Zachęty dla nowych Polaków

Rząd chce już w przyszłym roku otworzyć granice Polski dla tysięcy imigrantów. Mają zrekompensować zapaść demograficzną w naszym kraju. Ale mile widziani będą tylko ci, którzy najbardziej przypominają rdzennych Polaków: Słowianie zza wschodniej granicy - akcentuje "Dziennik".

Rząd chce już w przyszłym roku otworzyć  granice Polski dla tysięcy imigrantów. Mają zrekompensować zapaść  demograficzną w naszym kraju. Ale mile widziani będą tylko ci,  którzy najbardziej przypominają rdzennych Polaków: Słowianie zza  wschodniej granicy - akcentuje "Dziennik".

Choć ostatecznych decyzji należy się spodziewać dopiero pod koniec roku, nowa polityka migracyjna nabiera już konkretnych kształtów. Jak dowiaduje się gazeta, powołany przy premierze specjalny zespół pracuje nad kryteriami, które będą musieli spełnić "kandydaci na nowych Polaków".

Na podstawie tych zaleceń rząd przygotuje projekt ustawy o nowej polityce migracyjnej, którą Sejm powinien przyjąć w przyszłym roku. "Mile widziani w Polsce będą ci, którzy wykazują dużą zdolność do adaptacji i których kultura jest bliska naszej" - zapowiada Janusz Grzyb, wicedyrektor ds. polityki migracyjnej Ministerstwa Pracy. I dodaje: "Chodzi o Ukraińców, Białorusinów i Rosjan".

Reklama

To dla obywateli tych krajów rząd zamierza uruchomić pakiet daleko idących zachęt do osiedlenia się w naszym kraju. Wśród tych, które są rozważane, dyrektor Grzyb wskazuje na możliwość studiowania na preferencyjnych zasadach, pod warunkiem pozostania w Polsce, udostępnienie mieszkań socjalnych, pomoc przy znalezieniu pracy, uruchomienie niskooprocentowanych kredytów.

Przyjezdni zza wschodniej granicy, których chciałby zatrudnić polski pracodawca, zapewne od razu otrzymaliby kartę pobytu, którą mogliby co roku odnawiać. Docelowo mogliby się starać o polskie obywatelstwo - zauważa "Dziennik".

Jak stworzyć sito, przez które przedostaną się słowiańscy imigranci, ale już nie Afrykańczycy, Azjaci czy Arabowie? Rządowi eksperci analizują, jak to się udało m.in. Kanadyjczykom, Australijczykom i niektórym krajom Unii Europejskiej. "Nie chcemy powtórzyć błędów, jakie Niemcy popełnili z Turkami czy Francuzi z Arabami" - mówi dyrektor Grzyb. Naszym władzom bardzo spodobał się wprowadzony w Austrii egzamin z "wartości", jakie wyznaje kandydat na imigranta.

W Polsce zostanie też zapewne zastosowany system przyznawania punktów za znajomość języka i historii Polski oraz związki etniczne z nową ojczyzną. Preferowani mają być ludzie młodzi, czyli tacy, którzy mogą szybko mieć w Polsce dzieci. Innym, ale niekoniecznie najważniejszym kryterium będą kwalifikacje zawodowe - czytamy w środowym "Dzienniku".

PAP/Dziennik
Dowiedz się więcej na temat: rząd | Zachęta | dziennik | grzyb
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy
Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »