Reklama

"Gazeta Wyborcza": Reforma górniczych emerytur ruszy z kopyta?

Jest spora szansa na to, że odejście z rządu Waldemara Pawlaka przyśpieszy reformę emerytur górniczych - ujawnia "Gazeta Wyborcza".

Minister pracy Władysław Kosiniak-Kamysz, na zlecenie premiera Donalda Tuska, miał zrobić reformę emerytur górniczych. Partyjny szef ministra - Waldemar Pawlak sugerował, aby ten reformatorskie zapędy sobie odpuścił.

Reklama

Po odejściu Pawlaka z rządu, minister może przedstawić projekt zmian. Z ustaleń "Gazety Wyborczej" wynika, że dokument ma ujrzeć światło dzienne na przełomie tego i przyszłego roku.

Narasta spór o emerytury górnicze - ministerstwo pracy ustala, kto straci stare przywileje

Trwa przegląd stanowisk górniczych, w wyniku którego resort pracy ma zdecydować, którzy górnicy pracują bezpośrednio przy wydobyciu węgla. Tylko oni mają zachować prawo do wcześniejszych emerytur. Inni - mimo że też pracują pod ziemią - ten przywilej utracą, jeśli rząd przeforsuje ustawę o zmianach w emeryturach górniczych. Według związkowców, taki podział jest sztuczny i niemożliwy do przeprowadzenia.

Dziś górnicy przechodzą na emeryturę po przepracowaniu 25 lat pod ziemią, niezależnie od tego, jaki był dokładnie charakter ich pracy. Premier Donald Tusk zapowiedział w expose zachowanie takich uprawnień tylko dla osób zatrudnionych bezpośrednio przy wydobyciu.

- To jest materia wyjątkowo trudna dlatego, że wszyscy pracownicy kopalni bez względu na to, gdzie są zatrudnieni, pracują na rzecz wydobycia węgla. Roboty przygotowawcze, czyli drążenie chodników, przekopów są równie uciążliwe - mówi Agencji Informacyjnej Newseria Janusz Steinhoff, wicepremier i minister gospodarki w rządzie Jerzego Buzka.

Teraz trwają analizy, które mają opowiedzieć na pytanie, jaka część zatrudnionych pod ziemią faktycznie pracuje bezpośrednio przy ścianie wydobywczej. Na podstawie tych ustaleń ma powstać ustawa o zmianach w emeryturach górniczych. Z wcześniejszych zapowiedzi Władysława Kosiniaka-Kamysza, ministra pracy, wynika, że projekt, nad którym pracuje wraz z resortem gospodarki ma być gotowy do końca roku.

- Tutaj trzeba być elastycznym, oceniać warunki pracy, a nie przynależność do takiej czy innej grupy wykonawców - uważa Janusz Steinhoff.

Również zdaniem przedstawicieli związków górniczych podział pracowników na tych zatrudnionych bezpośrednio przy wydobyciu węgla i tych wykonujących inne czynności pod ziemią jest nieuzasadniony i w praktyce trudny do przeprowadzenia.

Takiej opinii nie podziela natomiast prezes Jastrzębskiej Spółki Węglowej.

- Trzeba oddzielić tych pracowników, którzy pracują bezpośrednio przy wydobyciu od pracowników, którzy są w miejscach, gdzie jest obsługa, gdzie jest struga świeżego powietrza, bezpośrednio przy szybie. A więc nie wszyscy, którzy zjeżdżają pod ziemię są tak samo narażeni na ciężkie warunki pracy - przekonuje Jarosław Zagórowski, prezes JSW. Spółka słynie z tego, że wypłaca pracownikom najwyższe pensje w tym sektorze.

Według danych ZUS, górnicy pracujący pod ziemią dostają średnio po 3,5 tys. zł emerytury. Pozostali - połowę tej kwoty. W 2010 roku koszty emerytur górniczych Zakład Ubezpieczeń Społecznych oszacował na co najmniej 8 mld zł. Przeciw jakimkolwiek zmianom w emeryturach górniczych opowiada się 92 proc. robotników i 74 proc. dozoru, wynika z analiz przeprowadzonych w zeszłym roku w Zakładzie Badań Ekonomicznych i Społecznych Głównego Instytutu Górnictwa w Katowicach. /Newseria/

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »