Czy ceny gazu są atrakcyjne?

Rozmowa z Mirosławem Dobrutem, wiceprezesem Polskiego Górnictwa Naftowego i Gazownictwa, prezesem Izby Gospodarczej Gazownictwa.

- Panie prezesie, gaz to paliwo...

- To bardzo dobre, przyjazne dla środowiska i wygodne w użytkowaniu paliwo. Wbrew temu, co sądzą niektórzy, to także paliwo bardzo ekonomiczne. Urządzenia wykorzystujące gaz charakteryzują się wysoką sprawnością. Jeszcze niedawno mówiliśmy, że gaz to paliwo XXI wieku - teraz wiemy, że faktycznie tak jest.

- Czy tych korzyści nie przeważy jedna wada - gazu może zabraknąć. Ostatni kryzys gazowy nie skończył się tym, czym dla Słowaków i Bułgarów, gdzie po prostu niektórzy odbiorcy gazu nie otrzymywali go wcale, lecz obawa pozostaje...

Reklama

- Rzeczywiście, kryzys gazowy z początku roku był bardziej odczuwalny dla takich państw, jak Bułgaria czy Słowacja, Węgry czy Rumunia. W Polsce nie musieliśmy wprowadzać żadnych ograniczeń dostaw dla odbiorców. Zmieniliśmy jedynie umowy na dostawy gazu z pięcioma naszymi największymi odbiorcami, m.in. z PKN Orlen i ZCH Puławy, ale do poziomu, który im odpowiadał i był przez nich zaakceptowany, a co ważne, nie miał wpływu na wyniki tych firm. Obecnie zapewniamy ciągłość dostaw gazu i realizujemy umowy, mimo że ten rok jest dla nas dość trudny. Jak pan wie, spółka RosUkrEnergo nie realizuje kontraktu, który zgodnie z umową podpisaną w 2006 roku powinien obowiązywać do końca 2009 roku. Na dodatek była zapisana możliwość przedłużenia tego kontraktu o dwa lata. Rocznie z tego kontraktu odbieraliśmy około 2,3 mld m sześc. gazu.

- Jaka jest obecnie sytuacja z dostawami gazu do Polski? Skąd bierzemy gaz?

- Około jednej trzeciej części zużywanego w kraju gazu to surowiec krajowy (4,3 mld m sześc.). Resztę importujemy. Z tego prawie miliard to surowiec sprowadzany z Europy Zachodniej, który odbieramy w Lasowie na granicy polsko-niemieckiej. Pozostałe ilości kupujemy od Gazpromu Exportu. W ramach podstawowego kontraktu to około 7 mld m sześc. surowca rocznie, a 8 mld od 2010 roku. Do tego należy dodać nieco powyżej miliarda metrów sześciennych, które kupimy od Gazpromu Exportu w ramach tzw. kontraktu letniego, który częściowo zapełnił lukę powstałą na skutek nie realizowanego od 1 stycznia br. kontraktu przez spółkę RosUkrEnergo. Te dodatkowe ilości gazu z Gazpromu wystarczą, aby w 100 procentach wypełnić podziemne magazyny gazu przed sezonem grzewczym.

- A co będzie w przyszłym roku? Jak dotąd, nie udało się porozumieć z Gazpromem w sprawie nowego kontraktu. Przy okazji prowadzonych negocjacji z Rosjanami pojawiają się zarzuty, że nowy kontrakt oznaczać będzie brak szans na większą dywersyfkację.

- Dywersyfkacja dostaw gazu wpisana jest w strategię PGNiG i konsekwentnie ją realizujemy. Zróżnicowanie dostaw gazu z różnych kierunków to zarówno budowanie bezpieczeństwa energetycznego kraju, jak i wzmacnianie wartości PGNiG SA, co jest ważne dla akcjonariuszy. Nasze założenia są jasne: 30 procent rocznego zużycia gazu ma być pokrywane z własnego wydobycia, powyżej 40 procent z kierunku wschodniego, a pozostałe ilości z innych kierunków, m.in. poprzez terminal gazu skroplonego w Świnoujściu oraz z Norweskiego Szelfu Kontynentalnego. A tych, którzy martwią się, że na polskim rynku będzie za kilka lat zbyt dużo gazu, zapewniam, że uda się go zagospodarować. Zakładamy, że zużycie gazu w przyszłości będzie rosło. Od roku 2012 przewidujemy wzrost sprzedaży gazu, m.in. dla sektora elektroenergetycznego. Wspólnie z firmami elektroenergetycznymi chcemy zrealizować kilka projektów. Natomiast wracając do tematu negocjacji z Rosjanami, to nie są one łatwe, ale wierzę, że górę wezmą przesłanki biznesowe. I w końcu uda się w tej sprawie porozumieć.

- Gaz z importu to tylko część surowca, jaki zużywamy w kraju. Około 30 procent pokrywa nasze własne wydobycie. Jeszcze niedawno szefowie PGNiG zapowiadali znaczne zwiększenie wydobycia. Z obecnych około 4,3 mld metrów sześc. surowca do grubo ponad 5 mld. Tymczasem odnoszę wrażenie, że te plany zostały zarzucone. Ba, coraz głośniej mówi się w branży, że wydobycie będzie maleć...

- Jednoznacznie te głosy dementuję. Nasze plany dotyczące zwiększenia wydobycia krajowego nie zostały i nie zostaną zarzucone. Co najwyżej zostały urealnione. Oczywiście znam deklaracje poprzedników dotyczące wzrostu wydobycia, które jednak okazały się zbyt optymistyczne. Problem w tym, że kilka lat temu znacznie ograniczono wydatki na prace poszukiwawcze. Wymiernym efektem był niewielki spadek wydobycia w ubiegłym roku.

Warto podkreślić, że kilka lat temu nie było na ten cel pieniędzy, a przecież poszukiwania to wyjątkowo kosztowna rzecz. Jednak ten segment konsekwentnie jest odbudowywany. Od 2007 roku nakłady na poszukiwania nowych złóż w kraju znacząco się zwiększyły. Rocznie to kwoty rzędu 600-650 mln zł. Drugie tyle wydajemy rocznie na zagospodarowanie złóż.

Ale na efekty trzeba poczekać. Proszę pamiętać, że wydobycia nie da się zwiększyć znacząco w ciągu roku czy dwóch lat. To proces kilkuletni. Oczywiście pojawiają się opinie, że skoro mamy prawie 100 mld m sześc. udokumentowanych złóż, to nie ma przeszkód, aby szybko zwiększyć produkcję z już istniejących odwiertów. Nie ukrywam, że tego typu stwierdzenia mnie denerwują. Owszem, ten gaz jest, tyle że możliwość wydobycia istnieje właśnie na poziomie 4,3-4,5 mld m sześc. Na tyle pozwalają nam warunki techniczne eksploatacji złóż. Gdybyśmy zaczęli gwałtownie zwiększać wydobycie, doprowadzilibyśmy do zniszczenia czy degradacji złoża i w efekcie zmniejszenia jego zasobów wydobywalnych. A przecież na rabunkowej eksploatacji naszych zasobów gazu chyba nikomu nie zależy.

- Skoro planujecie tak duże nakłady na krajowe wydobycie, biorąc pod uwagę, że mamy dużo gazu z importu, rodzi się pytanie, po co PGNiG angażuje się w poszukiwania gazu za granicą i to w odległych krajach? Przecież gaz stamtąd nigdy nie traf do Polski.

- W złoża zagraniczne inwestujemy z tych samych powodów, co najwięksi potentaci na rynku paliwowym - chcemy zwiększyć własne zasoby ropy i gazu. To prawda, że gaz z własnych złóż zagranicznych nie traf do Polski, ale mając połączenia gazowe z sąsiednimi krajami oraz terminal LNG, istnieje możliwość wymiany gazu między innymi firmami i tańszy gaz może trafić do Polski. Kolejny powód to możliwość zwiększenia przychodów, robimy to, na czym się znamy, czyli poszukujemy złóż w miejscach, gdzie istnieje szansa na duże odkrycia i jest możliwość sprzedaży.

- A czy te inwestycje poprawiają w jakiś sposób bezpieczeństwo energetyczne kraju?

- Tak, oczywiście. Dzięki budowie terminalu LNG otworzymy się na międzynarodowy handel gazem. Na świecie często zawierane są kontrakty na zasadach swapowych.

- Wielu odbiorców surowca wprost mówi o potrzebie poszukiwania tańszej alternatywy. Niektórzy przechodzą do czynów. Czy nie obawiacie się, że stracicie klientów?

- Wiemy, że zakłady chemiczne szukają alternatywy, chciałyby otrzymywać surowiec taniej. Życie te plany na razie zweryfikowało. Dzisiaj ceny gazu są atrakcyjne. Czy się nie obawiamy utraty klientów? Dokładamy starań, aby oferować im towar po korzystnych, akceptowalnych przez rynek cenach. Klienci potrafią liczyć, a przejście na inny surowiec nie zawsze jest opłacalne.

Dariusz Malinowski

Dowiedz się więcej na temat: poszukiwania | górnictwa | gaz | plany | ceny gazu | procent | surowiec | paliwo | wydobycie | PGNiG
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy
Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »