Z giełdy Binance wyparowały kolejne miliardy. Spółka ukrywa dokumenty

Największa na świecie giełda kryptowalut, Binance, walczy o podtrzymanie zaufania po gwałtownym wzroście wypłat klientów i gwałtownym spadku wartości swojego cyfrowego tokena. Jednocześnie okazuje się, jak mało o niej wiemy. Władze firmy skrzętnie ukrywają kluczowe dokumenty. Nie chcą nawet zdradzić, gdzie znajduje się jej siedziba.

Binance podała, że odpływy netto z jej rynku w zeszłym tygodniu wyniosły około 6 mld dolarów, ale to nic nie znaczy, ponieważ, jak twierdzą przedstawiciele spółki, jej finanse są solidne. Po upadku konkurencyjnej giełdy FTX w zeszłym miesiącu, założyciel Binance, Changpeng Zhao, obiecywał, że jego firma będzie dawać przykład wiarygodności i finansowej przejrzystości. Czy to się udaje?

W sieci tajemnic

Analiza dokumentów korporacyjnych Binance przez Reutersa pokazuje, że sam rdzeń firmy - gigantyczna giełda Binance, która przetworzyła w tym roku transakcje o wartości ponad 22 bilionów dolarów, pozostaje w większości ukryta przed opinią publiczną.

Reklama

Spółka nie chce nawet zdradzić, gdzie znajduje się siedziba Binance.com. Nie ujawnia podstawowych informacji finansowych, takich jak przychody, zyski i rezerwy gotówkowe. Firma posiada własną monetę kryptowalutową, ale nie ujawnia, jaką rolę odgrywa ona w jej bilansie. Wiadomo na pewno, że pożycza klientom pieniądze pod zastaw ich kryptowalutowych aktywów i pozwala im handlować z dźwignią tymi pożyczonymi środkami. Mimo to spółka nie precyzuje, jak duże są te zakłady, ani jak bardzo jest narażona na związane z tym ryzyko. Nie znamy też pełnego zakresu rezerw na finansowanie wypłat.

Uciekając przed nadzorem

Binance nie jest zresztą zobowiązana do publikowania szczegółowych sprawozdań finansowych, ponieważ nie jest spółką publiczną, w przeciwieństwie do notowanego na Nasdaq amerykańskiego rywala - Coinbase. Dość niepokojące jest to, że Binance nie pozyskała kapitału zewnętrznego od 2018 roku, co wiadomo z danych branżowych. To oznacza, że od tego czasu nie musiała dzielić się informacjami finansowymi.

Binance aktywnie unika nadzoru. Zhao zatwierdził plan swoich doradców, aby "izolować" główne operacje Binance od amerykańskiej kontroli regulacyjnej. Ale olbrzymia rola Binance na rynku kryptowalut - odpowiada ona za ponad połowę całego wolumenu obrotu - sprawiła, że jej działania stały się obiektem zainteresowania amerykańskich władz. 

Firma jest przedmiotem dochodzenia Departamentu Sprawiedliwości USA w związku z możliwym praniem pieniędzy i naruszeniem sankcji, a jak Reuters poinformował w tym miesiącu - niektórzy prokuratorzy uważają, że zebrali wystarczające dowody, aby oskarżyć Binance i członków jej kierownictwa.

Potęga bez kontroli

Binance powiedziała, że ma ponad 120 milionów użytkowników. Jej wolumeny handlowe wyniosły 34 biliony dolarów w 2021 roku. Zhao przyznał, że ponad 90 proc. przychodów Binance pochodzi z handlu kryptowalutami. 

- Firma jest rentowna i ma dość duże rezerwy gotówkowe - dodał. Według danych PitchBook spółka dokonała ponad 150 inwestycji venture o łącznej wartości 1,9 mld dolarów od 2018 roku. Zhao stworzył również fundusz o wartości 1 mld dolarów, aby zainwestować w zmagające się z problemami firmy kryptowalutowe.

Wiarygodne szacunki dotyczące przychodów Binance zależnych od obrotu są jednak trudne, pomimo publicznej dostępności danych dotyczących wolumenu obrotu. Wiadomo, że Binance pobiera opłaty w wysokości do 0,1 proc. od transakcji spot, z bardziej złożoną strukturą opłat dla instrumentów pochodnych. 

Jak wynika z obliczeń Reutersa na podstawie danych firmy badawczej CryptoCompare, przy wolumenie transakcji spot wynoszącym w okresie od października 2021 do października 2022 roku 4,6 bln dolarów, Binance mogła uzyskać przychód w wysokości do 4,6 mld dolarów. Pobierając opłaty w wysokości do 0,04 proc. od swoich wolumenów instrumentów pochodnych o wartości 16 bln dolarów, Binance mogła uzyskać przychody w wysokości do 6,4 mld dolarów.

Tajemnica chińskiego pokoju?

Strzeżenie informacji finansowych Binance przez Zhao, obywatela Kanady, który urodził się i wychował w Chinach, jest echem ścisłej kultury tajemnicy, którą egzekwował przez cały okres wzrostu jego firmy. Nawet były dyrektor finansowy Binance, Wei Zhou, miał nie mieć pełnego dostępu do kont firmy podczas swojej trzyletniej kadencji. Menedżer, który odszedł w zeszłym roku, nie odpowiedział na prośby o komentarz.

Zhao i inni dyrektorzy konsekwentnie odmawiają publicznego określenia, który podmiot kontroluje główną giełdę. Tymczasem w prywatnym pozwie złożonym w 2020 roku w sprawie arbitrażowej na Kajmanach, dyrektor ds. zgodności Samuel Lim napisał, że chodzi o firmę z Kajmanów, Binance Holdings Limited.

W tym roku Binance zdobyła licencje na działalność od władz w kilku krajach, m.in. we Francji, Hiszpanii i Dubaju. Jednak żadna z jednostek zarejestrowanych u lokalnych regulatorów nie zapewnia wyraźnego wglądu w finanse głównej giełdy. 

Zhao na konferencji w kwietniu zapewnił, że Binance podlega pełnemu audytowi. Zapytany przez "Financial Times", o to, kto audytował wyniki finansowe i bilans Binance, odpowiedział, że "firma ma wielu audytorów w wielu miejscach". - Nie mam pełnej ich listy w mojej głowie - stwierdził. 

Krzysztof Maciejewski

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Binance
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »