Reklama

Czy to wystarczy?

Na całym świecie finalizowane są prace nad uaktualnieniem i poprawieniem ram regulacyjnych - to efekt zidentyfikowanych przez kryzys finansowy luk, błędów czy nieprawidłowego rozłożenia akcentów. Chodzi też o to, by ująć w regulacjach nowe produkty czy techniki finansowe, które pojawiły się po dokonanych wcześniej reformach.

W USA najnowsze reformy wpisane są w tzw. Dodd-Frank Act, w UE to kolejne aktualizacje tzw. Dyrektywy CRD (obecnie CRD IV), ale przede wszystkim kończące się w Bazylejskim Komitecie ds. Nadzoru Bankowego (BCBS) prace nad tzw. Bazyleą III.

Właśnie ten ostatni z wymienionych pakietów reform przyciąga najwięcej uwagi i komentarzy, gdyż istotne jest, by - mając na uwadze to, że Komitet Bazylejski ma najwięcej do powiedzenia w zakresie regulacji bankowych - były one wprowadzane na świecie w sposób skoordynowany i spójny. Chodzi bowiem o to, by dzięki takiej koordynacji uniknięto zakłóceń w działaniu rynków, swobodnej konkurencji czy stosowania arbitrażu regulacyjnego.

Reklama

Ta niedobra Basel II

Luki regulacyjne ujawnione w trakcie kryzysu finansowego to nie wszystkie niedostatki źle skonstruowanej Bazylei II. Rekomendacje zawarte w Nowej Umowie Kapitałowej z 2004 r. zawierały bowiem przynajmniej trzy obszary źle skonstruowanych założeń, które kryzys zweryfikował bardzo boleśnie. Po pierwsze, Bazylea II koncentrowała się przede wszystkim na adekwatności kapitałowej, czyli zdolności pokrywania przez kapitał regulacyjny ryzyka ekspozycji przyjmowanych przez bank. Czy nie jest jednak pewnym paradoksem, że kiedy Wielka Brytania przyjęła rekomendacje Bazylei II w 2007 r., to wśród większych banków największy współczynnik kapitałowy miał Northern Rock?

Co się później stało z tym bankiem - wiadomo. Jak uważa Mervyn King, prezes Bank of England, oznacza to, że różnica między brakiem płynności a wypłacalnością może być w praktyce trudna do określenia - różnica w czasie może wynosić zaledwie kilka dni. Po drugie, Bazylea II zakładała, że kredyty oparte na hipotece są najbardziej bezpieczną formą kredytowania, nie zwracając uwagi na to, jak takie kredyty są finansowane. Po trzecie, przydano w niej ogromne znaczenie - oraz wynikający z tego wymóg kapitałowy - ocenie uzyskiwanej od agencji ratingowych.

Efekt źle skonstruowanych niektórych rekomendacji Bazylei II pogłębił się w wyniku braku współpracy między władzami nadzorczymi poszczególnych krajów, co zresztą było szczególnie zauważalne w samej Unii Europejskiej. Jak bowiem podkreślała europosłanka Elisa Ferreira, 27 regulatorów i 27 ministrów finansów to 54 punkty widzenia, zachowania protekcjonistyczne i zakłócenia konkurencji. Jakie więc powinny być założenia reformy regulacyjnej? Jak zauważa Ferreira, fundamentami winny być następujące zasady:

  • Uniwersalne pokrycie regulacjami (jako cel).
  • Sektor jest odpowiedzialny za swoje "zanieczyszczenie".
  • Ograniczenie ryzyka zarażania.
  • Ograniczanie hazardu moralnego; ochrona systemu, ale nie słabych podmiotów.
  • Ochrona deponentów i zachowanie podstawowych usług bankowych.
  • Respektowanie hierarchii wierzycieli i gwarantowanie równego traktowania w różnych krajach.
  • Ochrona rynku wewnętrznego przy jednoczesnym uznawaniu różnic krajowych.
  • Ambitne wizje bez ignorowania obecnych ograniczeń.
  • Wzmacnianie konkurencyjności międzynarodowej europejskiego rynku finansowego.
  • Potwierdzanie międzynarodowego przywództwa UE w przygotowywaniu ram globalnych.

Podobnego zdania jest Międzynarodowy Fundusz Walutowy, który w swoim dokumencie ("Impact of Regulatory Reforms on Large and Complex Financial Institutions") z listopada 2010 r. uważa, że reformy sektora finansowego powinny mieć na celu rozwiązanie problemów z ryzykiem tworzonym przez wielkie i skomplikowane instytucje finansowe (LCFI). Ogromna większość światowych transakcji finansowych przechodzi przez garstkę tych instytucji z rosnącymi wzajemnymi powiązaniami w i na zewnątrz granic.

Wspólne tendencje, które przyczyniły się do ostatniego kryzysu światowego obejmują ostry wzrost dźwigni, znaczne opieranie się na krótkoterminowym finansowaniu hurtowym, wzrost działalności pozabilansowej, niedopasowanie zapadalności/wymagalności i rosnący udział przychodów ze skomplikowanych produktów i działalności handlowej. Kluczowym celem reform sektora finansowego winno być więc promowanie mniejszej dźwigni, mniejszego ryzyka (lub lepsze jego pokrycie) i stąd uzyskanie bardziej odpornego systemu finansowego, który wspierałby silny i trwały wzrost gospodarczy.

Co nowego?

Wychodząc naprzeciw takim oczekiwaniom, Komitet Bazylejski opracował wytyczne i rekomendacje dla poprawy odporności banków. Skoncentrował się w nich przede wszystkim na definicji funduszy własnych, czyli bufora składającego się z gotówki (wpłaconych akcji zwykłych) oraz płynnych aktywów, mającego na celu ochronę wierzycieli banku (deponentów) w przypadku jego likwidacji.

Przypomnijmy - poziom funduszy własnych banku w relacji do aktywów ważonych ryzykiem jest miernikiem stabilności finansowej i winien on wynosić co najmniej minimum określone przez Komitet podzielone na kilka kategorii: pierwszej obejmującej fundusze najłatwiej dostępne (czyli akcje) oraz drugiej, obecnie weryfikowanej, dotąd składającej się przede wszystkim z długu podporządkowanego. Czy jednak powinien to być miernik jedyny i podstawowy?

Kluczowe propozycje Komitetu Bazylejskiego obejmują: 1) wyższy kapitał i o lepszej jakości (głównie akcje zwykłe, z lepszymi cechami absorpcji strat); 2) lepsze uznawanie ryzyka w odniesieniu do ryzyka rynkowego i partnera; 3) stopę dźwigni; 4) ostrzejsze standardy płynności, w tym poprzez bufor składający się z płynnych aktywów dla pokrycia krótkoterminowej płynności i dłużej terminowe stabilne wymogi finansowania dla ograniczenia niedopasowania zapadalności/wymagalności; 5) ochronne bufory kapitałowe. Według nowych standardów akcje zwykłe będą musiały mieć większy udział w funduszach własnych, wzrośnie on z obecnych 2 do 4,5 proc., a ponadto zostaną uzupełnione przez dodatkowy ochronny bufor kapitałowy w wysokości 2,5 proc., składający się z kapitału wysokiej jakości, który w pełni będzie mógł przyjmować ewentualne straty.

Razem daje to wzrost wymogu kapitałowego banku dla kategorii I z obecnych 2 do 7 proc., co musi być zrealizowane do 2019 r. Szerszy wymóg kapitałowy dla całości kapitału kategorii I zostaje ustalony na 8,5 proc. (zasadniczy kapitał kategorii I minimum 7 proc. i minimalny dodatkowy kapitał kategorii I 1,5 proc.). Dodatkowe wymogi kapitałowe mają być tworzone przez kilka lat poprzez zmniejszenie wypłat dywidendy i premii dla pracowników banków. Wskaźnik zasadniczego kapitału kategorii I banku jest wyliczany przez jego podzielenie przez aktywa ważone ryzykiem (RWA). Ma on być miernikiem posiadanego przez banki kapitału o najwyższej jakości, który musi być utrzymywany jako ochrona przed przyszłymi stratami i przyjmowanym przez nie ryzykiem.

Aktywa, które będą mogły być wliczane do funduszy własnych, będą ograniczone do 15 proc. ich poziomu, innymi słowy, wykluczone będą wszelkie hybrydowe formy kapitału (np. akcje nieme), które są uważane przez Komitet za podobne do długu podporządkowanego czy aktywa "nieprzenaszalne" (np. aktywa będące odłożonym podatkiem czy udziały mniejszościowe, poprzednio zaliczane do kapitału kategorii I).

Poza tym - wprowadza się wyższe wymogi kapitałowe wobec ekspozycji w księdze handlowej, ekspozycji na ryzyko kredytowe kontrahenta czy innych instytucji finansowych; wskaźnik dźwigni na poziomie 3 proc., a także wskaźnik pokrycia płynnością (LCR) oraz wskaźnik netto stabilnego finansowania (NSFR).

W odniesieniu do tych ostatnich chodzi o zapewnienie, że aktywa są tak wysokiej jakości, że mogą być łatwo wymienione na gotówkę w razie problemów z płynnością. To absolutna nowość, gdyż, jak chociażby w przypadku wspomnianego banku Northern Rock, nie mieliśmy do czynienia z brakiem adekwatności kapitałowej, lecz raczej ze zmaterializowanym ryzykiem płynności. Płynność, przypomnijmy, oznacza, jak łatwo można dokonać transakcji danym papierem wartościowym czy innym instrumentem finansowym. Płynnym instrumentem może być na przykład akcja spółki notowanej na giełdzie, której cenę można łatwo uzyskać na rynku i której nabycie czy sprzedaż nie wiąże się ze specjalnymi problemami. Inaczej ma się sprawa z instrumentem, który nie jest płynny. W takiej sytuacji jego sprzedaż - o ile w ogóle możliwa - może mieć istotny wpływ na uzyskaną cenę.

Komitet Bazylejski rekomenduje więc, by banki utrzymywały na tyle dużo płynnych aktywów (gotówka, obligacje skarbowe), by mogły się nimi posiłkować w sytuacji kryzysu na rynku do 30 dni (LCR). NSFR z kolei miałby na celu promowanie długoterminowego finansowania aktywów w czasach napięć rynkowych, a także zmniejszyć zależność banków od niepewnych źródeł finansowania (np. nadmiernego opierania się na uzyskiwaniu płynności w wyniku sprzedaży aktywów).

LCR ma zwiększyć odporność banków na chwilowe niedobory płynności i wyliczany jest przez podzielenie wartości wysoce płynnych aktywów przez odpływ gotówki netto w trzydziestodniowym okresie stresu rynkowego. Wskaźnik ten powinien być niższy niż 100 proc. Odpływ gotówki netto będzie musiał być pokrywany przez rezerwy płynności w banku, stanowiące przede wszystkim gotówkę i papiery wartościowe uznawane w operacjach banku centralnego.

Jolanta Zombirt

Cały materiał na naszym portalu www.alebank.pl

Dowiedz się więcej na temat: bank | kryzys | kapitał | kredyt | bazylea | kryzys gospodarczy

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »