Balcerowicz: "Rzeczywistość przerosła nasze marzenia"

W perspektywie historycznej te ostatnie 25 lat w Polsce to jest najlepszy okres w ciągu ostatnich 300 lat - mówi w rozmowie z Deutsche Welle prof. Leszek Balcerowicz.

Bartosz Dudek: - Mija 25 lat od transformacji, na ile dzisiejsza Polska odpowiada Pana ówczesnym wyobrażeniom?

prof. Leszek Balcerowicz: - Nie będę udawał, że jestem stuprocentowym prorokiem i wyobraziłem sobie wszystkie szczegóły. Natomiast można było założyć, że jeżeli zostaną wprowadzone: wolny rynek, nieograniczone państwo i praworządność, to oczywiście uwolni się w ten sposób energię ludzi, podobnie jak stało się w innych krajach. I ci ludzie w roli przedsiębiorców, naukowców czy działaczy w społeczeństwie obywatelskim doprowadzą w rezultacie do rozwoju kraju. I to generalnie w Polsce się stało.

Reklama

- Jest Pan zadowolony z rezultatów na sto procent, czy z obecnej perspektywy zrobiłby Pan coś inaczej?

- Przede wszystkim należy sobie uświadomić, że pod koniec 88-go roku mało kto w ogóle marzył, że Polska może być wolna, demokratyczna, że może zacząć doganiać Zachód. W związku z tym obecna rzeczywistość przerosła nasze marzenia z tamtego okresu. Naturalnie nie wszystko, co planowaliśmy w 89 roku, udało się wprowadzić, bo zwykle reformy po jakimś czasie trafiają wszędzie na opór. I tam, gdzie z jakiś powodów nie udało się go przełamać, lub zabrakło reformatorów, pozostały, rzecz jasna, problemy nie do rozwiązania. Na przykład w służbie zdrowia jest za mało reform i dlatego sporo się narzeka. Ale w perspektywie historycznej te ostatnie 25 lat w Polsce to jest najlepszy okres w ciągu 300 lat.

- Pański plan reform z 89-go roku stał się wzorem do naśladowania dla wielu państw Europy Środkowej, Wschodniej, a nawet Południowej. Dlaczego Polska nadal jest prymusem, a inni, którzy biorą z nas przykład, mają wciąż problemy, np. Bułgaria czy Rumunia?

- Sytuacja jest dość zróżnicowana i niektóre kraje okazały się jeszcze bardziej radykalnymi reformatorami niż Polska, np. Estonia. Inne kraje zaczęły nadganiać, np. Słowacja, która, pod rządami premiera Milulasa Dzurindy, przez 8 lat wprowadziła jeszcze więcej reform niż Polska. Generalnie wnioski są takie, że jeżeli jest grupa kompetentnych osób, która ma poparcie polityczne i wie, co robić, to w każdym kraju można wiele zrobić. Oczywiście Polska była pierwszym państwem, które weszło na drogę reform i ten kierunek się sprawdził. Jednak są też inne kraje, którym warto się przyglądać.

- Polska jest dzisiaj integralną częścią Zachodu, czego jednak brakuje jej w porównaniu z innymi, dojrzałymi społeczeństwami i państwami tego bloku?

- Jest jeszcze 40 procent różnicy w PKB na głowę mieszkańca. Owszem udało się w ciągu 25 lat dużo zrobić, ale niemożliwe było aby całkiem dogonić Zachód. Dlatego Polska ma przed sobą ważne zadanie: nie ugrzęznąć na poziomie 60 procent przeciętnego dochodu w Unii Europejskiej, tylko nadal szybciej się rozwijać.

- Rosnąca gospodarka jest bardzo ważna, bo tylko z takiej biorą się środki na poprawę warunków życia. Jeśli gospodarka rośnie szybciej, niż w krajach bogatych, wtedy mniej ludzi emigruje za pracą. Pozycja kraju czy państwa na świecie zależy w ogromnym stopniu od prężnej gospodarki. Ponadto, kiedy czasy stają się bardziej niebezpieczne, tylko rosnąca gospodarka daje środki na wzmocnienie bezpieczeństwa. W Polsce zachodzi konieczność dodatkowych reform.

- Dziwi mnie trochę, że Pan, jako ekonomista, angażuje się w Fundacji Obywatelskiego Rozwoju. Czy na tym polega, może, ten polski deficyt, jeśli chodzi o zaangażowanie obywatelskie i to nas różni od Zachodu?

- Ostatecznie to, ile osób będzie pilnować polityków, by nie udawali św. Mikołajów, żeby nie angażowali się w rozmaite interwencje często pod naciskiem grup interesów, decyduje czy i jak szybko się kraj rozwija. I praktycznie w każdym kraju świata jest takich osób za mało, a za dużo jest grup roszczeniowych. Polska nie jest tu wyjątkiem, więc ja próbuję zmniejszyć trochę tę lukę między tymi, co naciskają, żeby państwo dało więcej, a tymi, co naciskają, by rozdawało mniej.

- A jak wygląda sytuacja z kryzysem europejskim. Czy już się skończył?

- Przede wszystkim nie ma kryzysu europejskiego, lecz był kryzys w niektórych krajach Europy. W jakich? W takich, które prowadziły złą politykę gospodarczą. Jeżeli zła polityka gospodarcza prowadzona jest w małym kraju, to nie jest to wielkim problemem dla innych krajów. Chociaż w Grecję trzeba było włożyć, w formie wsparcia, dużo pieniędzy, to jednak był to mały kraj w porównaniu z Francją czy Włochami. Zresztą dla żadnego kraju, dla jego problemów, nie ma europejskich rozwiązań. W każdym z nich musi być pod dostatkiem ludzi, którzy spowodują, że kraj wprowadzi w życie środki pozwalające te problemy rozwiązać. Francuzi muszą sami rozwiązać swoje problemy, podobnie Włosi czy Polacy. Jeszcze raz tu podkreślam ogromną rolę społeczeństwa obywatelskiego. Dlatego działam w Polsce głównie w tej sferze.

- A jak ocenia Pan aktualną politykę Europejskiego Banku Centralnego?

- Nie jestem zwolennikiem długotrwałego tworzenia masy pieniądza. Uważam, że został osiągnięty punkt, po którym przynosi to więcej kosztów niż korzyści. Poza tym czas, by przestać naśladować amerykański FED (System Rezerwy Federalnej Stanów Zjednoczonych, red.).

- Jakie reperkusje gospodarcze może mieć obecny rosyjsko-ukraiński kryzys dla Europy?

- Ważniejsze są reperkusje geopolityczne. I na to, co zrobił Putin, nie ma ryzykownej odpowiedzi. Szczególne ryzyko powstaje, jeżeli opóźnia się sankcje czy reakcje, lub są one za słabe, bo to jest jak zaproszenie do dalszej agresji. Uważam, że główne kraje Zachodu powinny zrobić więcej niż dotychczas, tak, by agresja ta przestała się opłacać.

Deutsche Welle
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy
Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »