Reklama

Tarcza antykryzysowa: Firmy wysyłają pracowników na postojowe

Już około 60 tys. pracowników zostało zgłoszonych i objętych postojowym, a tym samym tarcza uchroni ich przed utratą pracy i są to głównie zatrudnieni w dużych firmach - mówi w rozmowie z Interią Paweł Borys, prezes Polskiego Funduszu Rozwoju. - Właściwy moment na ocenę wszystkich rozwiązań tarczy to jest perspektywa najbliższych około dziesięciu dni, kiedy nastąpi jej pełne wdrożenie, ale trzeba na bieżąco monitorować sytuację i ewentualnie wdrażać kolejne instrumenty - podkreśla szef PFR.

Monika Krześniak-Sajewicz, Interia: Z gospodarek europejskich i ze Stanów Zjednoczonych napływają coraz gorsze informacje. Czy to oznacza, że z powodu pandemii koronawirusa mamy już do czynienia ze światową recesją?

Reklama

Paweł Borys, prezes Polskiego Funduszu Rozwoju: - Niestety tak. Większość głównych gospodarek weszła w marcu w koronarecesje, a spadki PKB w drugim kwartale w Europie i USA mogą być nawet ponad 10 proc.  Mamy za sobą pierwszy etap kryzysu, polegający na panice na rynkach finansowych. Ten etap został opanowany poprzez skoordynowane akcje banków centralnych przy wsparciu ogłaszanych pakietów fiskalnych. A sytuacja dwa tygodnie temu była bardzo poważna i groziła stabilności niektórych instytucji w USA i Europie. Obecnie drugi etap dotyka przede wszystkim realnej gospodarki i priorytetem jest ochrona firm i miejsc pracy. Kolejny etap to będzie słaby popyt po zapanowaniu nad epidemią i wtedy potrzebna będzie jego stabilizacja. Jest jeszcze ryzyko czwartego etapu - choć szczęśliwie niskie w Polsce - w postaci kryzysów bankowych lub finansów publicznych w wybranych krajach po okresie głównego kryzysu. Dlatego, podejmując dzisiaj decyzje, trzeba także myśleć na kilka kroków do przodu.

Rząd pracuje nad nowymi rozwiązaniami tzw. Tarczy Antykryzysowej. Pan jest współautorem tarczy, która już funkcjonuje od początku kwietnia. Jakie pana zdaniem zmiany są konieczne w pierwszej kolejności, uwzględniając już pierwsze doświadczenia. Bo jeden z głównych zarzutów jest taki, że tarcza jest skierowana do mikro i małych firm, a duże firmy zatrudniające setki pracowników nie za bardzo mogą liczyć na pomoc państwa w tej dramatycznej sytuacji...

- Sytuacja gospodarcza w Polsce i jej otoczeniu w związku z pandemią COVID-19 jest bardzo poważna. Silny spadek przychodów odczuwa obecnie już ponad połowa branż. Wynikają one zarówno z restrykcji, ale także z braku popytu lub zrywania się łańcuchów dostaw. Przykładem jest zamknięcie ponad 80 proc.  fabryk samochodów w Europie. Potrzebne jest szybkie i odważne działanie, aby chronić firmy i miejsca pracy, ale też biorąc pod uwagę bezpieczeństwo finansów publicznych.

- Obowiązująca tarcza antykryzysowa zawiera rozwiązania skierowane zarówno do małych i średnich firm, jak i dużych przedsiębiorstw. Dwa przykłady. Po pierwsze wsparcie finansowe dla dużych firm obejmuje gwarancje płynnościowe BGK do 200 mln zł, pokrywające 80 proc. wartości kredytu w banku. To jest główny instrument wsparcia płynnościowego stosowany w Niemczech, czy Francji.   

- Drugie ważne rozwiązanie dotyczy dofinansowania miejsc pracy w postaci obniżonego wymiaru czasu pracy lub postojowego. Te rozwiązania mogą być bardzo pomocne dla dużych firm, bo pozwalają obniżyć koszty zatrudnienia już od kwietnia od 60-75 proc., by zapobiec zwolnieniom. Przypominam, że wówczas państwo finansuje około połowę wypłacanej pensji oraz pokrywa składki na ubezpieczenia społeczne. Innymi słowy firmy mogą obniżyć koszty i zabezpieczyć płynność przy spadku przychodów. Oczywiście stale monitorujemy, czy to wystarczające mechanizmy, zwłaszcza dla przedsiębiorstw, których przychody spadły 80 lub nawet 100 proc. Dotyczy to także maksymalnego upraszczania procedur.

W takim razie albo jest jakiś poważny problem w komunikowaniu dostępności tych form pomocy albo jednak w praktyce nie są one takie łatwe do zastosowania...

- Tarcza działa od trzech dni. Rząd od pierwszego dnia uruchomił specjalną stronę www.gov.pl/tarczaantykryzysowa, na której można łatwo znaleźć wszelkie informacje. Jako PFR wydaliśmy także szerszy przewodnik antykryzysowy dla przedsiębiorstw dostępny na www.pfr.pl, gdzie poza informacjami o tarczy,  jest opis dostępnych instrumentów finansowych Grupy PFR, czy praktyczne porady jak radzić sobie choćby z pracą zdalną. 

- Być może jeszcze nie wszystkie firmy w wystarczającym stopniu przeanalizowały dostępne instrumenty. Ponadto niektóre rozwiązania są jeszcze na etapie wdrażania. Przykładowo, gwarancje płynnościowe BGK będą działały od tego tygodnia, nowe rodzaje wsparcia finansowego z Polskiego Funduszu Rozwoju będą dostępne jeszcze w kwietniu, po uzgodnieniu z Komisją Europejską. Więc poczekajmy aż wszystkie te formy finansowania dotrą do przedsiębiorców w najbliższych tygodniach.

- Pierwsze dane działania tarczy z Ministerstwa Rodziny Pracy i Polityki Społecznej pokazują, że bardzo wiele firm już korzysta ze zwolnień ze składek na ZUS, pożyczek z Funduszu Pracy, postojowego, czy obniżonego wymiaru czasu pracy. O ile wiem, według stanu na piątek już ok 60 tys. pracowników zostało zgłoszonych i objętych postojowym, a tym samym tarcza uchroni ich przed utratą pracy i są to głównie zatrudnieni w dużych firmach. To dobry wynik jak na trzy dni. Właściwy moment na ocenę wszystkich rozwiązań tarczy to jest perspektywa najbliższych około dziesięciu dni, kiedy nastąpi jej pełne wdrożenie, co nie znaczy, że na bieżąco nie trzeba monitorować i wdrażać ewentualnie kolejnych instrumentów. Jest pełna świadomość z jak dużymi wyzwaniami muszą sobie obecnie radzić firmy, np. problemy z zatorami płatniczymi, faktoringiem, ubezpieczeniami obrotu handlowego, czy eksportu. Krok po kroku trzeba te problemy rozwiązywać.

Ale codziennie kolejne firmy ogłaszają zwolnienia, bo nie są w stanie przeczekać. Szczególnie trudną sytuację mają te, które zostały objęte zakazem prowadzenia działalności  i te, które teraz w szczycie epidemii mają sezon sprzedażowy, np. producenci rowerów. Firma Kross już ogłosiła zwolnienia. Czy dla takich branż będzie dodatkowa pomoc? 

- Jest problem w branżach, w których jest silna sezonowość i nawet instrumenty wspierające miejsca pracy w perspektywie trzech czy sześciu miesięcy są niewystarczające i dlatego myślimy o dodatkowych programach wsparcia finansowego dla firm. Natomiast ja osobiście nie jestem zwolennikiem odrębnych  instrumentów dla poszczególnych branż, bo skutki  epidemii dotykają już bardzo wielu sektorów, więc trzeba przede wszystkim pomóc firmom, które odczuwają silny spadek przychodów, niezależnie od tego, w której branży działają. Wirus SARS-CoV-2 zaraził bardzo wiele sektorów i spowodował kryzys ogólnogospodarczy. Dlatego potrzebne są przede wszystkim działania horyzontalne takie jak olbrzymi program gwarancji BGK, zwolnienia ze składek, czy dopłaty do miejsc pracy.

Firmy, którym drastycznie spadła sprzedaż i rozważają zwolnienia pracowników boją się skorzystać z pomocy państwa, bo dopłaty dostaną przez trzy miesiące, ale warunek jest taki, że nie mogą zwalniać przez okres dwa razu dłuższy, a nie wiedzą czy będą w stanie utrzymać pracowników. Potrzebna jest jasna deklaracja czy to wsparcie będzie przedłużone ...

- Rzeczywiście to dofinansowanie jest przewidziane na trzy miesiące, ale zgodnie z ustawą, decyzją Rady Ministrów można je wydłużać już bez konieczności zmian ustawowych. Nie wiadomo jak długo potrwa epidemia, ale zakładam, że rząd będzie działał elastycznie i w zależności od sytuacji wydłużał czas działania poszczególnych instrumentów i zapewniał wsparcie tak długo jak to będzie potrzebne.

Publikował pan niedawno na Twitterze dane dotyczące prognoz bezrobocia dla krajów najmocniej dotkniętych pandemią. Czy mamy to odebrać jako przygotowywanie się na to, że w Polsce te dane mogą być równie złe, zwłaszcza jeśli chodzi o poziom bezrobocia?

- Ten kryzys jest inny - dużo większy i znacznie szybszy niż poprzednie. Potwierdzają to wskaźniki krajów, które podały ostatnio dane z rynku pracy. W Stanach Zjednoczonych 10 mln nowych bezrobotnych w ciągu dwóch tygodni, to najwięcej w historii tego kraju! W Norwegii trzykrotny wzrost bezrobocia. Wskaźniki wyprzedzające koniunkturę się załamały, jednoznacznie wskazując na głęboką recesję w drugim kwartale. Miejmy nadzieję, że od trzeciego kwartału sytuacja będzie się stabilizować i poprawiać, ale przed nami na pewno co najmniej 3-4 bardzo trudne miesiące, a później co najmniej 2-3 kwartały na ożywienie w gospodarce przy założeniu zapanowania nad pandemią w drugim kwartale.

Ostatnio sytuacja na rynku pracy była bardzo dobra, ale to się niestety błyskawicznie zmieni. Tymczasem jesteśmy systemowo na to zupełnie nieprzygotowani, a zasiłek dla bezrobotnych wynosi około 800 zł. Dla porównania, w Hiszpanii jest to 70 proc. ostatniej pensji. Jakie są pana rekomendacje jeśli chodzi o przygotowania na wzrost liczby osób bez pracy?

- Weszliśmy w ten kryzys z dobrymi fundamentami. Dług publiczny do PKB, obniżył się w ostatnich latach o 5 pkt. proc., deficyt budżetowy był na historycznie niskim poziomie, mamy wysokie rezerwy walutowe oraz kapitały i silną płynność banków. Podobnie na rynku pracy notowaliśmy historycznie niskie bezrobociem i mamy blisko 1 mln pracowników z zagranicy, więc to jest zupełnie inna sytuacja niż w Hiszpanii, która jeszcze nie uporała się ze skutkami poprzedniego kryzysu i wchodziła w ten kryzys z blisko 15 proc. stopą bezrobocia. Dlatego w Polsce nie powinno być tak złej sytuacji na rynku pracy jak w krajach południa Europy, ale bez wątpienia przy tak dużym szoku gospodarczym wywołanym pandemią niestety wzrośnie bezrobocie. Wydaje się, że już widać, że najmocniej skutki kryzysu odczuwają osoby samozatrudnione, co pokazują choćby dane o liczbie zawieszających działalność gospodarczą oraz osoby na tzw. śmieciówkach. Dlatego w tarczy przewidziano dla nich świadczenie w wysokości 80 proc. płacy minimalnej.

Konsekwencją pandemii będzie problem z ubezpieczeniem należności czyli w praktyce z ubezpieczeniem obrotu handlowego. Część firm nie dostanie limitów lub te limity, które już posiadają będą redukowane, a  to może znacznie pogorszyć płynność i skalę sprzedaży. Jakie jest rozwiązanie tego problemu? Czy głównie poprzez zwiększenie "mocy" KUKE czy tak jak robią to Niemcy, gdzie rząd ma udzielić specjalnych gwarancji dla firm ubezpieczających obrót handlowy?

- To jest rzeczywiście bardzo ważny obszar i bardzo duży rynek, bo wartość ubezpieczeń obrotu handlowego w Polsce to prawie 540 mld zł. W specustawie, KUKE uzyskało większą elastyczność jeśli chodzi o finansowanie eksportu, a KE umożliwiła agencjom eksportowym ubezpieczenie wymiany handlowej na terenie Unii w większym zakresie. Czyli, jeśli chodzi o międzynarodowy handel, to te narzędzia są dość dobre i mocne i w tym zakresie KUKE też może działać w szerszym zakresie. Natomiast pozostaje kwestia obrotu krajowego i KUKE z Ministerstwem Finansów oraz Ministerstwem Rozwoju pracują nad wdrożeniem pewnych rozwiązań, które zapobiegną sytuacji, w której firmy ubezpieczeniowe będą cięły limity ubezpieczenia obrotu handlowego, a przedsiębiorstwa nie będą miały do nich dostępu.

Czy chodzi o takie rozwiązania, które będą wspierać wszystkich ubezpieczycieli należności po to, by nie musieli drastycznie ciąć limitów czy też o to, by firmy mogły je dostać gdzie indziej, np. w KUKE?

- Chodzi o to, żeby  firmy miały normalny dostęp do limitów faktoringowych i do ubezpieczeń obrotu handlowego na rynku, nie tylko w KUKE. Różne rozwiązania są możliwie, a co do modelu najprawdopodobniej w przyszłym tygodniu zapadnie decyzja w tym zakresie.

Specustawa przesunęła o pół roku obowiązek wprowadzenia PPK w średnich firmach, ale pojawiły się postulaty, żeby w dużych firmach, w których program już działa, zawiesić na czas kryzysu obowiązek odprowadzenia składek. Jeszcze niedawno był pan przeciwny takiemu rozwiązaniu czy teraz również?

- Na świecie, tam gdzie działają takie programy, nie zawiesza się w czasie kryzysu odprowadzania wpłat dla pracowników na filar kapitałowy, gdyż wówczas pozbawia się uczestników mechanizmu uśredniania ceny wejścia, bo jeśli inwestowaliby tylko wówczas gdy jest dobra koniunktura i indeksy giełdowe wysoko, to byłoby na ich niekorzyść. Ponadto w ustawie o PPK są już mechanizmy pozwalające na zawieszanie wpłat w czasie gdy firma przechodzi poważne problemy. Natomiast systemowe zawieszenie tych wpłat byłoby bardzo niekorzystne dla uczestników, bo pozbawia ich inwestowania przy niskich wycenach.

Rozmawiała Monika Krześniak-Sajewicz

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »