Reklama

Coraz więcej Polaków ogłasza osobiste bankructwo

Od połowy 2017 roku do połowy 2018 roku upadłość konsumencką ogłosiło w Polsce blisko 6 tys. osób. Liczba bankrutów rośnie z roku na rok, do czego przyczyniły się m.in. zmiany w prawie upadłościowym.

Reklama

Cztery lata temu weszły w życie przepisy zmieniające ustawę Prawo upadłościowe i naprawcze w zakresie upadłości konsumenckiej - przypominają eksperci Krajowego Rejestru Długów. Wcześniej, liczba osobistych bankructw rocznie wynosiła nieco ponad 2 tys. Obecnie jest ich niemal trzy razy tyle.

- Pierwsze symptomy kryzysu ich finansów widoczne były już wiele miesięcy wcześniej. Ponad 40 proc. dłużników było notowanych w KRD na rok, a ponad 50 proc. - na kwartał przed bankructwem. - Oznacza to, że co drugi konsument, który ogłosił upadłość, był wcześniej notowany w KRD jako dłużnik - wyjaśnia Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów BIG SA, i dodaje: - Upadłość to z reguły powolny proces. Dług często narasta latami. Nikt nie trafia do KRD za dwutygodniową zwłokę w płatności, ani nie składa wniosku o upadłość z powodu jednej niezapłaconej raty. Dowodem tego jest chociażby fakt, że wszyscy bankruci notowani w KRD mają na koncie po 2-3 zobowiązania, ich łączne zadłużenie wynosi w sumie ponad 100 milionów złotych, zaś średni dług przypadający na jednego dłużnika wynosi 34 tysiące złotych.

- Wielu multidłużników próbuje ratować się, zaciągając kolejne kredyty na spłatę tych wcześniejszych. To jest najgorsze z możliwych rozwiązań, bo koszty tych pożyczek są coraz większe, w efekcie zadłużenie rośnie, a nie maleje. Banki i firmy pożyczkowe obserwując takiego dłużnika w Krajowym Rejestrze Długów, jeśli w ogóle decydują się na udzielenie mu kolejnego kredytu, to oferują wyższe oprocentowanie, bo muszą zrekompensować sobie większe ryzyko. Ale w końcu przestają go kredytować. Takie osoby sięgają wówczas po oferty rozmaitych firm funkcjonujących często na pograniczu prawa, które oferują "pożyczki bez KRD". Tyle że tam oprocentowanie sięga kilkudziesięciu a nawet i kilkuset procent. W ten sposób zadłużenie narasta, pętla się zaciska - komentuje Adam Łącki.

Bankructwo to dla dłużników często jedyna szansa, aby stanąć na nogi, a dla wierzycieli jedyny sposób na odzyskanie pieniędzy. Gorzej, jeśli ktoś wykorzystuje to rozwiązanie, by wymigać się od odpowiedzialności - zwracają uwagę przedstawiciele KRD. Obecnie na oddłużenie nie mogą liczyć osoby, które brały kolejne pożyczki, choć wiedziały, że ich nie spłacą. W 2017 roku zgłoszono ponad 11 tys. wniosków o upadłość, z czego sąd odrzucił 5650. To już jednak niebawem ma się zmienić. Na początek 2019 roku planowane jest wejście w życie zliberalizowanych przepisów. Mają one umożliwić restrukturyzację długu także tym dłużnikom, którzy stali się niewypłacalni na skutek umyślnego działania bądź rażącego niedbalstwa. W ich przypadku stosowany będzie wydłużony okres spłaty, dzięki czemu więcej należności trafi do wierzycieli. Pamiętajmy bowiem, że pierwszym celem postępowania upadłościowego jest oddłużenie niewypłacalnego konsumenta, ale drugim, niemniej ważnym: skuteczna windykacja.(js)

Jeśli patrzeć na skalę zjawiska upadłości przez pryzmat mapy Polski, to w każdym województwie widać tendencję wzrostową liczby bankructw. Najbardziej wybija się tutaj województwo mazowieckie. Oprócz niego, największa liczba dłużników-bankrutów zamieszkuje województwa śląskie i małopolskie. Najmniejsza - podlaskie, opolskie, lubelskie i lubuskie.
Dowiedz się więcej na temat: upadłość konsumencka | bankructwo konsumenckie | kredyt

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »