Reklama

Rzeź niewiniątek, czyli jak parabanki wykorzystują błąd w ustawie o kredycie konsumenckim

Analizując wybrane dziedziny krajowej gospodarki można mieć wątpliwości, czy aby na pewno jesteśmy państwem prawa. Żeby daleko nie szukać: pracownicy zatrudnieni w branży uważanej za najstarszy zawód świata nie płacą podatku dochodowego, a ich pracodawcy są zwolnieni od odprowadzania składek ZUS od zatrudnianych osób, nie płacą też podatku VAT.

Czy to jest sprawiedliwe? Z całą pewnością nie. Wszak branża "usług towarzyskich" ma się w Polsce bardzo dobrze. I nie zeszła do podziemia - firmy te mogą bez problemu reklamować prowadzoną działalność, wskazując swoją siedzibę także "stróżom prawa". Działają więc w pełni legalnie, choć ... nielegalnie, bo przecież polskie prawo zakazuje czerpania korzyści finansowych z cudzej prostytucji. Dzięki temu, że przedsiębiorstw tych niby w Polsce nie ma, to korzystają one ze wszystkich możliwych ulg podatkowych i zwolnień z obciążeń cywilno-prawnych, na co nie może liczyć krajowy przedsiębiorca działający w pełni legalnie i uczciwie.

Reklama

Czy tego typu anomalie w respektowaniu prawa dotyczą wyłącznie branży "usług towarzyskich"? Otóż - nie. Z podobną sytuacją spotykamy się w Polsce w sektorze ... usług finansowych. Mam tu na myśli tzw. parabanki, do których obowiązujące w naszym kraju prawo jakby się nie odnosiło.

Na początek przytoczmy definicję, czyli...

...co to są te parabanki?

Zgodnie z Wikipedią, parabank to "instytucja finansowa prowadząca działalność gospodarczą polegającą na oferowaniu usług i produktów finansowych podobnych do usług bankowych bez odpowiedniej licencji i w obszarze nieobjętym nadzorem finansowym".

Obecnie parabanki zajmują się głównie udzielaniem wysokooprocentowanych pożyczek. I dochodzimy do tzw. clou sprawy. Otóż zasady udzielania pożyczek są uregulowane w polskim prawie. Mówi o tym m.in. ustawa o kredycie konsumenckim z dnia 20 lipca 2001 r. wraz z późniejszymi zmianami wprowadzonymi ustawą z dnia 7 lipca 2005 r. (zwaną potocznie "ustawą antylichwiarską"). Oto wybrane ustępy tej ostatniej ustawy, dotyczącej zmian ustawy o kredycie konsumenckim:

  • "Maksymalna wysokość odsetek wynikających z czynności prawnej nie może przekraczać czterokrotności wysokości stopy kredytu lombardowego Narodowego Banku Polskiego" (obecnie wynoszą one 5.75 proc. - przyp. aut.)
  • "Kto zawierając z konsumentem umowę o kredyt konsumencki, pobiera korzyści majątkowe przewyższające wysokość odsetek maksymalnych (...) podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2"

Intencje ustawodawcy są jasne - każdy podmiot świadczący usługi polegające na udzielaniu pożyczek jest zobowiązany do nie przekraczania narzuconych ustawą limitów w wysokości naliczanych odsetek. Na dziś jest to 23 proc. w skali roku.

Droga pożyczka? Ale skąd - tylko 31 000 procent!

A jak się to ma pożyczek oferowanych przez parabanki? Nijak. Choć w wymienianych powyżej aktach prawnych nie znalazłem w żadnym miejscu zapisu "nie dotyczy parabanków", w tychże instytucjach koszty pożyczek rzadko są niższe od 100 proc. w skali roku. Niekiedy sięgają... ponad 31 000 proc. (słownie: trzydzieści jeden tysięcy procent). Możemy o tym przeczytać m.in. w publikacji Adama Grzesiaka pt. "Paralichwa" w "Polityce" z dnia 11 grudnia 2012 r. Oferta wymienionej w tej publikacji firmy - poniżej.

Jak to możliwe? Otóż, parabanki korzystają z pewnych ułomności ustaw, o których mowa powyżej. Do kosztów pożyczki doliczane są także różnego rodzaju opłaty, prowizje, ubezpieczenia, które w konsekwencji podbijają cenę pożyczki w dowolny sposób. Opłaty te nie są wprost "odsetkami wynikającymi z czynności prawnej", a obecnie nie ma regulacji prawnych, które pozwalają ograniczać chciwość parabanków.

Zgodnie z najnowszym aktem prawnym dotyczącym kredytów konsumenckich (ustawa z 12 maja 2011 roku), kredytodawcy są jedynie zobowiązani do "podania konsumentowi rzeczywistej rocznej stopy oprocentowania (RRSO) oraz całkowitej kwoty do zapłaty" - jak czytamy w art.13 ustawy.

W tejże publikacji znajduje się wypowiedź pana Krzysztofa Pietraszkiewicza, prezesa Związku Banków Polskich, której fragment cytuję: "firmy pożyczkowe nie są konkurencją dla banków. Nie mogą jednak działać na zasadzie całkowitej swobody". Tę "swobodę" miała ograniczyć właśnie ustawa antylichwiarska...

Po raz kolejny mamy więc do czynienia z błędami ustawodawcy, który nie ustrzegł się możliwości tak prostego omijania prawa. Kiedy to z maksymalnych 23 proc. odsetek pożyczki można - w pełni oficjalnie - narzucić klientowi koszty ... 1300 razy wyższe.

Czyż nie są to kpiny z obowiązujących aktów prawnych?

To jednak nie koniec anomalii dotyczących tej sprawy. W listopadzie br. rząd postanowił z lichwą walczyć. Brawo! W jaki sposób? Ma to być działanie zakrojone na ogromną skalę: kampania ostrzegająca Polaków przed lichwą. W szczególności przed ryzykownymi pożyczkami udzielanymi przez parabanki. Będą to m.in. spoty reklamowe w telewizji, reklamy w radiu, miliony ulotek - o czym dowiadujemy się z mediów. Do akcji włączyły się aktywnie Ministerstwo Finansów, Ministerstwo Sprawiedliwości, Komisja Nadzoru Finansowego, Narodowy Bank Polski oraz UOKiK. Tego typu działania będą, rzecz jasna, finansowane z publicznych środków. O tej akcji czytamy m.in. w Gazecie Wyborczej. W publikacji z dnia 26 listopada 2012 r. pt. "Uwaga na lichwę" wypowiada się m.in. prezes NBP prof. Marek Belka: "chcemy, aby osoby, które zastanawiają się nad wzięciem szybkiej gotówki robiły to świadomie".

Szanowny panie profesorze! A czy nie prościej i nie taniej jest po prostu dopisać jedno lub dwa zdania do felernych ustaw? Oto moja podpowiedź - poświęciłem na to niecałe dwie minuty. Proponuję dodanie do ustawy z dnia 7 lipca 2005 roku następującego zapisu:

"Maksymalny koszt pożyczki określany poprzez RRSO ( rzeczywista roczna stopa oprocentowania) wynikający z czynności prawnej nie może przekraczać ośmiokrotności wysokości stopy kredytu lombardowego Narodowego Banku Polskiego".

Oczywiście pozostaje otwarta kwestia, na jakim poziomie powinien zostać ustalony maksymalny koszt pożyczki udzielanej przez parabanki. Czy wystarczy zaproponowana przeze mnie ośmiokrotność stopy kredytu lombardowego NBP? To już wymaga głębszych analiz - wszak nie jest tu celem eliminacja parabanków z rynku, a jedynie ucywilizowanie zasad działalności prowadzonej przez te podmioty.

Na koniec publikacji największa "perełka". A właściwie: perła pełną gębą! A konkretnie...

...Perła Polskiej Gospodarki

Czy wiecie państwo, że taką właśnie nagrodę zdobył Provident Polska? I miało to miejsce pod koniec ubiegłego roku, a dokładnie 16 listopada 2012 roku. Czyli niemal w tym samym czasie, kiedy rząd wypowiedział lichwie wojnę i rozpoczął wielką kampanię ostrzegającą przed ryzykownymi pożyczkami, udzielanymi przez parabanki.

Zajrzyjmy na stronę www wyróżnionego podmiotu. Cytuję:

"Provident Polska został wyróżniony Perłą Polskiej Gospodarki w rankingu miesięcznika Polish Market i Instytutu Nauk Ekonomicznych PAN. Nagrodę wręczono podczas uroczystej Gali w Teatrze Wielkim, w której udział wzięli m.in. Przewodniczący Parlamentu Europejskiego Jerzy Buzek, Premier Waldemar Pawlak, Prezes Polskiej Akademii Nauk Michał Kleiber oraz licznie przybyli przedstawiciele świata polityki, gospodarki, nauki i kultury".

Czytając te piękne słowa na temat udekorowania największego w Polsce parabanku tak poważnym wyróżnieniem, trudno powstrzymać się przed... perlistym śmiechem. Bardziej się uśmiałem tylko raz: kiedy w 2009 roku Pokojowa Nagroda Nobla trafiła w ręce Baracka Obamy. Do kompletu brakuje jeszcze sportowej nagrody fair play dla Lance'a Armstronga.

Czy te liczby mogą kłamać?

Koszty pożyczek oferowanych przez Provident Polska niskie nie są. Poniżej przedstawiam "zrzut" z ekranu ze strony provident.pl. Jest to propozycja pożyczki, którą oferuje wyróżniony podmiot, uczciwie informując, że koszty tejże to blisko 100 lub ponad 123 proc. w skali roku. Dodam, że jest to tańszy rodzaj pożyczek oferowanych przez firmę Provident - jeśli klient zdecyduje się na wariant "homeService" (spłata pożyczki poprzez "obsługę domową"), to RRSO wynosić będzie 105,11 proc. lub 137,74 proc. Czy koszt pożyczki powyżej 100 proc. w skali roku można nazwać lichwą? Pozostawiam państwu odpowiedź na powyższe pytanie.

Czemu tak się czepiam parabanków? Odpowiem na to pytanie, cytując staropolskie, mało znane przysłowie, które niedawno znalazłem w kalendarzu na 2013 rok: "Miłosierdzie okazane wilkowi jest okrucieństwem dla owiec".

Argumenty przeciwko zadłużaniu się ponad stan, bez odpowiedniej wiedzy w tej dziedzinie i często w sposób nieprzemyślany przedstawiłem w poprzedniej publikacji pt. "Śmierć czyha na ciebie w banku". Nie będę się powtarzał, opisując konsekwencje "przekredytowania". Z całą pewnością powinniśmy przed tym chronić mało świadomych zagrożeń obywateli. Oddając "wilkom" (czytaj "parabankom") pełną swobodę w działaniu na rynku finansowym, wystawiamy im na żer ich owieczki. Często Bogu ducha winne i naiwne. Parabanki, które na mocy felernej ustawy z 12 maja 2011 roku mogą w dowolny sposób windować koszty pożyczek, wychodzą bowiem z prostego założenia:

Polak głupi, wszystko kupi

Co, niestety, znajduje potwierdzenie w obecnej rzeczywistości. Z cytowanej uprzednio publikacji z Gazety Wyborczej dowiadujemy się: "według badań przeprowadzonych przez UOKiK 20 proc. konsumentów nie czyta umowy przed jej podpisaniem". Przykładowo, rodzina, która pożycza od parabanku 1000 zł, aby godnie uczcić Wigilię i święta nie będzie miała świadomości, że w sumie kosztować może ją to 5 czy 10 razy więcej - w zależności od tego, na jaką ofertę "szybkiej pożyczki" trafi. I w jakim czasie uda się tę pożyczkę spłacić.

Dlatego też wnioskuję o skuteczne ograniczenie swobody parabanków w zakresie udzielania pożyczek. Jest moralnie naganne, że taka sytuacja ma miejsce. I to w dziedzinie tak poważnej, jaką są usługi finansowe. Szanujmy przepisy prawa i nie pozwólmy ich dowolnie interpretować, szczególnie, jeśli omijanie prawa naraża na szwank interes uczciwych obywateli. W innym przypadku ponownie aktualność zyska znane powiedzenie sprzed pięciu stuleci:

Polska (za) nierządem stoi.

Co już częściowo znajduje uzasadnienie - patrz pierwszy akapit publikacji.

Krzysztof Oppenheim

Dowiedz się więcej na temat: parabanki | oprocentowanie | kredyty konsumenckie

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »