Reklama

Przeżyć za 1000 złotych. Na co dziś wydają studenci?

Czas studiów to pierwszy poważny etap, w którym młodzi ludzie uczą się, jak gospodarować pieniędzmi. Finansowa strona życia studenta zależy od wielu czynników, w tym od wybranej uczelni, jej ewentualnych kosztów, trybu studiowania, stypendiów, a także lokum i pracy.

O swoich budżetach opowiadają studenci warszawskich uczelni.

Reklama

- Moje dochody z pracy w kawiarni wraz z napiwkami wynoszą 1400 zł, nie mogę pracować na pełen etat, bo studiuję dziennie - mówi Michał z Lublina (18 l.) uczący się w Warszawie na prywatnej uczelni. Wybrał uczelnię niepubliczną, więc rodzice zgodzili się na pokrycie kosztów związanych z edukacją (780 zł).

Miesięcznie musi opłacić wynajmowany pokój (600 zł), kartę miejską (55 zł), bilety PKP, by odwiedzić rodziców (60 zł). Na tzw. "życie" zostaje mu w portfelu 685 zł.

- Staram się tę sumę gospodarować na wydatki codzienne (jedzenie, spotkania ze znajomymi, wyjście do kina) i coś jeszcze odłożyć na zakup ubrania - wylicza Michał.

Pomoc rodziców jest bardzo ważna, gdy student stara się usamodzielnić. Pozwala oszczędzić zarobione pieniądze oraz dążyć do samorealizacji z większą swobodą. - Nadal mieszkam z rodzicami i zależy mi na wzbogaceniu mojego CV, nie szukam więc na razie pracy zarobkowej, a bardziej skupiam się na praktykach i stażach - mówi Tomek (19 l.), obecnie stażysta studiujący dziennie na Uniwersytecie Warszawskim.

W przyszłym roku planuje wynająć mieszkanie z kolegami, a w wakacje zamierza rozpocząć poszukiwania stałej pracy w branży, którą jest zainteresowany.

- O wydatki chwilowo się nie martwię , ani ich nie kalkuluję, za uczelnię nie płacę, wszystko jedynie kręci się wokół moich potrzeb, pokrywanych z kieszeni rodzica - podsumował Tomek.

Dla każdego studenta szukającego pracy pierwszy krok jest trudny, m.in. dlatego, że nie posiada jeszcze ani wiedzy specjalistycznej, ani doświadczenia w branży, którą studiuje.

Rafał (20 l.) uczy się zaocznie na uniwersytecie w stolicy, pracuje w call center. Mieszka w jednej z podwarszawskich miejscowości u rodziców, którzy pokrywają jego potrzeby pierwszego rzędu.

- Z mojej pensji, która wynosi 1800 zł, muszę jedynie opłacić kartę miejska na dwie strefy (105 zł) oraz uczelnię (700 zł), staram się uzbierać na samochód, więc chwilowo bardziej oszczędzam, niż skupiam się na pobocznych wydatkach - odpowiedział na pytanie o sytuację finansową.

Każdy student powinien sprawdzić ofertę dofinansowań i stypendiów proponowanych przez wybraną uczelnię, bo wybór jest szeroki i dostosowany do możliwości słuchacza danej placówki.

Dom rodzinny Klaudii (18 l.), studentki AWF-u w Poznaniu, znajduje się w oddalonej od uczelni o 80 km miejscowości. Dziewczyna mieszka w akademiku , którego koszt miesięczny wynosi 300 zł, dodatkowo otrzymuje 600 zł miesięcznie od szkoły w ramach stypendium sportowego. Rodzice co tydzień wysyłają jej około 200 zł na wydatki codzienne.

Stara się opłacić akademik ze stypendium, resztę odkłada, na wydatki wystarczają jej obecnie cotygodniowe przelewy od rodziców.

- Rozglądam się za weekendową pracą , aczkolwiek wolałabym podjąć się jej, gdy wpadnę w rytm uczelni, kolokwiów, sesji - po prostu gdy się zaaklimatyzuję i przywyknę do nowego stylu życia - mówi Klaudia. Boi się, że nie dałaby rady wszystkiego pogodzić, na szczęście, gdy jedzie na weekend do domu, bilet opłacają jej rodzice.

Jak widać na przykładzie sondowanych studentów, źródła dochodów żaka często nie są wystarczające, a pomoc rodziców okazuje się niezbędna.

kszy/Kurier PAP

Dowiedz się więcej na temat: młodzi ludzie | studenci | 1000 | student | dziś

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »