczy?

Każdy widzi w Trumpie kogo innego. Jedni - cynicznego biznesmena, figurę post-polityki i post-prawdy (ach, te modne słowa), gotowego sprzedać każdemu obietnicę realizacji jego marzenia w zamian za głosy wyborcze. Inni - ideowca, mającego może rozmaite grzeszki na sumieniu, ale jednak szczerego w swych deklaracjach.

Te opozycje można kontynuować. Pobawmy się: jedni - przedstawiciela wąskiej kasty milionerów czy wręcz miliarderów, człowieka finansowych elit; inni - chłopaka z sąsiedztwa, który swoje zarobił, ale pozostał kumplem tych, których kariera nie wykroczyła ponad taśmę w fabryce czy stację benzynową. Jedni - nieledwie faszystę, skrajnego prawicowca, kapitalistę i nienawistnika; inni - rozpustnika i krypto-liberała, mniejsze zło i nic więcej. Jedni - rzecznika protekcjonizmu, słabego dolara i dopłacania do amerykańskiego przemysłu; inni - wolnorynkowca, preferującego niskie podatki i proste zasady gry. Jedni - nieuka zależnego od swoich doradców z różnych koterii; inni - rozsądnego faceta, który wie, czego chce.

Reklama

Wszystko to mówimy w kontekście dzisiejszego, a właściwie jutrzejszego (trzecia nad ranem naszego czasu) wystąpienia Trumpa w Kongresie. Ma mówić o budżecie i polityce gospodarczej, także o obciążeniach fiskalnych. Niektórzy na rynku chcieliby mocnych, pro-rynkowych, 'reaganowskich' kroków (inną kwestią jest to, czy Reagan był naprawdę wolnościowy, ale zostawmy to Austriakom). Nie znaczy to jednak, że na takie kroki liczą - przeciwnie, mogą sądzić, że Trump rozczaruje, pójdzie na kompromisy, ocali welfare state itd. Być może z tego powodu eurodolar wczoraj i dziś szedł w górę, amerykańska waluta traciła na wartości. Ba, dziś przebito (nie twierdzimy, że na stałe) linię spadkową, która biegnie od 2 lutego (poprzez szczyt z 17 lutego).

Ale kto wie, czy cała sprawa nie jest bardziej zagadkowa. Jeżeli Trump uderzy w tony pro-rynkowe - a niewykluczone, że uderzy, nawet jeśli tylko dla efektu - to dolar powinien zyskać. Wtedy ten, kto pierwszy odwróci pozycje, nieźle zarobi. Możliwe więc, że widzimy podbijanie wykresu na okoliczność późniejszej monetyzacji odwrotnej tendencji.

Tak naprawdę trudno orzec, co powie Trump - i co zrobi. Generalnie podtrzymujemy nasze zasadnicze stanowisko, że Fed powinien w tym roku prowadzić bardziej jastrzębią politykę niż rok i dwa lat temu, nawet dużo bardziej. Czas goni, ultra-niskie stopy nie są żadnym ideałem, Fed poza tym sporo zapowiedział i powinien chcieć być wiarygodny. Na razie wypowiedzi większości przedstawicieli (np. Yellen, Kaplana) nie wskazywały na chęć odwrotu od kursu na wyższe stopy. Ba, rynek nawet dość wysoko, 50-procentowo, wycenia scenariusz ruchu marcowego.

Linia biegnąca od 2 marca jest przebijana, ale przypomnijmy to, co pisaliśmy wczoraj: jest jeszcze druga, wyżej położona linia spadkowa - przez szczyty z 8 września, przełomu września i października, 3 listopada i 2 lutego. Obecnie linia ta jest w pobliżu 1,0715. Ba, można nawet uprzeć się i połączyć maksima z 3 maja, 18 sierpnia i 8 września, by być teraz przy 1,0915-20. Każda z tych półprostych mimo wszystko podwyższa wartość dolara, nawet jeśli w krótkim terminie pozwalają one na dość solidne korekty. Warto mieć to na względzie. Nawet jeśli polityka Fed okaże się łagodniejsza od tego, czego spodziewamy się teraz - to jednak generalnie powinna iść w stronę (jakichś, iluś, kiedyś etc.) podwyżek stóp.

Nawiasem mówiąc, rewizja odczytu PKB USA uprawnia tymczasowe osłabienie dolara. Otóż dziś o 14:30 przekonaliśmy się np., że annualizowany wynik to +1,9 proc., zaś oczekiwano +2,1 proc. Z drugiej strony, pocieszeniem jest to, że indeksy Chicago PMI i Richmond Fed znacznie przebiły oczekiwania, podobnie Conference Board zaufania konsumentów.

Nasza arena

Dynamika PKB Polski za IV kwartał okazała się po rewizji taka, jak zakładano: +1,7 proc. k/k, +2,7 proc. r/r oraz +3,1 proc. r/r z uwzględnieniem sezonowości. Są to dobre wyniki, lepsze od tego, co prognozowano na początku, tj. w odniesieniu do danych wstępnych.

Złoty jest przy 4,0570 na USD/PLN - całkiem nieźle, choć nie narusz to w żaden sposób trwającej od paru dni konsolidacji. EUR/PLN lokuje się przy 4,31. Pamiętajmy, że Trump będzie przemawiał nad ranem naszego czasu, gdy handel złotym będzie cechował się niskim obrotem - a więc ewentualne reakcje mogą być spore i chaotyczne.

Tomasz Witczak

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »