Reklama

Auta na prąd przyspieszają na wyboistych drogach

Elektromobilność, czyli używanie na co dzień elektrycznych aut, powoli wkracza do Polski. Rośnie liczba aut z baterią i liczba stacji, gdzie można je naładować. Raczkuje nowy biznes - wypożyczanie samochodów elektrycznych na minuty. A dzięki niemu instalowanie stacji do ładowania w miastach zaczyna się opłacać.

Reklama

Choć nie tak szybko jak w wizjach premiera Mateusza Morawieckiego, według których milion aut elektrycznych miał bezszelestnie sunąć po polskich drogach i bezdrożach już w 2025 roku, samochodów na prąd i infrastruktury do ich ładowania wciąż przybywa. A dzięki nowemu biznesowi (e-carsharing) budowanie stacji do ładowania w miastach staje się opłacalne. To z kolei zachęca do kupna elektrycznych aut, bo jak wiadomo jeden z największych problemów dla ich właścicieli to brak miejsc do ładowania.

Powolna droga do elektromobilności

Wszystkiego jest jeszcze ciągle mało, ale na koniec listopada po Polsce jeździło już po naszym kraju 8225 samochodów całkowicie elektrycznych i hybryd. To prawie dwa razy więcej niż rok wcześniej. A tylko w ciągu jednego miesiąca przybyło ich 341 - podaje Polskie Stowarzyszenie Paliw Alternatywnych (PSPA) organizacja branżowa, promująca zero- i niskoemisyjne technologie w transporcie.

Niestety ostatnie pełne dane, jakie zebrało za 2018 rok Europejskie Stowarzyszenie Producentów Pojazdów ACEA dla obrazu rozwoju elektromobilności w Polsce nie są wcale pocieszające. W 2018 roku zarejestrowano u nas jedynie 1324 auta elektryczne, czyli 0,2 proc. wszystkich nowo zarejestrowanych samochodów. A to postawiło nas na ostatnim miejscu na kontynencie, za Słowacją (0,3 proc.) i Czechami (0,4 proc.). Porównajmy to z liderami - nowe auta elektryczne stanowią w Szwecji 8 proc. rejestrowanych samochodów, w Holandii 6,7 proc., a w Finlandii - 4,7 proc.

Te fakty spowodowały, że rząd odstąpił od wizji premiera sprzed paru lat i w "Strategii Zrównoważonego Rozwoju Transportu do 2030 roku" napisał, że po Polsce będzie jeździło w 2030 roku ponad 600 tys. aut elektrycznych. Z rządowych szacunków wynika więc, że będą one stanowiły ok. 2 proc. wszystkich pojazdów osobowych w kraju.

Jednak w tym roku przybędzie w Polsce ponad 3,5 tys. aut elektrycznych, a to na pewno poprawi znacząco ich udział w rynku nowo rejestrowanych aut. To spory postęp, choć jeszcze nie przełom. Co go może spowodować? Dopłaty do wciąż bardzo drogich samochodów na prąd, zmiany podatkowe i poprawa infrastruktury, czyli rozrost sieci stacji do ładowania takich pojazdów.

Nadzieja w dopłatach?

Polacy liczą na dopłaty, które są powszechne w większości krajów Europy. Aż 28 proc. z nas zamierza rozważyć decyzję o zakupie auta elektrycznego w ciągu najbliższych trzech lat - wynika z sondażu przeprowadzonego przez PSPA. To aż o 11 punktów procentowych więcej niż rok wcześniej. Ale równocześnie 76 proc. uzależnia to, czy auto na prąd kupi, czy nie - od dopłaty. Bo auta ekologiczne są wciąż bardzo drogie. Dla 59 proc. badanych przez PSPA są po prostu zdecydowanie za drogie.

Dopłaty mają być w Polsce od przyszłego roku. Ma ich udzielać Fundusz Niskoemisyjnego Transportu. Nabór wniosków o dopłaty ma zostać ogłoszony w pierwszym kwartale 2020 roku. Dotacje te mają być zwolnione z podatku.

Z samochodami na prąd i stacjami do ładownia jest tak jak z dyskusją - co było pierwsze, jajko czy kura. Aut jest mało, więc stacji nie opłaca się budować. Lotos przyznał niedawno, że na jego stacjach samochód elektryczny "tankuje" średnio co dwa dni. Trudno tu myśleć o jakiejkolwiek stopie zwrotu z takiego biznesu. A jednak stacji stopniowo także przybywa.

Według ostatnich danych PSPA, na koniec października w Polsce działało ich 972, czyli w sumie 1764 punktów. Najwięcej rzecz jasna w Warszawie, bo ponad 130. Ale w kilku innych największych miastach Polski liczba stacji przekracza już 40.

Gorzej jest - rzecz jasna - gdy wyjedziemy "w trasę". Tam sieć stacji paliwowych o stanowiska do ładowania aut na baterię rozbudowują potentaci - Orlen oraz Lotos. Liczba punktów do ładowania aut elektrycznych na stacjach Orlenu w Polsce zbliża się do 30 i zdecydowana większość to punkty o dużej mocy, a więc pozwalające ładować auto w miarę szybko. Luki w sieci "ładowarek" przy autostradach i drogach ekspresowych mają wypełnić także rozpoczęte w tym roku przetargi na nowe stacje do ładowania aut elektrycznych ogłoszone przez Generalną Dyrekcję Dróg Krajowych i Autostrad.

e-trend wśród gigantów

Elektromobilność to jeden z najbardziej innowacyjnych kierunków rozwoju polskich spółek energetycznych. Tauron do końca przyszłego roku chce mieć ponad 150 stacji ładowania aut na prąd, a ponadto w wraz z ING Bankiem Śląskim prowadzi program wynajmu samochodów elektrycznych w Katowicach. PGE Nowa Energia należąca do Polskiej Grupy Energetycznej ma już ponad 60 punktów ładowania w 19 miastach w Polsce, a w październiku podpisała list intencyjny w sprawie budowy 15 nowych stacji ładowania w woj. łódzkim, a także z Zakładem Ubezpieczeń Społecznych dotyczący budowy nowych stacji ładowania przy oddziałach ZUS.

Uruchomienie publicznych, szybkich stacji ładowania samochodów elektrycznych należy do najważniejszych obszarów innowacyjności grupy PGE podobnie jak wynajem aut elektrycznych, czyli e-carsharing. Dzięki wynajmowi aut elektrycznych można zapewnić, że stacje do ładowania nie czekają dwa dni na klientów i mają obrót. Na dodatek PGE jest pierwszą w Polsce spółką, która zapewnia swoim odbiorcom w pełni ekologiczne zasilanie i zapewnia, że energia na stacjach pochodzi w 100 proc. ze źródeł odnawialnych.

Dlatego wraz z motoryzacją napędzaną prądem rozwija się nowa gałąź biznesu - e-carsharing. Wypożyczanie samochodów na minuty zaczęło się w Polsce w 2015 roku we Wrocławiu i wprowadziła tę usługę firma GoGet. Od tego czasu usługodawców przybywa, a elektryczne auta udostępnia obecnie ośmiu usługodawców, w tym potentaci rynku Traficar, Panek, należąca do grupy PGE 4Mobility, innogy Go, GreenGoo, Vozilla i Tauron - podaje raport firmy badawczej Keralla Research.

W grudniu spółka 4Mobility uruchomiła usługę wynajmu aut elektrycznych na minuty w Rzeszowie. Dostępnych jest tam 30 samochodów do wypożyczenia w strefie obejmującej centrum miasta i popularne okolice. Na razie zdecydowana większość usługodawców oferuje podobne rozwiązania - można auto pożyczyć i trzeba je oddać w wyznaczonej strefie.

Według analiz Keralla Research liczba firm świadczących usługę carsharing wzrosła w ciągu ostatniego roku dwukrotnie, a liczba współdzielonych samochodów osobowych i dostawczych wzrosła z 3082 do 4747 sztuk, czyli o ponad połowę.

Właśnie w tym roku do firm świadczących usługi e-carsharingu dołączyli producenci i dostawcy energii elektrycznej. A równocześnie zaczął rozwijać się rynek najmu samochodów dostawczych, czyli big car sharing. Aktualnie trzy firmy mają do wynajęcia 265 aut. Tylko czekać, jak do wynajmowanych dostawczaków dołączą także napędzane prądem.

m.d.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »