Kraj na skraju bankructwa. Prezydent musi wykonać taniec brzucha

W niedzielę na Cyprze odbędzie się druga tura wyborów prezydenckich. Bez względu na to, kto wygra, nowego szefa państwa czeka trudne zadanie jak najszybszego zakończenia negocjacji z UE i MFW w sprawie pożyczki, jakiej wyspa potrzebuje, aby nie zbankrutować.

- Czas nie jest po naszej stronie. Mamy jakiś miesiąc po wyborach na to, aby zawrzeć porozumienie. Potrzebujemy gotówki, żeby wywiązać się z naszych finansowych zobowiązań. Także musimy jak najszybciej odbudować zaufanie zarówno na rynku krajowym jak i międzynarodowym - powiedział PAP były cypryjski minister finansów w latach 2004-2008 Michalis Sarris.

Pralnia brudnych pieniędzy?

Cypr wystąpił o pomoc od partnerów w strefie euro i Międzynarodowego Funduszu Walutowego w czerwcu 2012 r. Wcześniej jego banki straciły ponad cztery mld euro z powodu restrukturyzacji greckiego długu w marcu 2012 r.

Reklama

Eksperci uważają, że aby odbić się od dna, wyspa będzie potrzebować co najmniej 17 mld euro - tyle samo, ile wynosi jej roczne GDP. Jeśli do tego dodać cały istniejący już dług (obliczany na ok. 90 proc. PKB), zadłużenie wyspy sięgnie grubo powyżej 120 proc. PKB, który to próg MFW uważa za maksymalny do spłacenia przez jakiekolwiek państwo.

Z tego powodu, mimo kilkakrotnych wizyt na wyspie ekspertów trojki (MFW, Komisji Europejskiej i Europejskiego Banku Centralnego), i podpisania przez ustępujący rząd wstępnego porozumienia, końcowe memorandum nie zostało jeszcze zawarte, a pomoc finansowa dla stosunkowo niewielkiej gospodarki cypryjskiej okazała się dla jej międzynarodowych partnerów o wiele bardziej skomplikowana niż początkowo sądzono.

Pobierz: program PIT 2012

Wśród niezałatwionych do końca elementów negocjacji wciąż widnieją tak istotne punkty jak przekonanie MFW, że Cypr jest w stanie spłacić swoich wierzycieli, uzgodnienie z Rosją i innymi wierzycielami wyspy nowych warunków spłaty już zaciągniętych pożyczek, prywatyzacja przedsiębiorstw państwowych, a także - być może przede wszystkim - udowodnienie rządom poszczególnych krajów eurostrefy (szczególnie Niemiec i Finlandii), że wyspa nie jest centrum prania rosyjskich brudnych pieniędzy.

- To jest system naczyń połączonych, więc nowy prezydent będzie musiał wykonać imponujący taniec brzucha, aby w nieco ponad miesiąc wszystkie te sprawy załatwić pozytywnie - powiedział PAP ekonomista dr Aleksander Apostolides z Europejskiego Uniwersytetu w Nikozji.

Nieograniczone uprawnienia prezydenta

Na wyspie panuje kryzys finansowy, bezrobocie osiągnęło rekordowy poziom 15 proc., w największych miastach Kościół prawosławny i instytucje charytatywne wydają dziennie setki darmowych posiłków dla najbiedniejszych rodzin.

Państwo ma tylko tyle pieniędzy, by wypłacać pensje i emerytury do końca kwietnia. Ponad to, już na początku czerwca będzie musiało spłacić dojrzewający dług w wysokości około półtora mld euro.

- W sumie w ciągu całego roku 2013 r. musimy spłacić ponad pięć mld euro, a do końca 2016 ponad 10. Nowy rząd będzie musiał się z tym wszystkim uporać - powiedział Apostolides. Według niego, wykluczona jest restrukturyzacja długów, podobna do tej, jaka odbyła się w Grecji.

Dla Apostolidesa, ważnym elementem rozwiązania ekonomicznych problemów wyspy są wynikające z konstytucji cypryjskiej nieograniczone uprawnienia prezydenta. Pod warunkiem oczywiście, że będzie on chciał z nich skorzystać i będzie zdeterminowany, by podpisać memorandum z trojką.

- Prezydent cypryjski jest pod tym względem najpotężniejszym szefem państwa w Unii. Parlament nie może zawetować żadnych jego decyzji. Mądry prezydent może więc na Cyprze dużo zrobić - powiedział Apostolides.

Cypr potrzebuje silnego lidera

Zdecydowanym faworytem drugiej tury wyborów jest, tak jak i w pierwszej, Nikos Anastasiadis, 66-letni przywódca konserwatywno-liberalnego Zgromadzenia Demokratycznego (DISY), głównej opozycyjnej partii Cypru, zwolennik jak najszybszego podpisaniem memorandum z trojką.

Jest on także ulubieńcem przywódców strefy euro, w tym kanclerz Niemiec Angeli Merkel, zmęczonych demagogią ustępującego komunistycznego prezydenta Dimitrisa Christofiasa z Postępowej Partii Ludu Pracującego (AKEL), który od miesięcy obwinia kraje zachodnie o spisek przeciwko Cyprowi mający na celu zniszczenie ekonomii wyspy.

W pierwszej turze wyborów, która odbyła się 17 lutego, Anastasiades zwyciężył z 45-procentowym poparciem, ale ponieważ aby zostać prezydentem trzeba otrzymać ponad 50 proc. wszystkich ważnie oddanych głosów, wyspę czeka druga runda.

Anastasiadis zmierzy się w niej ze Stawrosem Malasem, z tej samej partii co Christofias, który jest nową twarzą na scenie politycznej. Według profesora Huberta Faustmanna z wydziału nauk politycznych Uniwersytetu Nikozji, został on wystawiony na kandydata ponieważ AKEL, którą wielu Cypryjczyków obwinia za panujący na wyspie głęboki kryzys ekonomiczny, zdawała sobie sprawę z faktu, że w tych wyborach nie ma szansy na wygraną.

Malas, który opowiada się za otrzymaniem pomocy finansowej z zagranicy, ale przeciwko drastycznemu programowi oszczędnościowemu, którą taka pożyczka może za sobą pociągnąć, zdobył 27 proc. głosów.

Na trzecim miejscu z 25 proc. głosów uplasował się startujący z ramienia socjalistycznej partii EDEK były minister spraw zagranicznych w latach 2006-07, populista Jeorjos Lillikas. Niektórzy analitycy uważają, że to on będzie miał decydujący wpływ na wynik drugiej tury, ponieważ o jego elektorat będą rywalizować dwaj czołowi konkurenci.

Faustmann uważa, że Malas, który nie ma doświadczenia w rządzeniu, nie ma szans na to, aby wyprzedzić Anastasiadisa.

- Normalny przeciętny Cypryjczyk, który kieruje się nie interesem partyjnym, tylko zdrowym rozsądkiem, zdaje sobie sprawę, że w tej chwili wyspa potrzebuje silnego lidera, zdolnego podejmować trudne decyzje i niebojącego się konsekwencji. Takim człowiekiem jest tylko Anastasiadis - powiedział Faustmann.

W wyborach prezydenckich na Cyprze ma prawo głosować ponad 545 tysięcy osób. Wybory odbywają się raz na pięć lat. W tym roku, po raz pierwszy w historii Cypru, kandydata na prezydenta wysunęła skrajnie prawicowy i nacjonalistyczny Narodowy Front Ludowy (ELAM), który pozostaje w bliskiej współpracy z grecką Złotą Jutrzenką. Jej kandydat Jeorjos Charalambus zajął czwarte miejsce, ale zdobył poniżej jednego procenta głosów, co przelicza się na około 4 tysiące zwolenników.

PAP
Dowiedz się więcej na temat: wybory prezydenckie | kraje | Cypr | druga tura | bankructwo | druga tura wyborów
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy
Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »