Reklama

Niemiecki kapitał w polskich start-upach. Polacy zacierają ręce

Zapowiedź o wsparciu środkami publicznymi polskich start-upów uaktywniła niemieckich inwestorów, którzy życzliwiej patrzą w kierunku Warszawy. Na trzecią edycję "Polish Tech Night" w Berlinie przybyły tłumy.

Sala "Hallesches Haus" w Berlinie pękała w szwach. - Kolejny raz nie doceniliśmy publiczności "Polish Tech Night", która z edycji na edycję rośnie w postępie geometrycznym - uśmiecha się Ania Mencel, jedna z organizatorek imprezy.

W Berlinie polskie startupy prezentowały się niemieckimi inwestorom. Zorganizowano warsztaty, na których uczono prowadzenia rozmów z inwestorami czy zakładania nowych przedsięwzięć. - I nawiązywania kontaktów, co w tym biznesie jest kluczowe - mówi Ula Lachowicz z "Polish Tech Berlin" (jeden z organizatorów imprezy).

Dobre prognozy dla polskiego ekosystemu startupowego

- Polacy są świetnie wykształceni, mówią w obcych językach i mają unikalny talent w skracaniu dystansu - twierdzi obecny na gali duński przedsiębiorca.W spotkaniach polskiej społeczności startupowej w Berlinie bierze udział regularnie. Szuka ludzi do nowego projektu.

Reklama

- Za kilka lat Polska będzie najlepszym miejscem do zakładania biznesu technologicznego - twierdzi Bartek Gola ze SpeedUp Venture Capital Group, który reprezentował Polskę w dyskusji o różnicach między finansowaniem polskich i niemieckich startupów. Panel moderował Christian Grimm, berliński korespondent "The Wall Street Journal". Drugim rozmówcą był Max Moldenhauer, niemiecki inwestor, repezentujący jeden z większych funduszy VC, czyli firmy wyspecjalizowanej w inwestowaniu w ryzykowne biznesy.

- Dokładnie przed rokiem zaczęliśmy się zastanawiać, jaki rynek ma największy potencjał. I wypadło na Polskę, która należy do najbardziej rozwiniętych i zaawansowanych technologicznie państw Europy Środkowo-Wschodniej - mówi Moldenhauer. Jego zdaniem Polska to kuźnia talentów. Według raportu "Biznes Insider Polska" 82 procent startupowców ma wyższe wykształcenie, a 7 proc. tytuł naukowy.

Choć Polska ma tak ogromny potencjał, a rząd obiecał 600 mln euro wsparcia dla tej branży w perspektywie czterech lat, eksperci zgodnie przyznają, że nad Wisłą brakuje i będzie brakować środków na tzw. skalowanie, czyli dalszy rozwój innowacyjnych produktów. Takiego kapitału nie ma w Polsce, ale Gola wierzy, że wiedza i pieniądze przyjdą albo z Niemiec, albo np. z Wielkiej Brytanii. - Inaczej nici z globalnego sukcesu - przekonuje polski ekspert, który już dziś widzi przynajmniej trzy polskie start-upy, które taki sukces mogłyby osiągnąć w przeciągu najbliższych pięciu lat.

W Polsce brakuje "wielopokoleniowego bogactwa"

Nieporównywalnie lepiej dokapitalizowany niemiecki ekosystem start-upowy ma olbrzymie wsparcie ze strony tak zwanych, "Family Office", które zarządzają pieniędzmi bardzo bogatych rodzin niemieckich. Takie firmy budują portfele inwestycyjne, a część środków inwestują właśnie w fundusze VC. - W Polsce brakuje wielopokoleniowego bogactwa, które można inwestować w startupy - mówi Gola i raczej wątpi w szybkie wyrównanie potencjałów obu rynków.

Panuje także opinia, że zapowiadany przez obecny polski rząd protekcjonizm obróci się przeciwko miejscowym startupom. - Po tym, jak dostaną de facto "dotację od polskiego podatnika", szybciej znajdą niemieckiego inwestora. Ale na końcu i tak będą wchłonięte przez gigantów typu Google czy Facebook. Jednym słowem znikną z polskiego rynku - wieszczy jeden z obecnych na imprezie startupowców.

- Ale przecież mówimy o firmach, które mają globalne ambicje - odpiera ten zarzut Gola. Jako przykład podaje Spotify'a, który był szwedzkim startupem, a po przeniesieniu do Stanów ciągle ma ogromny wpływ na lokalną gospodarkę. - To gdzie się zaczyna ma ogromne znaczenie. Pieniądze zarobione na startupie są reinwestowane w branżę, zaś w miejscu jednego powstaje kolejny startup, uspokaja ekspert.

Dobry wieczór, guten Abend, welcome, czyli "pitchowanie"

Kluczowym elementem każdej "PolishTechNight" jest "pitchowanie", czyli dwuminutowe prezentacje polskich startupów przed niemieckimi inwestorami i akceleratorami. Następnie jest sesja pytań od przedstawicieli funduszy inwestycyjnych i publiczności.

Jakub Luboński z Bin-E pokazał w Berlinie inteligentny kosz na śmieci. - Przez lata tworzyliśmy całkiem przyjemne i dochodowe biznesy, ale uznaliśmy, że z tym koniec, że stworzymy coś, co pomaga ludziom - stwierdził w rozmowie z DW.

- Taka prezentacja to zaledwie początek - trzeba miesięcy, żeby zainwestować w któryś z prezentowanych dzisiaj startupów - studzi emocje Bartek Gola. - Każdy fundusz ogląda rocznie kilkaset takich startupów, inwestuje w kilka, a i tak jedynie połowie z nich się udaje, mówi.

Większość start-upowców przyznaje, że w tej branży najważniejszy jest networking, czyli kontakty, jakie nawiązuje się podczas takich spotkań jak "Polish Tech Night". Wizytówki dosłownie fruwają w powietrzu, a po oficjalnej części uczestnicy przenoszą się do okolicznych barów. - Freelancerzy też chcą się z kimś od czasu do czasu napić kawy. Na tym opiera się cały biznes coworkingowy - mówi Adam Formanek.

Agnieszka Rycicka, Redakcja Polska Deutsche Welle

Dowiedz się więcej na temat: startup

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »