Reklama

15. emerytura przed wyborami? Prezent, na który w kryzysie nas nie stać

W przyszłym roku emeryci dostaną bardzo wysoką waloryzację opartą na tegorocznej inflacji, ale według nieoficjalnych informacji, oprócz 13. i 14. emerytury - przed wyborami - jednorazowo ma być wypłacona także "piętnastka". Aż trudno sobie wyobrazić, żeby w kryzysie i w sytuacji, gdy władza próbuje obciąć wydatki na opiekę zdrowotną, kolejne miliardy zostały wydane na dodatkowe świadczenia dla jednej grupy - oceniają rozmówcy Interii.

Według informacji "Gazety Wyborczej", prezes Jarosław Kaczyński zaakceptował wypłatę 15. emerytury w 2023 r. Ma być wypłacona jednorazowo przed wyborami parlamentarnymi i bez jakiegokolwiek kryterium dochodowego. Na wypłatę świadczenia w roku wyborczym mieli naciskać wcześniej posłowie Prawa i Sprawiedliwości.

To oznacza, że PiS mocno stawia na tę grupę wyborców - oceniają eksperci. Zaznaczają, że w obecnej sytuacji, gdy nadciąga kryzys, firmy zaczynają zwalniać pracowników, planowane są cięcia w wydatkach na opiekę zdrowotną, byłoby to nieodpowiedzialne.

Reklama

- Jeśli popatrzymy, do kogo kierowane są świadczenia społeczne, to widać wyraźnie, że obecny rząd postawił na jedną grupę, czyli emerytów i rencistów, którym wypłaca 13. i 14. emeryturę oraz zdecydował się niedawno na kwotowo-procentową waloryzację. Trzeba zderzyć to i porównać z innymi świadczeniami. Z ust obecnej władzy od siedmiu lat słyszymy frazesy o dbaniu o polskie rodziny, czego przykładem jest program 500 plus, a tymczasem siła nabywcza tego świadczenia tak mocno spadła, że powinno dziś wynosić 680 zł - mówi prof. Paweł Wojciechowski, ekonomista, członek Rady Gospodarczej Polska 2050.

Przypomina też, że PiS nie waloryzował zasiłków rodzinnych, mimo niskich kwot i bardzo niskich progów dochodowych, które do nich uprawniają, w tym zasiłków na dzieci z niepełnosprawnością. Zasiłki te wynoszą od 95 do 135 zł, a uprawniające progi dochodowe na osobę to 674 zł i 764 zł.

PiS stawia na emerytów

- Jeśli rzeczywiście rząd PiS przyzna 15. emeryturę, będzie to kolejne świadectwo, że daje pieniądze tylko jednej grupie, a wbrew deklaracjom nie dba o rodziny z dziećmi. To zaprzeczenie sprawiedliwej polityki społecznej - podkreśla Wojciechowski.

Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich, przypomina, że w przyszłym roku emeryci będą mieć solidną waloryzację. Zostanie uwzględniona inflacja w 2022 roku i można się spodziewać nawet wyższego wskaźnika, niż założył rząd (13,8 proc.), bo na ten moment można go szacować na 14,5 proc. z gwarancją minimalnej waloryzacji na poziomie 250 zł dla osób z najniższymi emeryturami.

- Trzeba mieć też świadomość stanu finansów publicznych, a sytuacja wygląda tak, że są projekty ograniczające wydatki na finansowanie ochrony zdrowia, czyli cięcia w kluczowych obszarach działalności państwa. W takich warunkach trudno sobie wyobrazić, żeby kolejne miliardy wydawać na dodatkowe świadczenia emerytalne. Pamiętając jednocześnie, że te dodatkowe świadczenia, czyli 13. emerytura, 14. i być może 15., są poza tym, co rozumiemy jako system emerytalny. Są z nim niespójne i prowadzą do jego zakłócania, czego przykładem jest zwłaszcza 14. emerytura. W efekcie zachęcają do tego, żeby wcześnie przechodzić na emeryturę - mówi Kozłowski.

Zwraca na to uwagę także Oskar Sobolewski, ekspert Debaty Emerytalnej.

- Każda tzw. 13.,14.,15. emerytura to świadczenia, które psują system emerytalny. Są to propozycje, które zniechęcają do dłuższej pracy, a także jakiegokolwiek składkowania na etapie aktywności zawodowej. Jeżeli przyszli emeryci widzą, że fakt otrzymania kolejnego dodatku nie jest uzależniony od wypracowanej emerytury, to mogą zadawać sobie pytanie, czy warto płacić większe składki i dłużej pracować. Jedyne dodatki, jakie są uczciwe i zachęcające do dłuższej pracy, to II waloryzacja, która zwiększa świadczenie proporcjonalnie do tego, które zostało wypracowane - mówi Sobolewski.

Kontrowersyjne źródła finansowania 13., 14. emerytury

Jednocześnie rząd do finansowania tego typu wydatków stosuje fundusze i to w dowolny sposób.

- Nie widać tych pieniędzy w momencie tworzenia budżetu państwa i rząd może sobie w dowolny sposób zwiększać wydatki, wykorzystując fundusze pozabudżetowe. Zasilając je pod koniec roku, dokonuje przesuwania wydatków niewygasających i to jest taki "window dressing", czyli "upiększanie" budżetu państwa - mówi Paweł Wojciechowski.

Dodatkowe "emerytury", czyli 13. i 14., są finansowane z Funduszu Solidarnościowego, pierwotnie stworzonego na wydatki dla osób z niepełnosprawnością.

Jak tłumaczy Łukasz Kozłowski, w praktyce świadczenia typu "trzynastki" i "czternastki" i być może 15. emerytura są tylnymi drzwiami finansowane z Funduszu Pracy. - Kiedyś składka na Fundusz Pracy wynosiła 2,45 proc., ale została w ostatnich latach podzielona i teraz 1,45 proc. trafia na Fundusz Solidarnościowy, gdzie dominującą pozycją w kosztach tego funduszu są tzw. dodatkowe emerytury, a tylko 1 proc. trafia nadal na Fundusz Pracy. I to w sytuacji, w której już słyszymy o pierwszych zwolnieniach grupowych związanych z kryzysem - podkreśla ekspert FPP. 

Na Fundusz Pracy trafiają środki płacone przez pracodawców, które naliczane i odprowadzane są od wysokości wynagrodzenia brutto pracownika.

- Czyli Fundusz Pracy został pozbawiony 60 proc. dochodów, które są przeznaczane na finansowanie 13. i 14. emerytur - podsumowuje Łukasz Kozłowski. Przypomina, że z tego funduszu są finansowane wypłaty zasiłków dla bezrobotnych oraz wydatki związane z aktywizacją osób bezrobotnych, szkolenia, staże finansowane z urzędów pracy.

Monika Krześniak-Sajewicz

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »