Reklama

Jesienna hossa przybiera na sile

Zdecydowane wzrosty na giełdach w Azji i Europie wypada przypisać przemyśleniom inwestorów, wynikającym z lektury protokołu z wrześniowego posiedzenia Fed. Zwyżki bowiem zaczęły się już rano, przed informacją o wyższym niż się spodziewano wzroście produkcji przemysłowej w strefie euro.

Zwiększyła się ona o 1 proc., podczas gdy liczono na wzrost o 0,8 proc. Byczej atmosfery nie zdołała popsuć informacja o sporym spadku liczby wniosków o kredyt hipoteczny w Stanach Zjednoczonych. Zasada im gorzej (w gospodarce) tym lepiej (bo Fed wspomoże) ujawnia się coraz bardziej.

Reklama

To, że Europejski Bank Centralny nie zamierza pobudzać gospodarki dodatkowymi pieniędzmi, inwestorów nie speszyło. Początek handlu na Wall Street przyniósł zwyżkę indeksów o 0,6 proc. WIG20 bije kolejne rekordy.

Polska GPW

Środowa sesja na warszawskiej giełdzie przebiegała w bardzo dobrych nastrojach. Już na otwarciu indeks największych spółek zyskiwał prawie 0,8 proc. Nieznacznie ustępował mu wskaźnik szerokiego rynku, rosnący o 0,6 proc. Tylko nieznacznie gorzej radziły sobie mWIG40 i sWIG80. Naszym inwestorom udzielił się entuzjazm widoczny na głównych parkietach europejskich. Początkowo jednak wielkiej euforii nie było widać.

W gronie największych spółek od rana błyszczały akcje KGHM, rosnące o ponad 3 proc. I nie spuściły one z tonu aż do końca notowań. W najlepszym momencie zyskiwały prawie 4,8 proc. Ten wzrost poparty był bardzo wysokimi obrotami. Z czasem do miedziowego kombinaty zaczęły dołączać kolejne firmy. Po ponad 2 proc. w górę szły walory Telekomunikacji Polskiej, PKO, PKN Orlen. Nową gwiazdą stały się jednak papiery Pekao, zyskujące ponad 4,8 proc. WIG20 ustanowił kolejny rekord całej, trwającej od lutego ubiegłego roku fali wzrostowej.

Sprawdź bieżące notowania GPW na stronach BIZNES INTERIA.PL

Wysokie obroty i silne zwyżki kursów akcji największych spółek wskazują na aktywność na naszym rynku kapitału zagranicznego. Ostatecznie WIG20 zyskał 2,48 proc., WIG wzrósł o 1,83 proc., wskaźnik średnich firm zwiększył swoją wartość o 0,66 proc. a sWIG80 o 0,81 proc. Obroty wyniosły nieco ponad 2,6 mld zł.

Giełdy zagraniczne

Po nerwowym oczekiwaniu, w czasie którego widoczne było niewielkie zwątpienie inwestorów w chęć Fed do wspomagania amerykańskiej gospodarki, wreszcie karty zostały odkryte. Z ujawnionego we wtorkowy wieczór protokołu w ostatniego posiedzenia wynika jasno, że gremium to ma chęć dodrukować trochę dolarów. Reakcja Wall Street nie była przesadnie gorąca. Indeksy co prawda wydostały się nad kreskę, ale zwyżkę trudno uznać za imponującą. Dow Jones wzrósł o 0,09 proc. a S&P500 o 0,38 proc. Właściwie nie ma się czemu dziwić.

Skoro wszyscy są pewni, że dolarów przybędzie, to wiadomość potwierdzająca ten "pewnik" nie jest żadną wiadomością, więc i euforycznie reagować byłoby głupio. Ale z drugiej strony, byki nie wykorzystały tego do bardziej energicznego podciągnięcia rynku. Ciekawe mogą być dalsze reakcje. Bowiem nawet jeśli odpowiedź na pytanie "czy" (nastąpi dostawa dolarów) uznamy za oczywistą, to pozostają jeszcze dwie kwestie: "kiedy", co tak bardzo oczywiste już nie jest i "ile", co jest jeszcze większą zagadką.

Jeśli przypadkiem Fed "zapomniałby" podjąć decyzji na najbliższym posiedzeniu, zawód mógłby pchnąć rynki na moment w dół. Ale trudno sobie wyobrazić, co będzie się działo, gdyby okazało się, że dolary będą dozowane raczej w formie kroplówki, sączącej się w tempie dostosowanym do stanu pacjenta, niż strażackiego hydrantu.

Na rynkach azjatyckich dominował dziś zdecydowany optymizm. Najsłabszy był w Japonii, gdzie Nikkei zyskał jedynie 0,16 proc. Tu negatywny wpływ mocnego jena zrównoważył dynamiczny, znacznie większy niż się spodziewano, wzrost zamówień ze strony przemysłu. Indeksy w Szanghaju zwiększyły swoją wartość o 0,6-0,7 proc. Liderem wzrostów był wskaźnik w Bombaju, rosnący o 2,4 proc., kontynuujący znakomitą passę, rozpoczętą w pierwszych dniach września.

Główne giełdy europejskie zaczęły dzisiejszą sesję od wzrostów po około 0,5 proc. Wielkiego wrażenia wtorkowa publikacja zapisu dyskusji z posiedzenia Fed więc nie zrobiła. Nastroje jednak bardzo szybko się poprawiały. Już po godzinie notowań DAX zyskiwał 1,6 proc., pokonując 6400 punktów, poziom najwyższy od września 2008 r. Nieco później sztuki tej dokonał też londyński FTSE. W Paryżu zwyżka także była imponująca, ale do pobicia żadnych rekordów nie doszło.

Opublikowane o godzinie 11:00 dane o wyższym niż się spodziewano wzroście produkcji przemysłowej w strefie euro te dobre nastroje podtrzymały. Ale to nie one leżały u podstaw wcześniejszej dynamicznej zwyżki. Tę podstawę stanowił dynamiczny wzrost notowań kontraktów terminowych na amerykańskie indeksy. Europejską gwiazdą dziś były znów Ateny, gdzie indeks zyskiwał około południa ponad 2 proc. Parkiety naszego regionu wyglądały na tym tle dość skromnie.

Sprawdź bieżące notowania indeksów światowych na stronach BIZNES INTERIA.PL

W Budapeszcie, Moskwie i Sofii wskaźniki rosły o zaledwie 0,4-0,7 proc. Do końca dnia optymizm przybierał na sile. Tuż po godzinie 16:00 CAC40 i DAX zyskiwały po 1,8 proc. a FTSE rósł o 1,2 proc.Indeks w Atenach szedł w górę o 2,5 proc.

Waluty

Wynikająca z wrześniowych zapisków Fed chęć luzowania polityki pieniężnej spowodowała bardzo wyraźną i oczywistą reakcję na rynku walutowy. Dolar osłabił się dość dynamicznie tuż po ich publikacji. Kurs euro skoczył do nieco ponad 1,39 dolara. Dziś ta tendencja była kontynuowana i poziom 1,4 dolara za euro znów był jak najbardziej aktualny. Korekcyjne umocnienie się dolara było więc bardzo krótkotrwałe a jej szybki zakończenie sugeruje, że kurs wspólnej waluty może jeszcze pójść w górę.

Sprawdź bieżące notowania walut na stronach Biznes INTERIA.PL

Tym bardziej, że Axel Weber, członek rady dyrektorów Europejskiego Banku Centralnego, oznajmił, że skupowanie obligacji przez bank centralny jest nieskuteczne i powinno być zakończone. Nowy rekord siły wobec dolara ustanowił dziś frank a kurs "zielonego" nadal trzymał się poniżej 82 jenów.

Na naszym rynku walutowym sytuacja była dziś dość ciekawa. Przecena dolara z 2,88 do 2,82 zł była naturalną konsekwencją wydarzeń na rynku światowym. Złoty był jednak dość mocny wobec euro. Jeszcze we wtorek rano za wspólną walutę trzeba było płacić 3,97 zł, dziś rano już tylko niecałe 3,95 zł. Przed południem euro zdrożało do ponad 3,96 zł. Mimo swej "światowej" siły staniał od wtorkowego wieczora z 2,99 zł do nieco ponad 2,95 zł dziś przed południem.

Podsumowanie

Spadkowa korekta z ostatnich dni okazała się niezbyt groźna i trwała bardzo krótko. Straty nią spowodowany zostały z niewielką nawiązką zniwelowane w ciągu zaledwie dwóch sesji, ze szczególnym uwzględnieniem dzisiejszej. Nagły atak popytu, skutkujący silnym wzrostem kursów akcji największych spółek i bardzo dużymi obrotami mógłby wyglądać nieco podejrzanie. Ale ta zwiększona chęć posiadania akcji była powszechna i widoczna na niemal wszystkich światowych parkietach.

Wszystko wskazuje na to, że możemy się spodziewać jeszcze jednej silnej fali wzrostów na giełdach, napędzanej nadzieją na poluzowanie polityki pieniężnej w Stanach Zjednoczonych. Warto jednak zachować ostrożność, bowiem Europejski Bank Centralny do tego luzowania dokładać się najwyraźniej nie zamierza. A i w Chinach bardziej skłonni są zacieśniać, niż luzować.

Roman Przasnyski

Dowiedz się więcej na temat: Biznes | notowania | bank | wzrosty | Fed | siła | WIG20 | hossa | bank centralny | WIG

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »