Reklama

Branża pożyczkowa na zakręcie

Ubiegły rok zakończył się zapaścią na rynku pożyczek pozabankowych, który nadal nie odbudował się po pandemii. Branża wskazuje, że utrudniają jej to m.in. wciąż niepewna sytuacja gospodarcza i epidemiczna oraz mocno niestabilne otoczenie regulacyjne.

BIZNES INTERIA na Facebooku i jesteś na bieżąco z najnowszymi wydarzeniami

Według danych Fundacji Rozwoju Rynku Finansowego tylko w 2020 roku z rynku zniknęła niemal co czwarta firma pożyczkowa. Te, którym udało się przetrwać, muszą rewidować swoje modele biznesowe i dostosowywać ofertę do nowych warunków, cyfryzując produkty i usługi dla klientów.

Sektor pożyczkowy już w 2019 roku odnotował stratę przekraczającą 122 mln zł, a pandemia COVID-19 okazała się kolejnym ciosem, który przyczynił się do zapaści. Według danych BIK w 2020 roku popyt na pożyczki spadł o rekordowe 39 proc., a firmy pożyczkowe zakończyły go sprzedażą na poziomie 4,8 mld zł, co oznaczało spadek wartości udzielonego finansowania o 33 proc. Z kolei raport Fundacji Rozwoju Rynku Finansowego pokazuje, że średnia wartość udzielonej w ubiegłym roku pożyczki wyniosła 2866 zł i była o ponad 16 proc. niższa rok do roku.

Reklama

- Ostatni rok był trudny dla branży pożyczkowej. Wszyscy mieliśmy problemy związane z obostrzeniami, ze zmniejszoną aktywnością konsumencką, a branża została wyłączona z jakiejkolwiek pomocy w kolejnych tarczach finansowych. Z dnia na dzień zmieniono też przepisy, które zasadniczo wpłynęły na rentowność firm pożyczkowych.

Tylko nieliczni - ci, którzy działali w sposób najbardziej efektywny, mieli i mają dobre zaplecze kapitałowe, zaufanie inwestorów i potrafią sprawnie dostosowywać się do nowych okoliczności - byli w stanie przetrwać tę sytuację. W wyniku tego liczba podmiotów oferujących pożyczki na rynku się zmniejszyła - mówi agencji Newseria Biznes Piotr Siwiec, prezes zarządu AIQLabs, fintechu działającego w branży consumer finance.

FRRF wskazuje, że do tak mocnego wyhamowania przyczynił się cały szereg czynników, w tym m.in. osłabiony popyt na produkty kredytowe i obniżona wiarygodność kredytowa konsumentów, trudności operacyjne związane z reżimem sanitarnym i pracą zdalną, trzykrotna obniżka stóp procentowych, wakacje kredytowe oraz ustawowe ograniczenie maksymalnej wysokości kosztów kredytu konsumenckiego o ponad 60 proc. w stosunku do wcześniejszego poziomu. Zgodnie z przyjętą ustawą antycovidową na czas pandemii limit kosztów pozaodsetkowych kredytu konsumenckiego został obniżony do maksymalnie 21 proc. dla pożyczek udzielanych na 30 dni oraz do 5 proc. dla pożyczek o okresie spłaty krótszym niż 30 dni. Część firm miała problem, aby na nowo skonstruować rentowną ofertę spełniającą te wymogi i była zmuszona zawiesić działalność. W efekcie - jak wynika z danych FRRF - w 2020 roku z polskiego rynku zniknęła prawie 1/4 firm pożyczkowych.

- Te firmy, które zostały, zmniejszyły akcję pożyczkową. Rynek de facto do tej pory nie wrócił jeszcze do stanu sprzed pandemii - mówi prezes zarządu AIQLabs.

Statystyki pokazują jednak, że branża pożyczkowa powoli zaczęła odrabiać straty wywołane przez COVID-19. Według danych BIK od stycznia do końca lipca tego roku liczba nowo udzielonych pożyczek przekroczyła 1,6 mln i była o 41,5 proc. wyższa r/r. Wartość udzielonych pożyczek sięgnęła w tym czasie blisko 3,9 mld zł, co z kolei oznacza wzrost o 46,4 proc. Jednak w porównaniu do okresu sprzed pandemii - czyli do siedmiu pierwszych miesięcy 2019 roku - wartość tegorocznej sprzedaży jest niższa o 5,5 proc., co oznacza, że rynek pożyczkowy nie odbudował się jeszcze w pełni.

Branża wskazuje, że utrudniają jej to m.in. wciąż niepewna sytuacja gospodarcza i epidemiczna, a także mocno niestabilne otoczenie regulacyjne. Niższe, pozaodsetkowe koszty pożyczek wprowadzone w zapisach tarczy antykryzysowej wygasły co prawda z końcem czerwca br., ale według medialnych doniesień resort sprawiedliwości rozważa m.in. przywrócenie ich na stałe i objęcie firm pożyczkowych nadzorem KNF.

- Myślę, że na rynku wciąż jest miejsce dla firm operujących pozabankowo i adresujących potrzeby klientów, którzy z różnych względów nie mogą albo nie chcą być obsłużeni przez banki. Po pierwsze, wciąż działamy szybciej niż banki. Po drugie, banki prowadzą jednak bardziej restrykcyjną politykę kredytową i nie są w stanie sfinansować wszystkich, którzy tego potrzebują - wyjaśnia Piotr Siwiec.

Jego zdaniem sektor pożyczkowy będzie coraz bardziej zbliżał się poziomem kosztów do oferty banków.  

- Pewnie wciąż będzie trochę droższy, ale ewentualną różnicę będzie niwelował jakością, szybkością obsługi, dostępnością finansowania i dywersyfikacją produktów. Sektor przetrwa, ale w dużej skali, to będą raczej duże podmioty. Z drugiej strony można też sobie wyobrazić, że regulator uzna, iż na rynku mogą funkcjonować tylko banki i wtedy branża przestanie istnieć. Ale wydaje mi się, że ona jest potrzebna, jest dla niej miejsce i będzie się rozwijać, aczkolwiek cały czas będzie musiała się zmieniać - mówi prezes AIQLabs.

Potrzebę zmian pokazała już pandemia. Firmy, które przetrwały ten trudny okres, musiały rewidować swoje modele biznesowe i dostosowywać ofertę do nowych warunków.

- Jest wiele produktów, których rozwój nabrał przyspieszenia w związku z pandemią. To np. umożliwienie klientom zawierania umów przy użyciu kanałów zdalnych. Mamy też call center, które pozwalają zawrzeć umowę i wypłacić pieniądze bez konieczności obiegu dokumentów. Mocno rozwijała się również branża odroczonych płatności BNPL - Buy Now, Pay Later. Tu jesteśmy jednak dopiero na początku tej drogi, bo w Polsce takich transakcji jest wciąż kilkukrotnie mniej niż na rynkach Europy Zachodniej, choćby w Niemczech - mówi Piotr Siwiec.

Jak podkreśla, branża pożyczkowa cyfryzuje się i rozwija internetowe kanały już od kilku lat, ale pandemia zauważalnie ten proces przyspieszyła. W ostatnich tygodniach, kiedy sytuacja epidemiczna była względnie unormowana, tradycyjny kanał sprzedaży zaczął ponownie zyskiwać, bo część klientów - zwłaszcza osób w starszym wieku - jest przyzwyczajonych do fizycznego kontaktu z przedstawicielem w placówce. Zdaniem eksperta nie wróci on już jednak do popularności sprzed pandemii.

- Podczas pandemii ludzie obawiali się wychodzić z domu albo byli odcięci od możliwości kontaktu z przedstawicielem w placówce. Jeżeli potrzebowali finansowania, siłą rzeczy próbowali załatwiać to drogą onlineową. To jest trend zauważalny nie tylko w branży finansowej, ale w niej jest szczególnie widoczny. W AIQLabs przed pandemią znaczna część ruchu pochodziła z placówek stacjonarnych od tzw. integratorów. Teraz większość klientów to jednak online, kanały zdalne i call center - mówi Piotr Siwiec.

Przeprowadzone wiosną tego roku badanie FRRF i Federacji Konsumentów pokazało, że klienci nadal są dwukrotnie bardziej skłonni do korzystania z tradycyjnego, offlineowego kanału przy zaciąganiu większych zobowiązań. Kredyt w wysokości 5 tys. zł zaciągnie przez internet 37 proc. osób, ale gdy kwota wyniesie 50 tys. zł, wówczas ten odsetek spada już do 17 proc. ("Offline vs. online. Jak pandemia COVID-19 wpłynęła na finansowe nawyki Polaków").

- Wciąż jest spora grupa ludzi, która chodzi na pocztę płacić rachunki i pewnie jeszcze przez jakiś czas to będzie praktyką. Jednak trudno mi sobie wyobrazić, żeby kolejne pokolenia to kontynuowały. Tak samo będzie z usługami finansowymi, gdzie wszystko można już załatwić onlineowo, kontaktując się z firmą pożyczkową przez internet. Te procesy zostały przez pandemię tylko przyspieszone, uwypuklone i myślę, że będą przebiegały dalej, aż do całkowitego albo naprawdę poważnego ograniczenia kanałów offline - prognozuje prezes AIQLabs.



Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »