Reklama

Stopy procentowe pogrążyły tych, którzy nie zdążyli wziąć kredytu mieszkaniowego

Polacy w zasadzie już stracili zdolność kredytową pozwalającą na zakup mieszkania. W lipcu liczba wnioskujących o bankowe finansowanie własnego M spadła o prawie 70 proc.! To najgorszy wynik, od kiedy BIK robi pomiary, czyli od 15 lat.

BIZNES INTERIA na Facebooku i jesteś na bieżąco z najnowszymi wydarzeniami

Już dane za czerwiec pokazywały, że mamy zapaść na rynku kredytów hipotecznych, ale lipcowe są jeszcze gorsze. O 66,8 proc. (w porównaniu do sytuacji sprzed roku) spadła wartość zapytań o kredyty mieszkaniowe - wynika z najnowszych danych BIK. Osób wnioskujących było zaledwie 14 tys. czyli aż o 67,8 proc. mniej niż rok temu.

Nawet w porównaniu z bardzo słabym czerwcem mamy spadek o 28 proc.!

Reklama

- Jak zapowiadałem w ubiegłym miesiącu, niestety sprawdziły się przewidywania wobec lipcowego odczytu BIK. Spadek popytu pogłębił jeszcze bardziej - osiągnął już najniższy poziom, a odbicia od dna na razie nie widać na horyzoncie - mówi prof. Waldemar Rogowski, główny analityk Biura Informacji Kredytowej. Jak dodaje, to kolejne potwierdzenie bardzo dużego schłodzenia, a wręcz zamrożenia popytu na kredyty mieszkaniowe.

To najgorszy wynik od stycznia 2007 r., czyli od 15 lat, odkąd BIK analizuje liczbę wnioskodawców. Liczba osób wnioskujących o kredyt mieszkaniowy regularnie spadała już od kwietnia 2021 roku, czyli jeszcze przed rozpoczęciem cyklu podwyżek stóp procentowych. Podwyżki ten negatywny proces pogłębiły.

Spadek wnioskujących o kredyt to efekt drastycznego spadku zdolności kredytowej - jest ona o połowę niższa niż rok temu. W uproszczeniu oznacza to, że przy tych samych zarobkach można dostać kredyt na mieszkanie o połowę mniejsze niż jeszcze kilkanaście miesięcy temu. To przede wszystkim efekt wzrostu stóp procentowych, a dodatkowo zaostrzenia przez nadzór finansowych wymogów przy badaniu zdolności kredytowej (trzeba ją teraz badać tak, jakby stopy miały wzrosnąć jeszcze co najmniej o 5 pkt proc.).

- Do lutego negatywny spadek liczby wnioskodawców był mitygowany rosnącą średnią wartością wnioskowanego kredytu, lecz od marca również ona spada co miesiąc. Może to świadczyć o tym, że kredytobiorcy starają się pozyskać finansowanie na tańsze (mniejsze) nieruchomości - mówi Waldemar Rogowski.

- Przed możliwością wystąpienia takiego negatywnego scenariusza, tzn. spadku liczby wnioskujących o kredyt mieszkaniowy oraz średniej kwoty wnioskowanego kredytu, ostrzegałem już w zeszłym roku. Obecnie niestety scenariusz ten się materializuje. Obawiam się, że w kolejnych miesiącach nadal może spadać liczba wnioskujących oraz średnia kwota wnioskowanego kredytu, co prowadzi wprost do kolejnego negatywnego rekordu w wartości samego BIK Indeksu popytu na kredyty mieszkaniowe - dodaje Rogowski.

Na razie nic nie zapowiada, że sytuacja się szybko zmieni. Z najnowszego raportu NBP opublikowanego w poniedziałek wynika, że na trzeci kwartał banki zapowiadają dalsze zaostrzanie polityki kredytowej i oczekują spadku popytu, który w przypadku kredytów mieszkaniowych ma być znaczny.  Spadek popytu już zaczął się przekładać na spadek cen mieszkań.

Monika Krześniak-Sajewicz

Zobacz również:

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »