Znani ekonomiści alarmują: Pandemia zdemoluje wpływy z podatków. Potrzebny jest szybki plan naprawczy

Jak przewidują eksperci, średnio o 12 proc. spadną dochody budżetowe ze względu na pandemię koronawirusa. Inna prognoza, też optymistyczna, zakłada straty podatkowe na poziomie 20-30 mld złotych. Najbardziej odczuwalna będzie zmiana we wpływach z VAT-u. Nie brakuje również opinii, że najgłębszy spadek nastąpi w podatkach CIT i PIT. Rząd powinien jak najszybciej podjąć działania mające na celu zwiększenie dochodów budżetowych. UE już przyznała środki na dofinansowanie działań ratunkowych. A podnoszenie podatków to nie jest dobry pomysł na obecny czas.

Szacowanie strat

W wariancie optymistycznym dochody budżetowe spadną średnio o 12 proc., o czym informuje prof. Witold Modzelewski, były wiceminister finansów. Ekspert zaznacza, że ten scenariusz zakłada zakończenie obecnej kwarantanny w kwietniu tego roku. Jeżeli ona będzie jeszcze przez cały maj, to pojawi się olbrzymi problem z bieżącą realizacją wydatków budżetowych ze względu na dalszy spadek dochodów podatkowych. Wówczas trzeba będzie pożyczyć na to kolejne dodatkowe pieniądze, ale rodzi się pytanie - skąd.

- Tegoroczne straty podatkowe wyniosą 20-30 mld zł i to w wersji optymistycznej. Ona zakłada, że wzrost gospodarczy na koniec roku wyniesie ok. 0%. Nawet jeśli w drugim kwartale będziemy mieli recesję, np. -4 proc. czy -3 proc., to wierzę w dynamiczne odbicie w kolejnych miesiącach i to powinno się mniej więcej wyrównać. Dziś to dla mnie dość realny scenariusz pod warunkiem, że opanujemy pandemię w ciągu najbliższych dwóch miesięcy. Ale tego do końca jeszcze nie wiemy, więc trudno prognozować - komentuje ekonomista Marek Zuber.

Reklama

Natomiast prof. Stanisław Gomułka, główny ekonomista BCC i były wiceminister finansów, podkreśla, że wpływy podatkowe są ściśle powiązane z aktywnością gospodarczą. Pojawiają się oceny, często dość rozbieżne, wpływu pandemii na PKB w tym roku. Ekspert przywołuje prognozę jednego z banków, Citi Research, z 7 kwietnia br. Wynika z niej, że w porównaniu z tym samym okresem ub.r. nasza gospodarka skurczy się w drugim kwartale o 7,9 proc., w trzecim - o 3,9 proc., a w czwartym - 2,3 proc. Natomiast spadek za cały rok jest szacowany na ok. 3,2 proc. W kolejnym miesiącu przewidywania mogą być już inne.

- Bardzo trudno powiedzieć, o ile procent spadną wpływy podatkowe, ponieważ pojawiają się różne scenariusze. Te najbardziej optymistyczne zakładają zmniejszenie się PKB o co najmniej 3 proc., natomiast te pesymistyczne mówią o dwucyfrowym wyniku, a więc minimum 10 proc. Nikt nie stwierdzi, który z tych wariantów jest najbardziej prawdopodobny, bo to wynika ze zbyt wielu zmiennych. Wśród nich jest m.in. długość ograniczeń gospodarczych czy skala bezrobocia - mówi dr Wojciech Warski.

Podatki pod lupą

Natomiast Marek Zuber szacuje, że deficyt budżetowy w tym roku będzie na poziomie 50-80 mld zł. Ale on jest konieczny z uwagi na pomoc przedsiębiorstwom w okresie zapaści, w ciągu 2-3 najbliższych miesięcy. Według prof. Gomułki, spadek wpływów podatkowych będzie widoczny już w wynikach za pierwszy kwartał, a pogłębi się w drugim. Jednocześnie wzrosną wydatki budżetowe. Z kolei dr Roman Namysłowski, ekspert BCC ds. podatków, stwierdza, że zmniejszą się wpływy ze wszystkich podatków, ponieważ prognozowana jest recesja. Mogłoby się wydawać, że więcej środków wpłynie z akcyzy. W koszykach zakupowych widać bowiem wzrost wydatków na alkohol. Jednak ten podatek to przede wszystkim paliwa, których ceny spadły. Ponadto, konsumenci rzadziej korzystają z pojazdów.

- Jeśli będzie np. masowe zwolnienie z wpłacania składek ZUS, to oczywiście zmaleją wpływy z tego tytułu. Raczej nie będzie takich rozwiązań z VAT-em, więc tu wszystko zależy od sytuacji w gospodarce i spadek będzie proporcjonalny do skali recesji. Bardzo silnie spadną, być może blisko zera, wpływy z CIT-u, bo niewiele przedsiębiorstw w Polsce wypracuje zyski w tym roku. Biorąc pod uwagę PIT, to również spodziewam się poważnego spadku, dochody ludzi będą mniejsze - analizuje prof. Witold Orłowski.

Zdaniem prof. Modzelewskiego, najgłębszy spadek będzie w podatkach CIT i PIT, ale w części od działalności gospodarczej. Według byłego wiceministra finansów, stosunkowo najmniejsze tąpnięcie nastąpi w podatku VAT, oczywiście pod warunkiem odmrażania gospodarki, a zwłaszcza odbudowy popytu wewnętrznego już w maju br. Natomiast Marek Zuber przypuszcza, że jednak najbardziej dotkliwy będzie spadek VAT-u z uwagi na jego udział w dochodach budżetowych. To danina związana z obrotami w gospodarce. A jeśli mamy mniej sprzedanych usług i towarów, to relatywnie mniejsze stają się też wpływy. Dr Namysłowski również spodziewa się największych spadków w tym podatku, dającym ok. 200 mld zł rocznie. I zaznacza, że w tarczy antykryzysowej jest stosunkowo mało rozwiązań dot. VAT-u, w przeciwieństwie do CIT-u czy PIT-u.

- Jeśli założymy ten najbardziej optymistyczny scenariusz ze spadkiem PKB o 3 proc., to wpływy z tytułu podatku VAT jako procyklicznego zmniejszą się o co najmniej 10 proc. A przy tych wariantach pesymistycznych jeszcze więcej. Wpływy z CIT-u zmaleją o minimum połowę w stosunku do dzisiejszego stanu. Natomiast podatek PIT ucierpi relatywnie najmniej. Chyba że będzie duża skala bezrobocia, bo wówczas ludzie nie zarabiają - analizuje dr Warski.

Plan na teraz

Według prof. Orłowskiego, to, o ile dokładnie zmniejszą się wpływy podatkowe, stanowi w tym momencie sprawę drugorzędną. Zdecydowanie ważniejsze jest to, w jaki sposób należy ratować gospodarkę.  Zdaniem prof. Modzelewskiego, rząd musi natychmiast podjąć działania, które zwiększą dochody budżetowe tam, gdzie jest to możliwe. Gdyby usunięto wszystkie bezzasadne przywileje występujące tylko w ramach grup towarów i usług substytucyjnych (część opodatkowana, część nie), to można osiągnąć z tego tytułu istotne skutki fiskalne. W akcyzie to jest w granicach 4-5 proc. potencjalnego przyrostu, a teraz liczy się każdy grosz. Natomiast ekspert z BCC dodaje, że działania powinny być związane ze stymulowaniem wsparcia dla biznesu. Bez płynności finansowej wiele firm upadnie.

- Tarcza antykryzysowa w bardzo niewielkim zakresie wpływa na rozliczenia podatkowe przedsiębiorców. Przygotowane rozwiązania skupiają się bardziej na odroczeniu terminów płatności podatków niż realnej abolicji. Dziś wyzwaniem jest zapobieganie zatorom płatniczym, które mogą spowodować tzw. efekt domina. Pomocne okazałoby się wprowadzenie tzw. kasowej metody zapłaty zobowiązań podatkowych, tj. uzależnienie obowiązku ich regulowania od otrzymania płatności od kontrahenta. Od lat przedsiębiorcy postulują o takie ułatwienie. Ale jak do tej pory bez skutku - mówi doradca podatkowy Marek Niczyporuk.

Biznes INTERIA.PL na Twitterze. Dołącz do nas i czytaj informacje gospodarcze

Jak informuje dr Warski, UE już przyznała Polsce 7,9 mld euro i w trybach natychmiastowych zatwierdza projekty korzystające z tego finasowania. Przy tym Unia nie dysponuje nowymi środkami. Uruchamia te, które już są zapisane w budżecie, a z różnych powodów nie zostały wykorzystane i zostałyby zwrócone do kasy unijnej. Fundusze te mogą być użyte w celu dofinansowania różnego rodzaju działań ratunkowych. Polski rząd zdecyduje o tym, czy to będą programy pożyczkowe z umorzeniami bądź bezpośrednie dofinansowania. W tej kwestii ma pełną autonomię.

- Wprawdzie pan premier systematycznie zaprzecza jakobyśmy mieli jakąkolwiek pomoc z UE, to ona oczywiście jest. To, co możemy zrobić, to z pewnością prosić o przesunięcie części środków z celów inwestycyjnych na wsparcie gospodarki przeciwko koronawirusowi. I jestem przekonany, że Unia i Komisja Europejska będą skłonne tego typu prośbę przyjaźnie rozważyć - dodaje prof. Orłowski.

Natomiast prof. Modzelewski wskazuje w obecnej sytuacji na niesięganie do generalnych podwyżek jakichkolwiek podatków. Być może nawet trzeba będzie je obniżyć. Z kolei według prof. Orłowskiego, teraz na pewno nie dojdzie do podnoszenia podatków, ale w przyszłości to na pewno nastąpi. Przy tym np. wyraźna próba dociśnięcia VAT-u spowoduje ucieczkę w szarą strefę. Jak dodaje dr Namysłowski, jesteśmy w przededniu recesji, obniżenia koniunktury gospodarczej i różnych trudności. Nakładanie dodatkowego ciężaru fiskalnego nie jest rozwiązaniem, które pomoże biznesom. Wręcz negatywnie wpłynie na ich funkcjonowanie.

Pobierz darmowy program do rozliczeń PIT 2019

- Podnoszenie podatków, zwłaszcza kiedy państwo ma problemy ze ściąganiem już tych obowiązujących, nie ma większego sensu. Nastroje wśród przedsiębiorców już nie są dobre. Część z nich nie może sobie poradzić z obsługą bieżących obciążeń. Państwo w takiej sytuacji powinno ulżyć firmom, a nie je dodatkowo opodatkowywać - podsumowuje Marek Niczyporuk.

MondayNews
Dowiedz się więcej na temat: podatki | koronakryzys
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »