Reklama

Co drugi Polak próbuje szczęścia w Lotto

Totalizator Sportowy miał w 2017 rekordowy wynik. Na zakłady Lotto wydaliśmy w zeszłym roku 5,645 mld zł w porównaniu do 5,585 mld zł rok wcześniej, a szczęścia w zakładach próbował co drugi dorosły Polak.

Reklama

W Lotto i Lotto Plus "szóstka" padała średnio częściej niż co tydzień, a za wszystkie 61, jakie zostały wylosowane, wypłaty wyniosły w sumie ponad 318 mln zł.

Każdy, kto gra w Lotto marzy o szczęściu, czyli o wielkiej wygranej. Te jednak nie zdarzają się tak często, a "szóstka" "szóstce" nierówna. W 1994 roku zdarzyło się nawet tak, że "szóstkę" w jednych zakładach trafiło równocześnie... 80 osób. Każdy z nich marzył o fortunie, a tymczasem starczyło ledwie na drobne wydatki.

W zeszłym roku trafienie "szóstki" przynosiło średnią wygrana w wysokości nieco ponad 5 mln zł. To całkiem przyzwoite pieniądze, które pozwalają przeżyć do pierwszego. Ale czy starczą na całe życie? Dlatego każdy marzy o tym, żeby trafić "szóstkę", ale w kumulacji. Podzielić los zeszłorocznego rekordzisty ze Skrzyszowa.

Bo zeszły rok był wyjątkowy także z tego powodu, że jeden z grających zgarnął najwyższą wygraną w historii gier losowych w Polsce. 16 marca 2017 roku w Skrzyszowie w Małopolsce ktoś kupił los na chybił-trafił i rozbił bank. Wygrał ponad 36 mln zł, a dokładnie było to 36 726 210,20 zł.

Dla porządku przypomnijmy, że wygrane idące w dziesiątki milionów złotych nie są wcale tak częste. Poprzedni rekord padł w Ziębicach na Dolnym Śląsku w 2015 roku, a wygrana wyniosła wtedy 35,2 mln zł. Wcześniejsze rekordy pochodzą z 2012 roku - prawie 33,8 mln zł w Gdyni i 30,9 mln zł w Bolesławcu. W historii Totalizatora było do tej pory sześć wygranych przekraczających 30 mln zł.

Nic jednak tak nie rozgrzewa wyobraźni jak właśnie kumulacje, które w historii Totalizatora Sportowego mają za sobą ponad 20-letnia historię. Po raz pierwszy regulamin kumulacji, do których dochodzi wtedy, gdy nikt nie trafi "szóstki" we wcześniejszych zakładach, wprowadzono w 1997 roku. Do największych kumulacji, kiedy w puli jest ponad 20 mln zł dochodzi przeciętnie dwa do trzech razy w roku.

W tym roku wysokie kumulacje już były dwie, choć nie należały do tych najbardziej spektakularnych, takich na które czeka z zapartym tchem cała Polska. W styczniu padła wygrana 15,5 mln zł, a w lutym - 17,6 mln zł.

Jak to się dzieje, że kilka razy nikt nie wygrywa, a pula rośnie?

Wszystko oparte jest na rachunku prawdopodobieństwa. Ten mówi, że kiedy typujemy sześć liczb z 49 mamy jedną szansę na prawie 14 mln (a ściślej jedną na 13.983.816) by trafić. Tyle właśnie jest możliwych kombinacji sześciu liczb utworzonych z wszystkich od 1 do 49. W sumie więc wygrana jest bardzo, ale to bardzo mało prawdopodobna. Ale powinna paść, jeśli grający wykupią 14 mln zakładów, a każdy wybierze inną kombinację liczb.

Ale oczywiście zdarza się też, że tak jak w pamiętnych zakładach z 1994 roku wiele osób wybierze taką samą kombinację. I wtedy może się zdarzyć, że żadnej "szóstki" wśród nich nie będzie. Pula przechodzi zatem na następne zakłady.

A jeśli znowu się tak zdarzy, to na kolejne. Rachunek prawdopodobieństwa mówi bowiem tylko o tym, co powinno się zdarzyć, a nie co się wydarzy. A w dodatku nie mówi nic o tym, jak prawdopodobieństwo się rozkłada. A właśnie to, że nie zawsze rozkłada się tak samo powoduje, że prawie każdemu losowaniu towarzyszą emocje. I narastają wtedy, gdy prawdopodobieństwo zaczyna się rozkładać inaczej niż powinno. Czyli wtedy, gdy sprawia nam psikusa.

Do największej kumulacji w historii Totalizatora doszło w 2016 roku, gdy do wygrania było ponad 57 mln zł. Cała Polska śledziła ją z zapartym tchem. Na ostatnie losowanie, które przyniosło już rozstrzygnięcie ludzie złożyli ponad 43,5 mln zakładów. I choć taka kumulacja należy właśnie do zdarzeń rzadkich, to potem wszystko już poszło zgodnie z rachunkiem prawdopodobieństwa. Padły trzy szóstki a za każdą Totalizator wypłacił po prawie 19,3 mln zł.

Kto wygrywa?

Tego nie wiemy, bo wygrywający mają oczywiste prawo do anonimowości. Czy wygrywający grali na chybił-trafił, czy też jakimś systemem? Tego też nie wiadomo. Ponieważ kombinacji jest blisko 14 milionów, zdecydowana większość systemów jest zawodna, albo co najwyżej zwiększa prawdopodobieństwo trafienia "trójki". Ale czy ktoś gra po to, żeby trafiać "trójki"? Po prostu trzeba mieć szczęście.

Totalizator Sportowy wypłacił w zeszłym roku na wygrane ponad 2,5 mld zł. To duża kwota, znacznie przerastająca to, co wypłacane jest w kilku spektakularnych kumulacjach w ciągu roku. Oznacza ona, że statystyczna wygrana na głowę jedne mieszkańca Polski, licząc także niemowlęta, wynosiła 65,7 zł.

Oczywiście nie każdy wygrywa nawet tyle. Natomiast, ci, którzy kupują zakłady i nic nie wygrywają, też mogą coś mieć na pociechę. Z każdej złotówki, którą wydajemy na zakłady Lotto 19 groszy trafia na wsparcie sportu i kultury.

tf

Pobierz darmowy program do rozliczeń PIT 2017

Dowiedz się więcej na temat: wygrane | zakłady bukmacherskie | lotto | hazard | totalizator sportowy

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »