Reklama

Inflacja pochłonie sporą część podwyżek wynagrodzeń

Nie jest pewne, że w tym roku będziemy dysponowali realnie wyższymi kwotami w porównaniu do zeszłego roku. Co prawda płace nominalnie wyraźnie rosną, jednak ceny też. Wysoka inflacja może pochłonąć sporą część podwyżek wynagrodzeń.

Reklama

- Brakuje ludzi do pracy więc przedsiębiorcy coraz częściej "podbierają" pracowników konkurencji. Dzieje się tak, bo z miesiąca na miesiąc rosną zamówienia w przemyśle i firmy muszą zwiększyć liczbę zatrudnionych. Za każdym razem oferują im wyższą płacę niż tę, którą pracownicy mieli do tej pory - zwraca uwagę Piotr Soroczyński, główny ekonomista Krajowej Izby Gospodarczej (KIG).

Reklama

Ekonomista uważa, że właśnie te działania, a nie powszechne podwyżki płac w firmach i instytucjach, spowodują, że ludzie będą w tym roku więcej zarabiali. Jest to widoczne już teraz - wskaźnik wzrostu płac w firmach, gdzie pracuje od dziesięciu osób, wyniósł prawie 10 proc. w kwietniu.

Zdaniem Soroczyńskiego wyższe (nominalnie) zarobki powinni mieć w tym roku nie tylko pracownicy firm produkcyjnych, ale także usługowych. W turystyce, w gastronomii także trudno o pracowników - część z nich po przeszkoleniu pracuje już w przemyśle.  Także te firmy będą oferowały wyższe stawki niż do tej pory.

Piotr Soroczyński chciałby by efektem dodatkowym obecnej sytuacji na rynku pracy było zmobilizowanie części osób biernych zawodowo. - Często do tej pory stawki proponowane emerytom czy rencistom była za mało atrakcyjne, by zechcieli pracować, może to się teraz zmieni? Być może pracodawcy zaczną oferować nie tylko całe etaty i taka elastyczna praca będzie bardziej odpowiednia dla osób, które nie pracują, a utrzymują się z różnych świadczeń? - zastanawia się Soroczyński.

Zdaniem ekonomisty w ten sposób na rynek pracy może wrócić 100 - 200 tysięcy osób.

Jednak pomimo tych dobrych zmian dla kieszeni pracowników Piotr Soroczyński nie jest pewny, czy będziemy mieli realnie dużo więcej pieniędzy niż w zeszłym roku. Przeszkodą jest i może być w najbliższych miesiącach inflacja. Ostatnio wyniosła tylko nieco mniej niż 5 proc.

Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek, ekonomistka z UW, szacuje, że płace będą rosły nominalnie o 6-8 proc. w tym roku, a ceny o ponad 4 proc. Według niej podwyżki powinny być więc tylko delikatnie zauważalne realnie dla pracowników.

Ekonomistka przyznaje jednak, że struktura wzrostu cen także będzie dostrzegalna przez konsumentów: - Ceny energii elektrycznej po czterech miesiącach są wyższe o 11 proc. w porównaniu do zeszłego roku, wyraźny jest skok cen wywozu śmieci. Rosną ceny części żywności na przykład chleba czy warzyw. Ceny paliw wpłyną na podniesienie cen towarów i usług przez firmy - wylicza Starczewska-Krzysztoszek. Dodaje: - Pomimo, że obawiam się o wysokość inflacji to jednak uważam, że płace realnie będą rosły.

Z niedawnych danych GUS wynika, że przeciętnie w zeszłym roku rodziny dysponowały dochodami realnie o 2 proc. wyższymi niż w 2019 r. Pandemiczna sytuacja była wyjątkowa, bo dochody rosły, a wydatki - ze względu na ograniczenia administracyjne - nie. - Pewnie między innymi dlatego mamy wysoką, 10-proc. dynamikę przyrostu depozytów ludności - uważa Piotr Soroczyński.

Ale też w tej samej informacji na temat dochodu rozporządzalnego w gospodarstwach domowych GUS podał, że dochody z pracy najemnej stanowią nieco ponad połowę (53 proc) pieniędzy, którymi dysponowali dorośli w zeszłym roku.  Nieco ponad 9 proc. były to dochody z prowadzenia firmy. Za to aż w 24 proc. źródłem utrzymania była emerytura lub renta. To nie jedyne znaczące świadczenia dla domowych budżetów: 6 proc. stanowiły świadczenia 500+, a ponad 8 proc. inne świadczenia społeczne, w tym te, które zostały wypłacone w ramach tarczy antykryzysowej.

Oznacza to, że różne świadczenia nie związane z pracą stanowią prawie jedną trzecią źródeł dochodów. Taka struktura źródeł dochodów nie jest korzystna dla rozwoju gospodarczego. - Dla rozwoju najważniejsze są dochody z pracy - przypomina Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek. Dodatkowo, jeśli ludzie przyzwyczajają się, że dostają różne świadczenia, bo "władza im je daje" to nie będą myśleli o oszczędzaniu, będą czekali, aż znowu coś dostaną. Brak pracy i możliwość otrzymywania świadczeń uzależnia od władzy - dodaje ekonomistka.

Aleksandra Fandrejewska

Dowiedz się więcej na temat: inflacja | zarobki | praca

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »