Reklama

IKZE, czyli skórka niewarta wyprawki

Ruszyły już kampanie reklamowe mające nas zachęcić do oszczędzania na indywidualnych kontach zabezpieczenia emerytalnego, zwanych w skrócie IKZE. To kolejna, po indywidualnych kontach emerytalnych (IKE), próba nakłonienia Polaków do odkładania na starość poprzez zachęty podatkowe. I podobnie, jak ta poprzednia, zupełnie nietrafiona.

Reklama

Nowa ulga to w pewnym sensie pokłosie zamachu, jakiego rząd dokonał na składki gromadzone w otwartych funduszach emerytalnych (OFE). Ustawa z 25 marca 2011 r. o zmianie niektórych ustaw związanych z funkcjonowaniem systemu ubezpieczeń społecznych, która zabrała cześć naszych składek z OFE i przekazała je na subkonta w ZUS, wprowadziła też zmiany do ustawy z 2004 roku o indywidualnych kontach emerytalnych. Umożliwiła mianowicie założenie, obok funkcjonującego już indywidualnego konta emerytalnego (IKE), dodatkowego indywidualnego konta zabezpieczenia emerytalnego (IKZE).

W ten sposób katalog produktów związanych z dobrowolnym oszczędzaniem na emeryturę od 1 stycznia 2012 r. został poszerzony o nowy produkt - IKZE.

Co konto to inny sposób liczenia

Równocześnie, by zachęcić do oszczędzania w nowej formie, wprowadzona została ulga umożliwiająca odliczenie wpłat na nowe konta emerytalne od dochodu przed jego opodatkowaniem. Odliczenia można dokonać w takich granicach, jakie przewidują w przepisach limity wpłat na IKZE. Przypomnijmy, że w przypadku IKE limit wpłat na te konta jest ustalany kwotowo na dany rok i jest taki sam dla wszystkich oszczędzających. W przypadku limitu wpłat na IKZE jest inaczej. Jest on zależny od wysokości kwoty stanowiącej podstawę wymiaru składki na ubezpieczenie emerytalne, ustalonej dla oszczędzającego za rok poprzedni. To dość skomplikowana metoda.

Warto się jednak tym limitom przyjrzeć, bo przesądzają one o opłacalności lub jej braku, tej formy oszczędzania na emeryturę.

Z przepisów wynika, że wpłaty dokonywane na IKZE w roku kalendarzowym nie mogą przekroczyć kwoty odpowiadającej równowartości 4 proc. podstawy wymiaru składki na ubezpieczenie emerytalne (w przypadku osób zatrudnionych na podstawie umowy o pracę jest to po prostu wynagrodzenie brutto), ustalonej dla oszczędzającego za rok poprzedni. Równocześnie nie mogą być wyższe niż 4 proc. kwoty ograniczenia rocznej podstawy wymiaru składek na ubezpieczenia emerytalne i rentowe ogłoszonej na podstawie art. 19 ust. 10 ustawy z dnia 13 października 1998 r. o systemie ubezpieczeń społecznych - czyli 30-krotności przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia w gospodarce za rok poprzedni.

Tylko dla więcej zarabiających

W roku 2011 ograniczenie podstawy wymiaru stawek ustalone było na poziomie 100 770 zł. Limit, czyli 4 proc. wymienionej kwoty wyniesie 4030,80 zł. Tyle maksymalnie możemy odpisać od dochodu przed jego opodatkowaniem w rozliczeniu za 2012 rok. Oczywiście pod warunkiem, że taką kwotę wpłaciliśmy rzeczywiście na IKZE. Maksymalna wpłata miesięczna może zatem wynieść nawet 335,90 zł. Podstawowe ograniczenie to 4 proc. tych dochodów.

To oznacza, że żeby w pełni wykorzystać limit ulgi w rozliczeniu za 2012 rok i móc wpłacić na IKZE 4030,80 zł, nasze wynagrodzenie brutto w 2011 roku musiało wynosić co najmniej 8397,50 zł miesięcznie (100 770 zł rocznie). Kto zarabiał np. 2,5 tys. zł miesięcznie, czyli dochód za cały rok 2011 wyniósł 30 tys. zł, w 2012 r. może na IKZE wpłacić (a następnie odliczyć od dochodu przed opodatkowaniem) nie więcej niż 1,2 tys. zł (po 100 zł miesięcznie). A to oznacza niemałe zamieszanie i kłopoty z indywidualnym ustalaniem limitów wpłat i ulgi w przypadku każdego z chętnych odrębnie.

Pewne odstępstwo od tej zasady przewidziano dla osób osiągających niskie dochody, których podstawa wymiaru składki na ubezpieczenie emerytalne jest niska, a które chciałyby dokonywać większych wpłat na IKZE. Osobom tym, w przypadku, gdy kwota odpowiadająca równowartości 4 proc. podstawy wymiaru składki na ubezpieczenie emerytalne, ustalonej dla nich za rok poprzedni nie przekracza 4 proc. równowartości 12-krotności minimalnego wynagrodzenia za pracę, umożliwiono dokonanie w roku kalendarzowym wpłaty na IKZE do wysokości 4 proc. równowartości 12-krotności minimalnego wynagrodzenia za pracę w poprzednim roku kalendarzowym.

Biorąc pod uwagę, że minimalne wynagrodzenie za pracę w 2011 roku - który jest rokiem odniesienia dla ustalenia limitu na rok bieżący - wynosiło 1386 zł, to 12-krotność tej kwoty to 16632 zł. A zatem i limit wpłat w 2012 r. wyniesie 4 proc. z 16 632 zł, czyli 665,28 zł. Oznacza to, że maksymalna wpłata miesięczna w przypadku tych osób nie może w tym roku przekroczyć 55,44 zł. Chociaż może być oczywiście także niższa.

Nie jest to - jak opisują niektóre wydawnictwa - kwota dodatkowo zwiększająca wcześniej przedstawiony limit, ale specjalny limit wpłat dla osób najmniej zarabiających. Dotyczy to takich osób, dla których wynagrodzenie za cały rok jest niższe niż płaca minimalna, np. osoby zatrudnione tylko przez sześć miesięcy lub pracującej na pół etatu. Zastosowanie ogólnej reguły powodowałoby, że premiowane ulgą wpłaty na IKZE byłyby nie wyższe niż 332,64 zł, czyli miesięczne wpłaty nie mogłyby być wyższe niż 27,72 zł. Wprowadzenie specjalnego limitu podwaja tą kwotę. Ma tym samym stanowić zachętę dla osób o najniższych zarobkach do nie schodzenia poniżej pewnego minimalnego poziomu oszczędności. A ten określono na 4 proc. płacy minimalnej z poprzedniego roku.

Najpierw opodatkowanie, odliczenia później

Niezależnie od tego z którego limitu korzystamy, odliczenia będziemy dokonywać dopiero w zeznaniu podatkowym, czyli po zakończeniu roku podatkowego (dla oszczędności z 2012 roku, w zeznaniu składanym do końca kwietnia 2013 roku). Same wpłaty na IKZE muszą być natomiast z założenia dokonywane regularnie w ciągu całego roku.

Sposób skonstruowania limitów to nie jedyna różnica pomiędzy IKE i IKZE. Nowa forma oszczędzania pozwala na odliczenie od dochodu dokonanych wpłat na konta emerytalne, ale równocześnie opodatkowaniu PIT według skali podatkowej będzie podlegała wypłata z IKZE po zakończeniu okresu oszczędzania. To samo dotyczy zwrotu środków zgromadzonych na tym koncie oraz wypłaty środków zgromadzonych przez oszczędzającego na IKZE na rzecz osoby uprawnionej na wypadek śmierci oszczędzającego. Jest to inne rozwiązanie niż przyjęte przy IKE, gdzie na to konto wpłacane są środki już po opodatkowaniu a wypłata zarówno dla oszczędzających jak i uprawnionych jest zwolniona z podatku dochodowego. Również w tej części, w której IKE wypracowało dla nas dodatkowy zysk. Dodatkowy zysk z IKZE zostanie opodatkowany w chwili, w której sięgniemy po te pieniądze.

Z odliczeniem wpłat na IKZE jest ten kłopot, że dla znacznej części podatników, może ono okazać się zupełnie niedostępne. Dotyczy to tych wszystkich podatników, którym już dziś na wyzerowanie podatku pozwalają ulgi na dzieci. W takiej sytuacji, dodatkowa ulga niczego w ich ekonomicznej sytuacji nie zmienia. Może co najwyżej ją pogorszyć, przez co stanowi słaba zachętę do dodatkowego oszczędzania na starość.

Nie mogąc liczyć na przejściowe chociaż sfinansowanie wydatków z ulgi, cały ciężar oszczędzania korzystający z tego rozwiązania zmuszeni będą bowiem wziąć od razu na siebie. A trudno wyobrazić sobie by np. w rodzinie z trójką dzieci i 2,5 tys. zł pensji netto (czyli mniej więcej po 500 zł miesięcznie na osobę), ktoś zdobył się jeszcze na dodatkowy finansowy wysiłek odkładania na starość np. 40 zł miesięcznie. Nawet w przypadku osób, którym dochody pozwalają na korzystanie z odliczenia wpłat na IKZE, oszczędzanie takie wcale nie musi wydawać się tak bardzo atrakcyjne, jak chciałyby nam to przedstawić instytucje oferujące tego typu usługę.

Dokonując wpłat na IKZE, trzeba pamiętać, że w formie odliczenia odzyskamy zaledwie część tego, co na przyszłą emeryturę wyjęliśmy z własnej kieszeni. Wpłacając np. 40 zł miesięcznie, w ciągu roku zamrozimy w naszym funduszu emerytalnym 480 zł. W formie odpisu podatkowego wróci do nas zaledwie 86 zł. Reszta pieniędzy co prawda wróci do nas po ukończeniu 65 lat, czyli można kalkulować, że po upływie kilku lat zamiast 480 zł będziemy mieli 566 zł. Zależne jest to jednak od ewentualnych i niepewnych zysków.

A potem fiskus i tak zabierze

Na tym nie koniec kłopotów. Wypłata środków z IKZE jest opodatkowana. A zatem z chwilą odzyskiwania odłożonych na starość pieniędzy, przyjdzie nam zapłacić od nich normalny podatek (rozliczany w zeznaniu za rok, w którym nastąpi wypłata). Jeśli w tym czasie IKZE nic dla nas nie zarobi i odda nam 480 zł, to (zakładając, że poziom opodatkowania się nie zmieni), będziemy musieli oddać fiskusowi 86 zł. W ten sposób, do kasy fiskus wróci dokładnie to, co wcześniej sobie odliczyliśmy.

Podatkowy zysk z oszczędzania jest zatem u jego kresu zerowy. A możliwa jest też strata. Jednorazowe wycofanie gromadzonych oszczędności z IZKE, może bowiem sprawić, że osoba oszczędzająca przez lata, która korzystała z ulgi płacąc od dochodów podatek 18 proc., w momencie wypłaty oszczędności znajdzie się powyżej drugiego progu podatkowego. Wówczas od zaoszczędzonych pieniędzy zapłaci podatek nie według stawki 18 proc. (według której liczone były ulgi przez cały okres oszczędzania), ale stawki 32 proc. Czyli zapłacony podatek znacznie może przekroczyć to, co wcześniej zaoszczędziliśmy na podatku.

Na całe szczęście przepisy nie zobowiązują nas do jednorazowej wypłaty środków zgromadzonych na rachunku IKZE. Można to zrobić także w ratach. Jest z tym jednak pewien kłopot. Przepisy przewidują bowiem, że wypłata w ratach następować będzie przez co najmniej 10 lat, chyba że okres oszczędzania w ramach IKZE był krótszy. W takim przypadku wypłata środków będzie mogła być pobierana przez okres równy okresowi oszczędzania, tj. równy okresowi, w jakim dokonywane były wpłaty.

Jednak nawet wówczas nie może to być mniej niż przez 5 lat. Decydując się na ten wariant, trzeba mieć zatem dużo wiary w to, że dożyjemy przynajmniej 75 lat. Inaczej, pożytek z naszych oszczędności będą mieć nasi spadkobiercy. W zamian zyskamy jednak na opodatkowaniu. Podatek będziemy płacić od każdej raty. To może nam pozwolić uniknąć jednorazowej zapłaty podatku według stawki 32 proc., zamiast 18 proc. Oczywiście wszystko przy założeniu, że przez te kilkanaście, czy w przypadku niektórych kilkadziesiąt lat oszczędzania, nikt radykalnie stawek tego podatku nie podniesie. A to już prawdziwa loteria.

Przyjęta konstrukcja ulgi na oszczędzanie na IKZE, czyni ją ekonomicznie nieopłacalną. Chyba, że celem naszych oszczędności nie jest odłożenie pieniędzy na starość lecz doraźne zmniejszenie płaconego obecnie podatku. Ten wariant wykorzystania ulgi oznacza jednak konieczność zastosowania dość skomplikowanej inżynierii planowania podatkowego, która ma sens tylko w przypadku osób wyjątkowo dobrze zarabiających. Ale i tu pojawia się dość poważny kłopot, jakim są stosunkowo niskie z punktu widzenia osób dobrze zarabiających limity wpłat na IKZE.

Marek Kutarba

Autor jest zastępcą redaktora naczelnego Dziennika Gazety Prawnej

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »