Felieton Gwiazdowskiego: Kilka słów o służbach, zbożu, seksie i zmywaniu

Dziś kilka słów o służbach specjalnych, imporcie zbożu z Ukrainy, seksie i zmywaniu naczyń. I to nie jest żaden clickbaitowy tytuł.

Zacznijmy od służb, których celem jest dbanie o bezpieczeństwo ekonomiczne państwa, a które jakoś nie zadbały, żeby zboże przewożone z Ukrainy w tranzycie nie zostawało w Polsce i żeby to importowane, ale techniczne i paszowe, nie było mieszane ze spożywczym. A mamy przecież, zgodnie z ustawą z dnia 9 marca 2017 roku o systemie monitorowania drogowego przewozu towarów oraz obrotu paliwami opalowymi, procedurą SENT, poprzez którą odbywa się zgłaszanie wymaganych ustawą danych, ich modyfikacja czy aktualizacja, a dostęp do niej następuje za pośrednictwem usługi e-Przewóz, znajdującej się na platformie PUESC (Platforma Usług Elektronicznych Skarbowo-Celnych). 

Reklama

Procedurę tę wprowadzono, żeby ograniczyć "wałki" na handlu paliwami i biokomponentami do produkcji biopaliw - głównie olejami roślinnymi. Była gotowa, ale zastosowano ją do zboża dopiero teraz. Pytanie, czy to gapiostwo, czy świadoma operacja tych samych "przedsiębiorców", którzy wcześniej przez lata wozili "na dyszlu" olej opałowy, technologiczny oraz komponenty do produkcji biopaliw. Określenie "na dyszlu" wzięło się stąd, że ten wywożony za granicę olej napędowy zawracał zaraz za przejściem granicznym z powrotem do Polski, ale już jako opałowy albo technologiczny.

Ale zostawmy to służbom. Dbając o bezpieczeństwo ekonomiczne państwa, powinny to wyjaśnić. Podobnie jak wyjaśniły sprawy olejów napędowych (to sarkazm oczywiście).

Rolnicy znów korzystają z mechanizmów politycznych

Zajmijmy się ekonomią. Bo rolnicy protestują, że ceny spadły. Ano spadły. Na całym świecie spadają, to i u nas spadły. A zaczęły spadać bynajmniej nie w tych krajach, do których dotarło ukraińskie zboże, tylko w tych, które są dużymi producentami zbóż i się dostosowują do zmiennej sytuacji rynkowej. A u nas "Kaziuk" (jak z Konopielki Redlińskiego), co ma kilka hektarów, nie jest w stanie się dostosować. Ale wie, że jak głośno będzie się darł w roku wyborczym, to mu rząd pomoże.

I proszę m tu nie wytykać, że ja polskich rolników nie szanuję. Dzięki nim przetrwaliśmy jakoś komunizm. No ale czasy się zmieniają. Komuniści nie robili kolektywizacji przy pomocy mechanizmów politycznych, wydawało się, że kapitaliści to zrobią przy pomocy mechanizmów ekonomicznych. Ale się nie udało, bo rolnicy korzystają znowu z mechanizmów politycznych. Taki to już chichot dziejów.

Ale zostawmy "Kaziuków" i przejdźmy do poważnych analiz naukowych z dziedziny makroekonomii.

Absolutna przewaga nie jest konieczna. Wystarczy komparatywna

Merkantyliści za czasów Ludwika XVI uważali, że wymiana z obcymi krajami jest korzystna tylko wtedy, kiedy ich własny kraj ma tak zwany dodatni bilans handlowy. To znaczy eksportuje więcej (za więcej) niż importuje. Takie podejście wynikało z przekonania, że gospodarka to gra o sumie zero - jeśli jedna strona wymiany zyskuje, to druga musi tyle samo stracić. Zabawne, że dzisiejsi makroekonomiści podzielają ten pogląd, zapominając jak skończył Ludwik XVI.

Przypomnę więc, że już Adam Smith wykazał, że "gra" o nazwie gospodarka to nie poker. To niej jest tak, że jak ktoś wygrywa, to inni dokładnie tyle samo musza stracić. Handel jest zawsze korzystny, jeżeli jakiś kraj eksportuje dobra, które potrafi produkować absolutnie taniej, a importuje te, które zagranica potrafi produkować taniej. W jego ujęciu handel przynosił korzyści, jeśli obie strony posiadały absolutną przewagę w jakiejś dziedzinie. Dalej poszedł David Ricardo i wykazał, że absolutna przewaga wcale nie jest konieczna. Wystarczy tak zwana przewaga komparatywna.

Użyjmy przykładu Anglii i Portugalii handlujących winem i suknem. Jeśli wyprodukowanie pewnej ilości sukna zajmuje w Anglii 100 godzin pracy rocznie, a wina tej samej wartości 120 godzin, Anglii opłaca się produkować tylko sukno i kupować za nie wino, a Portugali tylko wino i kupować za nie sukno.

Jeśli w Portugalii wyprodukowanie takiej samej ilości sukna takiej samej wartości zajęłoby 90 godzin, a takiej samej ilości wina takiej samej wartości 80 godzin, Portugalia posiadałaby absolutną przewagę nad Anglią, gdyż mogłaby produkować taniej i wino, i sukno. Ale nadal opłacałoby się importować sukno z Anglii, czyli z kraju, w którym jego wytworzenie zajmuje 100 godzin, do Portugalii, czyli kraju, w którym jego wytworzenie zajmuje tylko 90 godzin. Oddając wino, którego wytworzenie zajęło 80 godzin, za sukno, które w Portugalii wytwarzano przez 90 godzin, Portugalia zyskuje równowartość 10 godzin. Podobnie Anglia, wysyłając do Portugalii sukno wytworzone przez 100 godzin, otrzymuje wino, którego wytworzenie w Anglii zajęłoby 120 godzin. Czyli zyskuje 20 godzin. Portugalia zyskuje mniej niż Anglia, ale zyskują obie strony.

Biznes INTERIA.PL na Twitterze. Dołącz do nas i czytaj informacje gospodarcze

Można zyskać dzięki dobremu wykorzystaniu przewag komparatywnych

Jak to za trudne z winem i suknem i ta perspektywa Anglii i Portugalii za odległa, nie mówiąc już o czasie, który minął, to Paula Suchman i Jenny Anderson w książce "Ekonomia miłości" wykazały to samo na przykładzie z naszego codziennego dzisiejszego życia wziętym. I tak dochodzimy do tego seksu. Panie, opierają się na twierdzeniach wspomnianego Smitha (o podziale pracy) i Ricardo (o przewagach komparatywnych) oraz Jeremy’ego Benthama (o użyteczności) i Gary’ego Beckera (o zastosowaniu ekonomii do zachowań nierynkowych), teoriach decyzji, teorii gier i teorii przetargów, wykazały, że bez sensu jest, by dwoje ludzi dzieliło się zmywaniem i prasowaniem, skoro jedno z nich robić coś znacznie lepiej - jak w przypadku Anglii i Portugalii. 

Ogólna zasada jest ta sama. Jak Ani zmywanie zajmuje 120 minut, a prasowanie 100 minut, a Piotrkowi odpowiednio 180 i 140, to Ani zmywanie i prasowanie zajmie łącznie 220 minut, a Piotrkowi 320. Mają więc oboje 100 minut do zaoszczędzenia na przewagach komparatywnych Ani. Dzieląc się sprawiedliwie zmywaniem i prasowaniem po połowie, poświęcą temu 270 min - Ania będzie zmywała swoją połowę przez 60 minut, a Piotr przez 90, a prasowanie zajmie im odpowiednio 50 i 70 minut. Czyli... stracą 50 minut na niewykorzystaniu przewag komparatywnych w porównaniu do sytuacji, gdyby zmywała i prasowała tylko Ania. Mogliby te 50 minut spędzić znacznie przyjemniej. Mogliby pójść razem do kina na film "356 dni Greya" - czy jakoś tak podobnie, na który ponoć panie często chodzą samotnie.

Ale tu włączają się emocje - tak samo jak przy imporcie portugalskiego sukna do Anglii lub ukraińskiego zboża do Polski.

Życzę Państwu szczęścia w miłości dzięki dobremu wykorzystaniu przewag komparatywnych.

Robert Gwiazdowski, adwokat, prof. Uczelni Łazarskiego

Autor felietonu wyraża własne opinie

Śródtytuły pochodzą od redakcji

Felietony Interia.pl Biznes
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy
Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »