Reklama

Ponad 14 proc. Polaków nie reguluje bieżących opłat w terminie, zwlekając średnio do 14 dni

Jak wynika z badania UCE RESEARCH i SYNO Poland, w czasie pandemii co siódmy Polak spóźnia się z zapłatą bieżących rachunków lub innych stałych zobowiązań finansowych. Problem dotyczy głównie osób w wieku 23-35 lat i zarabiających 5000-6999 zł netto miesięcznie. Zdaniem ekspertów, nasi rodacy mają bardzo niską stopę oszczędności, jedną z najniższych w Europie.

BIZNES INTERIA na Facebooku i jesteś na bieżąco z najnowszymi wydarzeniami

Po terminie najczęściej regulowane są opłaty za mieszkanie, prąd oraz telefon. Opóźnienie trwa z reguły 7-14 dni, co deklaruje czterech na dziesięciu rodaków zalegających z płatnościami.  

14,1 proc. rodaków przyznaje, że trakcie pandemii spóźnia się z zapłatą bieżących rachunków lub innych stałych zobowiązań finansowych. Natomiast problem ten nie dotyczy 81,7 proc. respondentów z reprezentatywnej próby ponad tysiąca dorosłych Polaków. Z kolei 4,2 proc. badanych nie zajmuje stanowiska w tej kwestii.

Reklama

- Są ludzie, którzy stale mają problemy z terminowym regulowaniem rachunków, niezależnie od sytuacji w kraju. Dzieje się tak głównie ze względu na niewielkie zarobki lub brak pracy. Oni zadłużają się mocniej niż powinni. Nie sądzę, żeby pandemia wpływała na to w olbrzymi sposób. Być może bez niej ten odsetek wyniósłby nie ponad 14 proc., a 10 proc. - komentuje Piotr Kuczyński, analityk rynków finansowych.

Jak stwierdza prof. Witold Orłowski, główny doradca ekonomiczny PwC w Polsce, w czasie pandemii dochody większości ludzi nie zostały w jakiś specjalny sposób dotknięte. Częściowo udało się je ochronić dzięki dopłatom państwa i aktywności wybranych branż.

Zdaniem eksperta, przybywać będzie jednak osób spóźniających się z płatnościami. To nie musi być związane z brakiem pieniędzy. To może być decyzja wynikająca z rosnących cen, zwłaszcza energii. Część ludzi może mieć kłopot z zapłatą, ale część potraktuje płacenie po terminie jako darmowy kredyt.

- Polacy mają bardzo niską stopę oszczędności, jedną z najniższych w Europie. Jest to sytuacja, która utrzymuje się od kilkunastu lat.

Stąd też pojawiają się opóźnienia w zapłatach za bieżące rachunki. Pandemia tylko pogłębiła ten problem. Jesienią i zimą 2020 roku, kiedy była większa panika, ludzie nawet celowo nie płacili, żeby stworzyć sobie lepszą poduszkę bezpieczeństwa - mówi prof. Krzysztof Piech z Uczelni Łazarskiego.

Patrząc na dane dotyczące sześciu grup wiekowych, można stwierdzić, że z zapłatą spóźniają się przede wszystkim osoby mające 23-35 lat - 18,6 proc.. Natomiast na drugim końcu zestawienia są najstarsi badani, czyli będący w wieku 56-80 lat - 9,3 proc.

- Młodzi ludzie mają przeważnie umowy cywilnoprawne, niestabilną pracę i nieregularnie uzyskują pieniądze. A oprócz tego brakuje im nawyku płacenia rachunków. Z kolei osoby starsze są przyzwyczajone do terminowego regulowania zobowiązań. Ponadto w tej grupie wiekowej jest wielu emerytów. Oni mają stałe, choć niekiedy niskie, zasilanie emeryturą. W związku z tym potrafią to sobie obliczyć tak, żeby się utrzymać i regularnie płacić - podkreśla Piotr Kuczyński.

Analizując wielkość miejsca zamieszkania, z płatnościami spóźniają się przede wszystkim osoby z miast liczących od 100 tys. do 199 tys. mieszkańców - 16,2 proc. Natomiast na drugim końcu zestawienia są miejscowości od 50 tys. do 99 tys. mieszkańców - 11,1 proc.

Z kolei uwzględniając miesięczne dochody netto respondentów, największy problem z płynnością dotyczy osób uzyskujących 5000-6999 zł - 21,1 proc.. Najrzadziej to zjawisko występuje wśród badanych deklarujących 3000-4999 zł oraz 7000-8999 zł - po 12,2 proc.

- Zdarza się, że człowiek deklarujący większy dochód ma do dyspozycji mniej pieniędzy na bieżąco od kogoś biedniejszego. To kwestia np. wziętych kredytów. I taka sytuacja może dotyczyć osób uzyskujących 5000-6999 zł miesięcznie, które mają stosunkowo dużą zdolność kredytową. Jednocześnie ludzie nie chcą mieć zaległości wobec banków, bo wiedzą, jakie mogą być tego konsekwencje. Jeśli więc ktoś ma problem z zebraniem pieniędzy na kolejną ratę czy odsetki, to woli wstrzymać się z zapłatą np. czynszu przez 3 miesiące - dodaje prof. Orłowski.  

Ponadto z badania wiemy, które zobowiązania są najczęściej regulowane po terminie. Uczestnicy sondażu mieli możliwość wskazania kilku odpowiedzi. Na pierwszej pozycji znajduje się czynsz za mieszkanie - 25,5 proc.. Dalej widzimy rachunki za prąd - 24,8 proc., abonament za telefon - 18,8 proc., opłaty za wodę - 17,5 proc., abonament za Internet - 13,4 proc., a także ratę za pożyczkę lub kredyt gotówkowy - 12,8 proc.. Jak zaznacza Piotr Kuczyński, jeśli ktoś nie płaci czynszu, to i tak wyrzucenie go z mieszkania jest bardzo trudne. Na tablicach wywieszonych na klatkach schodowych znajdują się informacje, ile wynosi zadłużenie wszystkich mieszkańców. I niekiedy są to dziesiątki tysięcy złotych. To oznacza, że kwoty są kumulowane przez wiele miesięcy.

- Polacy wiedzą, jakiego rodzaju rachunki bez większych konsekwencji można przesunąć w czasie. I to nie dotyczy tylko czynszu. Żeby licznik z prądem został odcięty, trzeba mieć spore zaległości. Na rynku telefonii komórkowej panuje spora konkurencja, więc operatorzy niechętnie zrywają umowy. Prędzej doliczają odsetki do kolejnych faktur, a to nie jest wysoka kwota - dodaje prof. Piech.

Uczestnicy sondażu poinformowali również, ile trwa opisywane opóźnienie. Najwięcej wskazań zebrał okres od 7 do 14 dni - 39,6 proc.. Dalej mamy czas do 7 dni - 28,2 proc., a także od 15 do 21 dni - 16,1 proc. Natomiast spóźnienie powyżej 21 dni dotyczy 8,7 proc. przypadków. Z kolei 7,4 proc. respondentów nie pamięta, jak długo zwleka z opłatą. W ocenie Piotra Kuczyńskiego, sytuacja nie wygląda źle. Ekspert spodziewał się, że opóźnienia będą dłuższe.

- Polacy zwiększyli skalę swoich oszczędności w ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy. Jeśli są więc opóźnienia, to albo wynikają z roztargnienia albo dobrego zarządzania swoją płynnością finansową. I ten pierwszy czynnik często pojawia się w różnych badaniach.

Kiedyś nawet 40 proc. respondentów przyznało, że zapomina o terminach płatności. Ponadto przy niskich stopach procentowych odsetki karne naliczane urzędowo są niewielkie. Ludzie wychodzą z założenia, że mogą więc sobie pozwolić na takie opóźnienia - podsumowuje prof. Piech.

Planuj zakupy i znajdź najnowsze promocje w sklepach z ding.pl

 

 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »