Reklama

Brakuje chętnych do handlu akcjami

Brak istotnych wydarzeń i informacji oraz oczekiwanie na poważniejszy impuls wprowadziły inwestorów w senny nastrój. Niewiele zmieniło się także po rozpoczęciu sesji na Wall Street. Tamtejsi inwestorzy także nie mieli zbyt wielkiej chęci do zdecydowanego działania. Bez większego echa przechodzą publikacje wyników amerykańskich spółek, wielkiej reakcji nie było też po informacji o liczbie podpisanych umów kupna domów, która okazała się zgodna z oczekiwaniami. Rynki czekają na szczegóły dotyczące nowych regulacji dla sektora finansowego oraz informacje o sytuacji na rynku pracy. Do tego czasu trudno liczyć na większy ruch.

Pierwsza część sesji w Warszawie przebiegała pod znakiem niezdecydowania inwestorów. Indeks największych spółek zaczął od prawie 1 proc. zwyżki, jednak jej skala szybko stopniała, po czym znów nastąpiła wspinaczka w górę. Ale do poziomu z otwarcia nie udało się dotrzeć. Pozostałe wskaźniki zachowywały się znacznie gorzej. WIG zwyżkował o około 0,5 proc. Indeks średniaków, po początkowej niewielkie zwyżce, wyraźnie dążył do poziomu poniedziałkowego zamknięcia. sWIG80 przez większą część dnia znajdował się nieznacznie pod kreską.

Reklama

WIG20 rósł głównie dzięki mocno zwyżkującym cenom akcji KGHM. Początkowo zyskiwały one 2 proc., wczesnym popołudniem zwyżka doszła nawet do 4 proc. To efekt ogłoszenia optymistycznych założeń budżetu spółki na ten rok, zakładającego zysk w wysokości 2,9 mld zł. Zdecydowanie pomagały też walory PKN Orlen, które rosły o ponad 2,5 proc. Znacznie słabiej wypadały papiery PKO oraz Pekao i Telekomunikacji Polskiej, które zakończyły dzień na minusie. Ostatecznie wskaźnik największych firm zyskał 0,47 proc., WIG zwyżkował o 0,42 proc. Indeks średnich spółek zwiększył swoją wartość o 0,5 proc., a sWIG80 o 0,26 proc. Obroty wyniosły niecałe 1,3 mld zł, z czego połowa przypadała na pięć największych firm naszego parkietu.

Giełdy zagraniczne

Przewaga byków w trakcie poniedziałkowej sesji na Wall Street była niepodważalna. "Podważalna" natomiast jest radykalna zmiana nastrojów inwestorów, której analiza nie prowadzi do poważniejszych wniosków. Do zmienności ocen i reakcji powinniśmy się przyzwyczaić. W piątek spora przewaga optymistycznych informacji gospodarczych sprowokowała spory spadek indeksów, w poniedziałek dobre dane dotyczące wskaźnika aktywności gospodarczej spowodowały skok S&P500 o 1,43 proc. Skok, który zresztą w obrazie rynku niewiele zmienia i na razie można go traktować jako odreagowanie wcześniejszych spadków i próbę oddalenia się wskaźnika od rejonu zagrożenia.

Tylko część azjatyckich parkietów przejęła się amerykańskim optymizmem. Prym wiódł w tym japoński Nikkei, rosnący aż o 1,63 proc. Nie wiadomo, czy tamtejsi inwestorzy liczą na wzrost eksportu do Stanów Zjednoczonych, ale na pewno cieszy ich osłabienie się jena wobec dolara. Poza tym mają co odrabiać, bo w drugiej połowie stycznia wskaźnik spadł o prawie 8 proc. Więc jakieś odbicie "się należy". Odbijać się ciągle nie chce giełda w Chinach. Dziś co prawda spadki tamtejszych indeksów były niewielkie, bo sięgały zaledwie 0,2 proc., jednak w ciągu kilkunastu ostatnich dni, ich zniżka przekracza 10 proc. Aż 1,26 proc. stracił wskaźnik giełdy tajwańskiej. Na pozostałych parkietach było znacznie bardziej spokojnie, zmiany wartości indeksów nie przekraczały ułamka procent.

Główne europejskie parkiety zaczęły dzień nieznacznie nad kreską, zwyżkując po 0,1-0,2 proc. Skala wzrostu szybko jednak powiększyła się do 0,7-0,8 proc. Dość dobre nastroje panowały na giełdach naszego regionu. Indeksy w Bukareszcie i Moskwie zyskiwały po ponad 1 proc., w Sofii i Warszawie po 0,8 proc. W Budapeszcie wskaźnik oscylował w okolicach poniedziałkowego zamknięcia. Jedynie praski PX50 tracił wczesnym popołudniem 0,7 proc. Około godziny 16.30 paryski CAC40 zyskiwał 1,25 proc., londyński FTSE rósł o 1,3 proc., a DAX o 0,4 proc.

Waluty

Poniedziałkowe odrabianie strat przez wspólną walutę dziś rano zostało przerwane tylko na moment. W pierwszym dniu lutego kurs euro doszedł do 1,385 dolara i dopiero z tego poziomu zaczęło się większe odbicie. W poniedziałek zakończyło się w okolicach 1,39 dolara. Dziś przed południem euro zdołało jeszcze nieco pójść w górę, do 1,395 dolara, jednak większych szans powrotu powyżej poziomu 1,4 dolara raczej nie było widać.

Po wczorajszym pokazie siły dziś nasza waluta odpoczywała i na rynku było dość spokojnie. W przypadku dolara zmiany były bardzo niewielkie. W południe "zielonego" wyceniano na 2,85-2,86 zł. Kurs euro na początku dnia poprawił dwunastomiesięczny rekord słabości, jednak w południe złotemu przyszło bronić się przed powrotem ponad poziom 4 zł za euro. Nasza waluta osłabiała się także nieco w stosunku do franka, którego wyceniano w południe na około 2,7 zł. Do końca dnia sytuacja nie ulegała większym zmianom.

Podsumowanie

Sytuacja na warszawskim parkiecie wciąż niezbyt pomyślna dla byków i daleka od wyjaśnienia. WIG20 niewielki wzrost zawdzięczał jedynie spółkom surowcowym, w tym głównie miedziowemu kombinatowi i jego ambitnym planom. Zdecydowanie nie zachwycają obroty, których bardzo niska wartość świadczy o niechęci inwestorów do angażowania w akcje większych kapitałów. Trudno się zresztą temu dziwić, bo niepewność co do perspektyw trendu jest coraz większa. Nie zanosi się na to, byśmy zbliżającą się rocznicę jego trwania obchodzili w szczególnie szampańskich nastrojach.

Roman Przasnyski

Dowiedz się więcej na temat: Akcji | WIG | Warszawa | inwestorzy | handel | południe

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »