Reklama

Los PBS, czyli katastrofa bankowa w przestworzach

Przymusowa restrukturyzacja (resolution) teoretycznie wydawała się skutecznym narzędziem, aby usunąć z rynku bank bez finansowego obciążania państwa, czyli podatników. Jednak dopiero przetestowanie resolution na Podkarpackim Banku Spółdzielczym w Sanoku pokazało, jak poważne wiążą się z tym realne konsekwencje, także dla pieniędzy publicznych. Można to wyjaśnić porównując resolution z potencjalną lotniczą katastrofą, w której ogranicza się straty.

Kryzys finansowy z 2008 r. doprowadził na świecie do upadku potężnych banków, czego symbolem stał się los banku-legendy z Wall Street - Lehman Brothers. Gdy okazało się, że banki są "zbyt duże, aby upaść", bo wpędza to w tarapaty całe gospodarki, rządy postanowiły je ratować przez nacjonalizację, czyli za publiczne pieniądze. Tak stało się w USA i wielu państwach unijnych (np. w Wielkiej Brytanii). Kolejny kryzys w strefie euro również odbił się negatywnie na unijnych bankach i ich klientach, szczególnie na Cyprze. Polskę ten problem na szczęście ominął, bo nasze banki były zdrowe kapitałowo i nie inwestowały w ryzykowne instrumenty finansowe, które rozłożyły ich europejskich i amerykańskich towarzyszy z branży.

Reklama

Z kryzysu, postanowiono wyciągnąć wnioski, aby nie powtórzył się w przyszłości, czyli pieniądze publiczne (podatników) nie ratowały instytucji finansowych. Dlatego w Unii Europejskiej wymyślono resolution: przymusową restrukturyzację, której celem jest usunięcie z rynku w sposób zorganizowany i kontrolowany banku, niezależnie od skali działalności, aby uniknąć potencjalnego udziału środków publicznych w jego akcji ratunkowej (bail-out). Oczywiście ktoś za to musiał zapłacić i w resolution wskazano, że będą to właściciele oraz wierzyciele, którzy pożyczyli bankowi swoje pieniądze, aby udzielał kredytów i wypłacał im odsetki. Alternatywą restrukturyzacji byłaby likwidacja banku, co jak pokazał przykład Lehman Brothers ma opłakane skutki.

Kiedy można zastosować resolution? Bank musi być zagrożony upadłością, sam nie potrafi sobie z tym poradzić i - w końcu - działanie takie podejmowane jest w interesie publicznym. Zgodnie z unijnymi standardami, przyjęliśmy w Polsce resolution, ale była teoretycznym rozwiązaniem dopóki w połowie stycznia nie wypróbowano jej na żywym organizmie, czyli Podkarpackim Banku Spółdzielczym. Jak mogło do tego dojść i jakie są skutki resolution?

Wyobraźmy sobie, że z lotniska startuje samolot (bank), w którym znajduje się załoga (zarząd, rada nadzorcza) i pasażerowie (klienci banku: osoby fizyczne, firmy, samorządy itd.). Przed każdym lotem załoga sprawdza czy samolot jest zatankowany (ma płynność finansową).

Tym razem też jest przekonana, że ma na tyle paliwa (pieniądze), iż doleci do celu. Na ziemi pozostają posiadacze obligacji banku i jego właściciele (spółdzielcy), którzy zapewnili pieniądze na paliwo (powinni wiedzieć, że w razie katastrofy - upadłości banku - wszystko stracą). Po sprawdzeniu check-listy bankowy samolot wznosi się w powietrze. Na pokładzie panuje spokój, lot przebiega przy dobrej pogodzie za oknem (gospodarka rozwija się dynamicznie, nikt nie mówi o kryzysie). Wśród uczestników lotu znajduje się także ktoś specjalny - szeryf pilnujący bezpieczeństwa na pokładzie (Bankowy Fundusz Gwarancyjny).

W pewnym momencie szeryf wchodzi do kabiny pilotów, patrzy na przyrządy, i dochodzi do dramatycznego wniosku - samolot ma za mało paliwa, aby dolecieć do jakiegokolwiek lotniska i bezpiecznie wylądować. Piloci przekonują, że jest inaczej, że wiedzą od jakiegoś czasu, iż paliwa może nie jest za dużo, ale że go wystarczy. Przepisy są jednak jednoznaczne: głos szeryfa jest decydujący - zajmuje on miejsce za sterami. Wie, że samolot nie ma szans, aby został zatankowany w powietrzu (z publicznych pieniędzy), bo taka możliwość była w starych modelach samolotów, a w nowym jest to niemożliwe.

Sytuacja jest dramatyczna - spadochrony ma tylko część komercyjnych uczestników lotu (osoby fizyczne z gwarantowanymi depozytami do 100 tys. euro). Jeśli szeryf nic nie zrobi, to dojdzie do katastrofy (upadłość banku), a wcześniej uratują się tylko posiadacze spadochronów. Pozostaje mu awaryjne lądowanie. Jest do tego określona procedura resolution (przymusowa  restrukturyzacja). Udaje się. Nikt z pasażerów nie ginie (nie traci w całości ulokowanych w banku pieniędzy - tak byłoby w scenariuszu upadłości poza gwarantowanymi depozytami), ale oczywiście jest wielu poszkodowanych (nieobjęte gwarancjami samorządy, firmy, osoby z lokatami na ponad 100 tys. euro). Im więcej mieli na kontach, tym ich stan jest cięższy (ponoszą większe straty).

Biznes INTERIA.PL na Twitterze. Dołącz do nas i czytaj informacje gospodarcze

Właśnie z części ich pieniędzy pokrywane są koszty katastrofy (a także posiadaczy obligacji banku i właścicieli). Dalej wszystko idzie jak w procedurze przymusowej restrukturyzacji: pasażerowie natychmiast mogą się przesiąść do nowego bankowego samolotu (Bank Nowy BFG), który tymczasowo podstawił i kontroluje Bankowy Fundusz Gwarancyjny. Tak - w dużym uproszczeniu - można zobrazować resolution.

A jednak przykład PBS pokazał, że coś nie do końca działa w resolution, biorąc pod uwagę jego założenia. Jeśli bowiem podstawowym zadaniem tego mechanizmu jest, nieobciążanie podatników (państwa) skutkami ratowania zagrożonego banku, to jak pogodzić z tym utratę blisko połowy pieniędzy publicznych, które były ulokowane w tym banku na rachunkach samorządów?

Tomasz Prusek, publicysta ekonomiczny, prezes Fundacji Przyjazny Kraj

Dowiedz się więcej na temat: bank | afery gospodarcze

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama