Minister z PiS: prywatyzujmy sektor obronny

Firmy zbrojeniowe potrzebują i pieniędzy, i technologii. Dotacje z budżetu to kropla w morzu potrzeb. Bez inwestorów ani rusz.Po przystąpieniu Polski do Europejskiego Kodeksu Dobrych Praktyk krajowi producenci sektora obronnego muszą sprostać międzynarodowej konkurencji.

Firmy zbrojeniowe potrzebują i pieniędzy, i technologii. Dotacje z budżetu to kropla w morzu potrzeb. Bez inwestorów ani rusz.Po przystąpieniu Polski do Europejskiego Kodeksu Dobrych Praktyk krajowi producenci sektora obronnego muszą sprostać międzynarodowej konkurencji.

By to zrobić, potrzebują funduszy na badania i rozwój. Miały je zapewniać budżet i Bumar. Plany jednak się zmieniają. Teraz mówi się o prywatyzacji.

Inwestycyjna stagnacja

Inwestorzy są potrzebni, bo budżetowych dotacji na inwestycje technologiczne nie wystarczy.
- Jest 2,5 mld zł na badania i rozwój w sektorze zbrojeniowym, ale firmy nie garną się do składania wniosków. Na spotkaniach z przedstawicielami zakładów mówimy - składajcie wnioski o dotacje, ale w odpowiedzi słyszymy, że ponieważ nie wiedzą, jakie będą zamówienia resortu obrony, boją się inwestować w technologie i sprzęt, skoro nie wiadomo, czy będzie kupiony. Błędne koło - irytuje się Paweł Poncyljusz, wiceminister gospodarki.

Reklama

- 2,5 mld zł jest zaplanowane na pięć lat. W tym roku jest to 138,6 mln zł, a w 2008 r. - 220 mln zł. O wnioskach za wcześnie mówić, trwają analizy - powiedziano nam w resorcie nauki, który zawiaduje pulą na obronne technologie.

Przedstawiciele sektora twierdzą, że dostępna pula to kropla w morzu potrzeb.
- Firmy obawiają się inwestować, nie wiedząc, jakie będą zamówienia resortu obrony. Faktem jest jednak także to, że dostępne w budżecie pieniądze nie wystarczą, by stworzyć nowy produkt - mówi Artur Trzeciakowski, wiceprezes Bumaru.

W Polsce przetargi na gotowy sprzęt wygrywają firmy zagraniczne, właśnie dlatego że polskich nie stać na inwestycje.

Resort gospodarki przygotowuje więc dla branży nowy program.
- Przemodelujemy strategię dla sektora. Dotychczas zakładano włączenie większości firm do Bumaru. Jednak jego rolą nie jest restrukturyzacja branży, lecz pozyskiwanie kontraktów i eksport broni. Bumar powinien pełnić rolę akcjonariusza. Trzeba wyselekcjonować firmy, które samodzielnie nie są w stanie inwestować w rozwój, i pomyśleć o ich prywatyzacji - mówi Paweł Poncyljusz.

Chętnych jest wielu. Pisaliśmy już o norweskim Nammo, które chce zostać inwestorem zakładów amunicyjnych Mesko. Hydralem interesuje się Eurocopter i Goodrich, Świdnikiem Agusta Westland. Wymieniać można długo?

Na pierwszy ogień

Paweł Poncyljusz uważa, że jedną z firm, w których trzeba szybko dokonać własnościowych przekształceń, są Wojskowe Zakłady Mechaniczne w Siemianowicach Śląskich (razem z fińską Patrią wygrały przetarg na kołowy transporter opancerzony).
- Oficjalnie partnerem dla resortu obrony w dostawach transporterów jest Bumar. W razie nieterminowych dostaw resort ma pretensje do Bumaru, ten tłumaczy, że nie otrzymał ich z Siemianowic, które podlegają nie Bumarowi, lecz resortowi. Zaproponowałem więc, by 51 proc. udziałów zakładów wnieść do Bumaru, a resztę wystawić na sprzedaż - mówi Paweł Poncyljusz.

Siemianowickie zakłady muszą dostać zastrzyk gotówki. Zainteresowanie nimi deklarowała Patria. Trudno jednak spekulować, czy miałaby szansę je przejąć. Obecna ekipa krytycznie bowiem oceniła kontrakt na transporter.

Katarzyna Kapczyńska

Puls Biznesu
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »