Zwiększenie pensum i zwolnienia nauczycieli?

Bez porozumienia po rozmowach rządu z oświatowymi związkami zawodowymi w sprawie podwyżek dla nauczycieli. Wczoraj w Centrum Partnerstwa Społecznego "Dialog" wicepremier Beata Szydło podtrzymała wcześniejsze propozycje i zaproponowała nowy pakt społeczny dla nauczycieli. Propozycja rządu przewiduje, powiększenie pensum nauczycielskiego do 22 lub 24 godzin, z jednoczesnym zwiększaniem wynagrodzeń. Zarówno ZNP jak i Forum Związków Zawodowych nie wycofują się z zapowiedzi strajku. Niewykluczone, że w niedzielę dojdzie do kolejnych rozmów, jeżeli strony wyrażą taką chęć.

W piątek wicepremier Beata Szydło zaproponowała unowocześnienie systemu gwarantującego podwyżki wynagrodzeń w oświacie, które polegałoby m.in. na zwiększeniu pensum nauczycieli, towarzyszyłoby temu zwiększenie wynagrodzeń. Rząd podtrzymał także wszystkie dotychczasowe propozycje dla nauczycieli.

Podczas sobotniej audycji w radiowej "Trójce" poseł PSL Marek Sawicki powiedział, że jeśli wicepremier Beata Szydło nie radzi sobie w rozmowach ze związkami, to niech poprosi o pomoc prezesa PSL Władysława Kosiniaka-Kamysza.

On wielokrotnie negocjował z różnymi grupami, na pewno może. Jako mediator może się przydać i może ewentualnie rozładować napięcie - mówił. Jacek Sasin zapytany w tym programie, czy rząd poprosi o pomoc Kosiniaka-Kamysza, czy jest gotowość rządu do przedstawienia kolejnej propozycji nauczycielom, odparł:

Reklama

"Pan prezes Kosiniak-Kamysz mógłby nam bardzo rzeczywiście pomóc, gdybyśmy planowali działania, w których rzeczywiście jest specjalistą, czyli podnoszenie wieku emerytalnego i zamrażanie pensji w sferze budżetowej. My tą drogą nie zamierzamy pójść, w związku z tym z doświadczeń pana prezesa Kosiniaka-Kamysza raczej nie skorzystamy".

- Z przykrością słucham wypowiedzi polityków opozycji w tej sprawie, bo widać wyraźnie, że gdzieś zatracili główny cel, jaki w tym wszystkim powinien być, czyli uchronienie polskich uczniów, dzieci, młodzieży przed skutkami tej dyskusji dorosłych, rządu, nauczycieli. My powinniśmy wszyscy dbać o to, żeby przede wszystkim nie ucierpiały dzieci, żeby im nie powiększać stresu, żeby nie powodować, że one będą znajdować się w atmosferze niepewności - mówił.

Jak podkreślił, "nie można brać polskich dzieci i młodzieży za zakładników tego sporu, a to od początku próbuje zrobić Związek Nauczycielstwa Polskiego". - Te propozycje, te groźby, które padają z ust przewodniczącego (ZNP, Sławomira) Broniarza niestety wskazują na to, że właśnie o to chodzi w tym całym sporze, bo gdyby chodziło o poprawę losu nauczycieli, to myślę, że to porozumienie już by zostało osiągnięte - mówił.

- Nie wiem jak można mówić, że rząd tutaj nie jest elastyczny w tych rozmowach i nie proponuje bardzo konkretnych rozwiązań - powiedział Sasin. Dopytywany, czy teraz piłka jest po stronie związków, odpowiedział: "absolutnie tak".

W ocenie Sasina, związki zawodowe w negocjacjach nie posunęły się o krok. "Jeśli słyszę, że ustępstwem jest to, że z 1000 zł zaczęto domagać się 30 proc. podwyżki w tym roku, to dla mnie jest to tylko zmiana nazwy, a tak naprawdę chodzi o te same pieniądze" - mówił.

- My pokazaliśmy pewien całościowy plan rozłożony na lata, żeby nauczyciele mogli dobrze zarabiać. Jeśli chodzi tylko i wyłącznie o zarobki nauczycieli i o ich sytuacje, to dzisiaj nie ma żadnych przeszkód, żeby to porozumienie zawrzeć, ale widać, że Związkowi Nauczycielstwa Polskiego i panu Broniarzowi chodzi przede wszystkim o politykę i o włączenie się w kampanię wyborczą do europarlamentu, a nie o los nauczycieli - podkreślił.

W piątek rząd przedstawił nowy kontrakt społeczny dla grupy zawodowej nauczycieli, obejmujący podwyżki i zmianę warunków pracy.

Nauczyciel dyplomowany po wprowadzeniu zmian otrzymałby w kolejnych latach, w wariancie pensum 22 h w 2020 - 6128 zł, 2021 - 6653 zł, 2022 - 7179 zł, 2023 - 7704 zł.

W przypadku ustalenia pensum na poziomie 24 h (poziom średniej OECD) nauczyciel dyplomowany mógłby liczyć średnio na następujący wzrost wynagrodzenia 2020 - 6335 zł, 2021 - 7434 zł, 2022 - 7800 zł, 2023 - 8100 zł.

Zwiększenie pensum byłoby kroczące i obejmowało cykliczne jego podnoszenie co roku, wraz z przyznaną podwyżką, aż do osiągnięcia pułapu 22 (lub 24) godzin przy tablicy w 2023 roku.

Założenia obejmują także prognozę naturalnych odejść nauczycieli z zawodu (m.in. w związku z emeryturą). Średnia odejść z lat 2010-2018 wynosi w granicach 25-30 tys. rocznie, a 80 proc. odchodzących nauczycieli nie jest zastępowana. Rząd ocenia, że szacunki sugerują, że pozwala to na wprowadzenie zmian bez jakiejkolwiek dodatkowej redukcji kadry.

W piątkowym wspólnym komunikacie Związku Nauczycielstwa Polskiego i Forum Związków Zawodowych wskazano, że strona związkowa nie otrzymała - mimo wielokrotnych próśb - oferty w formie pisemnej. Natomiast - jak zauważono - materiały te, w postaci komunikatu prasowego oraz prezentacji, otrzymali dziennikarze na konferencji prasowej strony rządowej, która odbyła się tuż po rozmowach.

W ocenie ZNP i FZZ piątkowa propozycja rządu oznacza brak realnych podwyżek wynagrodzenia zasadniczego w 2019 roku, znaczącą redukcję etatów nauczycielskich, pogorszenie oferty edukacyjnej w szkołach wiejskich oraz zwiększenie obowiązków i czasu pracy nauczycieli. - Dotychczasowe propozycje rządu nie dają podstaw do odwołania strajku w ramach legalnie toczącego się sporu zbiorowego. Strajk rozpocznie się od 8 kwietnia 2019 roku - głosi popołudniowy komunikat podpisany przez prezesa Związku Nauczycielstwa Polskiego Sławomira Broniarza i szefa Branży Nauki, Oświaty i Kultury FZZ Sławomira Wittkowicza.

Do przedstawionej w piątek propozycji rządu sceptycznie odniósł się szef Krajowej Sekcji Oświaty i Wychowania NSZZ "Solidarność" Ryszard Proksa, wskazując, że oznacza ona zwolnienia nauczycieli. "Na to na pewno się nie zgodzimy" - powiedział. Prezes ZNP Sławomir Broniarz po porannych rozmowach z przedstawicielami rządu stwierdził, że "nie zachodzą żadne przesłanki, które dawałyby związkowi legitymację do dyskusji o wstrzymaniu akcji strajkowej".

Przewodnicząca Forum Związków Zawodowych Dorota Gardias zaproponowała termin ewentualnego wznowienia rozmów między rządem a stroną związkową na niedzielę na godz. 18.

ZNP i FZZ od stycznia prowadzą procedury sporu zbiorowego, przeprowadziły referenda strajkowe. ZNP podało w niedzielę, że w strajku chce wziąć udział 79,5 proc. szkół i przedszkoli w całym kraju. Związkowcy zapowiedzieli, że jeżeli nie dojdzie do porozumienia z rządem, to 8 kwietnia rozpocznie się bezterminowy strajk. Jego termin zbiega się z zaplanowanymi egzaminami zewnętrznymi: 10, 11 i 12 kwietnia ma się odbyć egzamin gimnazjalny, 15, 16 i 17 kwietnia - egzamin ósmoklasisty, a 6 maja powinny się rozpocząć matury.

PAP/IAR
Dowiedz się więcej na temat: nauczyciele | szkolnictwo
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy
Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »