Reklama

Mamy pomysł na gospodarkę

Zostaniemy w Pekao tak długo, jak będzie to potrzebne. Nie wykluczam, że w perspektywie kilku lat zorganizujemy wtórną ofertę publiczną, tzw. SPO, dla inwestorów indywidualnych, i w ten sposób wyjdziemy ze swojego pakietu lub zmniejszymy jego wielkość - mówi Paweł Borys, prezes Polskiego Funduszu Rozwoju.

Maciej Wośko i Stanisław Koczot, Gazeta Bankowa: Ostatnich kilka miesięcy było dla PFR bardzo intensywnych. Polski Fundusz Rozwoju to de facto nowa instytucja, choć powstała na bazie Polskich Inwestycji Rozwojowych.

Paweł Borys, prezes Polskiego Funduszu Rozwoju: - To prawda. Koncepcja PFR wynika z Planu na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju wicepremiera Mateusza Morawieckiego i zakłada lepszą koordynację i integrację polskich instytucji działających na rzecz rozwoju. W przeszłości instytucji było wiele, pączkowały, podlegały różnym ministerstwom, ale - niestety - bardzo słabo ze sobą współpracowały. Nie wykorzystywano synergii między nimi, nie było wspólnych programów. Przedsiębiorcy i samorządowcy nie mieli dostępu do pełnej informacji na temat dostępnych instrumentów i nie do końca wiedzieli, gdzie mogą je znaleźć.

Reklama

I dlatego powstał PFR?

- Tak. Strategia PFR opiera się na trzech filarach: jednolitym nadzorze programów rządowych zleconych grupie PFR, jednym punkcie kontaktu dla odbiorców wszystkich programów rozwoju - który właśnie uruchomiliśmy w postaci portalu informacyjnego i profesjonalnego contact center (nazywamy go "jednym okienkiem") - oraz na wspólnym wykorzystaniu bazy kapitałowej i zasobów operacyjnych instytucji powołanych do wspierania rozwoju. Podobny model działania w ramach zintegrowanej grupy ma wiele wiodących instytucji rozwoju na świecie. Tak skonstruowany PFR może sprawnie realizować programy rozwojowe, jak również brać udział w tak znaczących projektach, jak m.in. przejęcie Pekao SA i wsparcie strategii PZU.

To nie jest jedyne przedsięwzięcie, które PFR zakończył w ostatnich miesiącach...

- Owszem. Grupie PFR udało się między innymi zrealizować projekt z Lotosem, polegający na inwestycji w infrastrukturę eksploatacji złoża B8 na Morzu Bałtyckim. Zakończyliśmy inwestycję w głębokowodne nabrzeże kontenerowe T2 w Porcie Północnym, dzięki któremu można przyjmować największe statki. Podpisaliśmy umowę z kolejową Pesą, powołującą spółkę, która zaoferuje wynajem lokomotyw z bydgoskiej fabryki, czy podwyższyliśmy kapitał BOŚ.

- Jednocześnie w grupie bardzo sprawnie wystartowaliśmy z programem Mieszkanie Plus, rośnie wolumen ubezpieczeń eksportowych, czy udało się utworzyć Polską Agencję Inwestycji i Handlu oraz kilka pierwszych jej przedstawicielstw zagranicznych, tzw. trade offices.

A dlaczego Pekao jest ważne z perspektywy PFR?

- Akwizycja Pekao ze względu na skalę i znaczenie dla sektora bankowego, jest projektem samym w sobie. Od lat byłem zwolennikiem bardziej zrównoważonej struktury właścicielskiej w polskiej bankowości. Nawet w marcu 2016 r. opublikowałem artykuł "Agenda sektora bankowego 2020", w której przedstawiłem w piętnastu punktach propozycje, które powinny zostać zrealizowane, by polski sektor bankowy był stabilny i mógł się dobrze rozwijać, a także, by był przyjazny dla klientów. Jeden z punktów postulował właśnie strukturę własności bliżej 50:50, i dzięki temu bardziej bezpieczną i stabilną dla gospodarki. Dzięki realizacji tzw. Planu Morawieckiego udało się ten cel osiągnąć, bowiem po akwizycji Pekao udział lokalnego kapitału przekroczy 52 proc.

Na czym ma polegać bezpieczeństwo i stabilność?

- Banki, a także firmy funkcjonujące w ramach międzynarodowych grup kapitałowych, znaczną część decyzji podejmują poza Polską. Centra kompetencji, na przykład w obszarze technologii, znajdują się poza naszym krajem. A to znaczy, że to nie w Polsce inwestuje się w kadry, które potrafią te umiejętności tworzyć. Z kolei lokalny, samodzielny bank musi zbudować kompetencje menedżerskie, posiadać odpowiednie zasoby do realizacji projektów rozwojowych, a nie tylko transferować je z zewnątrz i wdrażać u siebie.

- Samodzielność i bezpieczeństwo kluczowe są również w sytuacji kryzysu. Odczuliśmy to na własnej skórze w 2009 r., a także trochę w 2012, kiedy pojawiło się zawirowanie wokół strefy euro. Z powodu problemów za granicą polityka kredytowa banków w Polsce została bardzo mocno zaostrzona. Gdyby PKO BP nie podniósł kapitału i nie otworzył się mocno na finansowanie przedsiębiorstw, jestem przekonany, że kilkaset tysięcy małych firm by upadło. Z pewnością nie bylibyśmy wówczas "zielona wyspą".

- Jednym słowem, zrównoważona struktura właścicielska umożliwia budowanie dobrych lokalnych kompetencji, a z punktu widzenia rozlewania się kryzysów, stwarza większą stabilność, umożliwia podejmowanie decyzji bardziej odpowiadających specyfice danego rynku.

- Warto też zwrócić uwagę, że biznes bankowy jest rentowny, zwłaszcza w przypadku pierwszej siódemki banków działających w Polsce. Pekao wypłaca co roku ponad 2 mld zł tytułem dywidendy. Będą one teraz trafiały do lokalnych inwestorów.

To oczywiście korzystne dla bilansu płatniczego Polski, ale zarobią też na tym udziałowcy - PZU i PFR...

- PZU i PFR, biorąc na siebie odpowiedzialność za inwestycję, muszą podchodzić do tej transakcji biznesowo i wygenerować dobrą stopę zwrotu. Szacujemy, że wyniesie ona dla PFR ponad 10 proc. To atrakcyjny poziom. Jeżeli uda się jeszcze podnieść wartość akcji, będzie można na tej inwestycji dobrze zarobić.

Jak długo PFR będzie inwestorem w Pekao? Trzy, a może pięć lat?

- Zaleta PFR polega na tym, że nie jest typowym funduszem, takim jak private equity, który wyciska z inwestycji, co się da i za 3-5 lat musi wyjść z niej z zyskiem. Jesteśmy elastyczni co do horyzontu inwestycyjnego. Potrafimy być bardzo długoterminowym inwestorem, i taką potrzebę, która na rynku istnieje, jesteśmy w stanie zapewnić. W przypadku Pekao, traktujemy nasze zadanie jako czasowe. PZU bez wsparcia PFR nie byłoby w stanie podjąć się inwestycji, więc jako partner ją współfinansowaliśmy...

Kredytem z PKO BP...

- Mamy zabezpieczone finansowanie promesą w PKO BP. Zależy nam jednak na tym, by PFR korzystał z rynków finansowych w dostępie do środków. Tak się robi na Zachodzie. Na przykład niemiecki Kreditanstalt für Wiederaufbau ma 500 mld euro aktywów, a 400 mld euro pozyskuje poprzez emisje obligacji. Uważam, że inwestycja w Pekao, ale także nasze inne działania, w jak największym stopniu powinny być finansowane kapitałami z rynku, zwiększając nasz potencjał. W tej chwili zabezpieczyliśmy sobie środki w PKO BP, ale do ostatecznej struktury finansowania przejęcia banku jeszcze wrócimy.

Na pewno PKO BP może mieć w tym udział, ale chcemy też, by PFR bardziej finansował się przez emisje obligacji. Dotyczy to zarówno PFR SA, jak i BGK, który może w większym stopniu emitować obligacje na rynku krajowym, czy międzynarodowym, do czego bank się przygotowuje. W efekcie zaledwie część wspomnianej inwestycji w Pekao będzie finansowana ze środków PFR w kwocie 1,5 mld zł.

Okres inwestycji w Pekao nie jest jeszcze określony?

- Nie będzie to nieskończony horyzont inwestycyjny. Zostaniemy w Pekao tak długo, jak będzie to potrzebne. Nie wykluczam, że w perspektywie kilku lat zorganizujemy wtórną ofertę publiczną (tzw. SPO) dla inwestorów indywidualnych, i w ten sposób wyjdziemy ze swojego pakietu lub zmniejszymy jego wielkość, aktywizując inwestorów giełdowych. Pekao może być przecież silnym bankiem notowanym na GPW z rozproszoną strukturą akcjonariatu. Oczywiście, KNF wymaga, by istniał akcjonariusz referencyjny; być może wystarczy, że będzie to PZU lub PZU i my, ale z niższym udziałem. Nie musi być to - tak jak teraz - 32,8 proc., może wystarczyć 10-20 proc. Jednak najważniejsze w koncepcji repolonizacyjnej jest to, by tu, na miejscu, w Polsce, budować silne kompetencje zarządcze i by procesy decyzyjne dokonywały się lokalnie.

Czy PFR będzie inwestorem biernym, czy raczej aktywnym, czy chce mieć wpływ na zarządzanie Pekao?

- Zawarliśmy z PZU porozumienie akcjonariuszy, zgodnie z którym będziemy prowadzić wspólną politykę w stosunku do Pekao. W radzie nadzorczej będziemy mieli większość przedstawicieli, wspólnie będziemy wykonywali prawo głosu na WZA. Nie zmienimy jednak statutu banku, według którego większość członków rady nadzorczej musi spełniać kryteria niezależności. Zależy nam na dobrej jakości członkach rady i wysokich standardach zarządzania bankiem.

W obszarze właścicielskim pozostanie polityka dywidendowa, strategia, ewentualnie jakieś inwestycje kapitałowe...

- Chcemy kontynuować politykę dywidendową Pekao. Bank ma nadwyżki kapitałowe, posiada możliwość wypłacania w najbliższych latach blisko 100-proc. dywidendy. Jeżeli chodzi o strategię, nie ukrywam, że mamy zamiar mocniej się w nią zaangażować, opierając się na naszym doświadczeniu. Chcemy pomóc PZU, jeżeli chodzi o ekspertyzę bankową. Pekao ma dobrą strategię, co było widać w budowaniu wartości dla akcjonariuszy. Jednak kilka spraw wymaga wyższych priorytetów. Jednym z nich są większe inwestycje w nowe technologie. Powinno to służyć zwiększeniu efektywności, poprawie jakości usług...

...a także wizerunku.

- Oczywiście, jest to bardzo ważne. Inwestycje w nowe technologie pozwolą stawić czoła konkurencji. Ma ona miejsce nie tylko między bankami, ale również między nimi a graczami z obszaru e-commerce, firmami telekomunikacyjnymi, FinTech. Konkurencja dotyczy płatności, zarządzania aktywami, kredytów - pojawiają się na przykład platformy Peer to Peer Lending. Technologia powinna być jednym z mocnych filarów strategii Pekao. Podobnie jak finansowanie małych i średnich firm, w którym widzimy duży potencjał. Kredyty dla MSP posiadają w Polsce dwukrotnie niższą penetrację niż na świecie.

- Trzeba też pamiętać o tym, że nasza współpraca z UniCredit nie skończy się po wykupieniu przez nas jego udziałów (bank będzie miał w Pekao jeszcze przez jakiś czas około 7-proc. pakiet). Podpisujemy z UniCredit umowę strategiczną o współpracy, by zapewnić wysoką jakość obsługi klientów międzynarodowych. Umowa polega na tym, że ich klient wchodzący do Polski będzie obsługiwany przez Pekao, a nasz potrzebujący obsługi zagranicznej - przez nich. Takich klientów Pekao ma niemało; zależało nam na tym, by zapewnić im dobrą jakość usług.

Historycznie rzecz biorąc, Pekao był bankiem adresowanym do Polonii. Za granicą kapitał Polaków jest duży, i chodzi nie tylko o USA, ale i o Wielką Brytanię czy Niemcy. Tymczasem na te rynki wchodzi PKO BP. Jak będzie wyglądała konkurencja między Pekao i PKO BP za granicą, a także w Polsce?

- To, że PKO BP tworzy oddziały za granicą, nie oznacza, że Pekao też nie może tego robić. Wierzę, że zmiana właściciela w Pekao nie wpłynie na to, że obie instytucje będą ze sobą konkurowały. W Polsce jest miejsce dla 6-7 dużych banków uniwersalnych. Przejęcie Pekao przez PZU i PFR powoduje, że tworzą się dwie silne polskie grupy. Grupa PKO BP jest zdywersyfikowana, bo poza bankowością są w niej ubezpieczenia, asset management, rozpoczęła się ekspansja międzynarodowa. Z drugiej strony mamy Pekao z PZU. Obie grupy różnią się trochę profilem. Pekao jest dla klientów zamożniejszych, tradycyjnie ma mocniejszą pozycję w bankowości międzynarodowej, a także korporacyjnej. Z perspektywy klientów byłoby dobrze, żeby te banki ze sobą konkurowały, tak jak ma to miejsce między dużymi bankami w Niemczech, Włoszech czy Francji, które często też posiadają podobnych akcjonariuszy finansowych.

A z perspektywy państwa?

- Skarb Państwa, który jest pośrednio akcjonariuszem w PKO BP i Pekao, z pewnością liczy na to, że będzie miał dobre zwroty z tych inwestycji. Nie powinno przeszkadzać to w tym, by oba te banki dobrze się rozwijały. Po raz pierwszy od prywatyzacji Pekao w 1999 r. posiadamy zrównoważoną strukturę własnościową w sektorze bankowym. Widzę w tym więcej szans niż zagrożeń. Konkurencja na rynku bankowym, w tym zagraniczna, nadal będzie silna.

Czy nie spodziewa się pan konsolidacji w tym sektorze?

- Tak, spodziewam się. Przybrała ona na sile od czasu kryzysu. Konsolidacja postępuje po części dlatego, że banki matki mają problemy, a także dlatego, że bankowość stała się trudniejsza. Obniżyły się marże i banki z udziałami rynkowymi wynoszącymi 2-4 proc. z trudem generują zyski. Nie jest to model do utrzymania na dłużej. Źle by było, gdyby rynek skonsolidował się za mocno, tak jak w Czechach czy w Skandynawii. Ale zbyt rozdrobniony model też nie jest dobry, ponieważ banki niemające silnej pozycji kapitałowej są niestabilne.

Jakie widzi pan jeszcze plusy przejęcia Pekao przez PZU i PFR?

- Pojawiła się szansa, by stworzyć jeden standard płatności mobilnych w Polsce. W PKO BP powstał Blik, natomiast Pekao był jedynym dużym bankiem, który do tej inicjatywy się nie przyłączył, i wprowadził swój PeoPay. Jednak nie osiągnęli efektu skali, a Blik też przez to stracił. Na naszym rynku nie ma miejsca na dwa standardy płatności mobilnych. Jeżeli chodzi natomiast o rynek płatności kartowych, ma on przed sobą jeszcze 2-3-letni potencjał wzrostu. Jako Polska powinniśmy promować płatności bezgotówkowe, bo jest to korzystne dla klientów. Dobrze byłoby też pomyśleć o polskiej karcie, także po to, by umieścić na niej inne usługi, na przykład medyczne.

Myśli pan o wykorzystaniu Blika czy o wykorzystaniu zupełnie nowego standardu?

- Uważam, że warto oprzeć się na Bliku z udziałem Pekao.

PFR w ciągu kilku miesięcy dokonał kilku spektakularnych posunięć. Jaka jest strategia Funduszu wobec całego rynku, nie tylko finansowego?

- W ramach integrowania oferty chcemy wprowadzić wszystkie polskie instytucje rozwojowe w świat cyfryzacji. To, że jesteśmy razem, że możemy wspólnie inwestować, daje nam bardzo duże możliwości. Mam nadzieję, że w pierwszym półroczu 2017 r. udostępnimy wszystkie funkcjonalności związane z portalem i contact center, aby w jak największym stopniu obsługiwać klientów za pośrednictwem kanałów zdalnych, znanych w bankowości jako omnichannel.

Czy to znaczy, że tzw. jedno okienko ruszy wtedy pełną parą?

- Tak. Grupa PFR buduje po prostu profesjonalną zintegrowaną strukturę dla instytucji rozwojowych. To duża zmiana. Nie ma sensu, by projekty funkcjonowały osobno, tak jak do tej pory: finansowanie eksportowe oferuje KUKE i BGK, mamy fundusz dedykowany ekspansji zagranicznej, PAIH zajmujący się doradztwem i promocją eksportu. I wszystko to w ramach działań skierowanych na zagranicę. Nie może być tak, że przedsiębiorca chodzi od jednej instytucji do drugiej, by znaleźć odpowiednie dla siebie programy. Miejsce powinno być jedno. Ale żeby było jasne: nie tworzymy instytucji, która ma zastępować czy konkurować z bankami komercyjnymi. Chcemy uporządkować to, co już istnieje, dołożyć nowe, komplementarne instrumenty. Banki rozwojowe, takie jak PFR, powinny uzupełniać pewne luki rynkowe.

Jakie są to luki?

- Ze względu na nowe regulacje bankowe, ściślejsze wymogi płynnościowe, powstała na przykład luka w obszarze finansowania bardzo długoterminowego, 20 lat plus, dla projektów inwestycyjnych. Oszacowaliśmy ją na kilka miliardów złotych. Musimy tę lukę domykać i chcemy to robić z bankami komercyjnymi. Kolejna luka: finansowanie wysokiego ryzyka, czyli rynek tzw. venture capital. Wynosi ona około 3 mld zł. Tworzymy więc największą w Europie Środkowo-Wschodniej platformę dla funduszy VC - PFR Ventures, dla której zastosowaliśmy model funduszu funduszy: wybieramy prywatne firmy zarządzające, a one pozyskują inwestorów. Kolejny obszar - finansowane eksportu, zwłaszcza na trudnych rynkach. Zaproponowaliśmy razem z Ministerstwem Rozwoju nową ustawę w obszarze ubezpieczeń eksportowych, która ma umożliwić bankom stosowanie zerowej wagi ryzyka dla finansowania z ubezpieczeniem i zachęcić w ten sposób banki, żeby finansowały eksport na trudniejsze rynki.

Czy pozostanie koncepcja FIZ-ów działających w ramach PFR Ventures?

- Tak. Powstaje pięć funduszy zamkniętych, o aktywach ponad 2 mld zł.

Jakie inwestycje infrastrukturalne planuje PFR? Mówił pan o inwestycji w Gdańsku, a jakie są plany związane z Trasą Łagiewnicką?

- W 2017 r. powinna rozpocząć się jej budowa. Jest to duża inwestycja, ważna z punktu widzenia Krakowa. Na jej realizację miasto nie ma wystarczających środków. W ramach partnerstwa publiczno-prywatnego zbudowaliśmy strukturę finansowania przedsięwzięcia, współpracujemy z EBI. Drugi projekt, który znajduje się jeszcze na początkowym etapie, ale zawieramy już wstępne porozumienie, to obwodnica Szczecina, biegnąca od strony Polic. Inwestycja jest bardzo ważna, ponieważ ciężarówki z chemikaliami jeżdżą do zakładów Police przez teren aglomeracji. To dwa szczególnie istotne projekty, zarówno dla Krakowa, jak i dla Szczecina.

Czy udział PFR ma w tych projektach charakter komercyjny?

- Ze względu na regulacje prawne musimy działać na zasadach rynkowych, czyli przy rynkowym koszcie kapitału i rynkowych oczekiwanych stopach zwrotu. Oczekiwania mają jednak charakter widełek, a my nie jesteśmy instytucją nastawioną na maksymalizację zysków, chociaż na pewno zależy nam na tym, by realizowane przez nas inwestycje były rentowne. I po prostu musimy dbać o środki, którymi dysponujemy. Nasza rola polega na tym, by prowadzić trudniejsze projekty, a także, by dostarczać ekspertyzy ustrukturyzowania inwestycji. W przypadku takich przedsięwzięć jak Trasa Łagiewnicka czy obwodnica Szczecina, ekspertyza na temat konstrukcji inwestycji pod względem prawnym, finansowym, bezpieczeństwa z punktu widzenia zarówno finansów miasta, jak i PFR wymaga wielu miesięcy pracy.

- Swoją rolę widzimy również w przygotowaniu jednego przykładowego projektu, który potem może być powielany przez inne instytucje. Tak na przykład postrzegamy rewitalizację starówki Radomia: tworzymy spółkę miejską, do której wnoszona jest część nieruchomości, PFR udostępnia finansowanie, częściowo kapitałowe i częściowo dłużne, a gdy nieruchomości będą osiągały dochód, finansowanie zostanie spłacone i PFR wyjdzie z inwestycji.

Które projekty, pana zdaniem, są obecnie najważniejsze dla polskiej gospodarki?

- W cyklu spowolnienia gospodarczego, w jakim znaleźliśmy się teraz, wyzwaniem jest to, aby inwestycje w 2017 r. przyspieszyły. Zdecydują o tym trzy obszary: inwestycje samorządowe, drogowe i kolejowe. My posiadamy narzędzia finansowe, ale nie zarządzamy procesem inwestycyjnym właściciela projektu. Staramy się monitorować rynek i zachęcać samorządy do większej aktywności, jeżeli chodzi o przygotowania nowych projektów inwestycyjnych.

W jaki sposób PFR zachęca samorządy?

- Proponujemy pakiet finansowy, możemy pomóc w jego organizacji, i wszystko to jesteśmy w stanie zrobić stosunkowo szybko. Pragnę jednak podkreślić, że nie powinniśmy postrzegać PFR poprzez pryzmat kilku inwestycji, chociaż są one bardzo ważne. Zasięg naszych instrumentów jest znacznie szerszy.

Czy ma pan poczucie, że znaleźliśmy się w takim momencie, że dzieją się rzeczy, których znaczenie wybiega wiele lat naprzód? I że PFR w tym uczestniczy?

- Tak, myślę, że jesteśmy w ważnym miejscu. W ciągu ostatnich 27 lat zrobiliśmy bardzo dużo, opieraliśmy się jednak w dużej mierze na transferze wiedzy, technologii i kapitału z zagranicy. Kraje, które chcą osiągnąć poziom zamożności taki jak w Europie Zachodniej, powinny zastosować inny model. Musimy sami tworzyć technologie, zakładać firmy o potencjale międzynarodowym, musimy mieć innowacyjną, elastyczną gospodarkę opartą na wiedzy, więcej kapitału finansowego i intelektualnego, dobre połączenie pomiędzy edukacją, uczelniami, przemysłem, dobre warunki prowadzenia biznesu. Musimy też mieć w końcu rynek kapitałowy, dla którego premier Mateusz Morawiecki zaproponował Program Budowy Kapitału. Potrzebujemy kapitału długoterminowego, który jest zawarty w systemie emerytalnym. Trzeba więc stworzyć silny III filar.

- PFR ma za zadanie inicjować pomysły na budowanie konkurencyjnej gospodarki, a także ma proponować narzędzia tam, gdzie są one potrzebne. Większość krajów na świecie dostrzegła, że potrzebuje instytucji, które będą dostarczały narzędzi rozwojowych. W Niemczech aż 17 proc. PKB dostarcza KfW - tamtejszy bank rozwoju - przez programy, które dystrybuuje. We Francji rozwój gospodarczy wspiera Caisse des Dépôts. Na świecie działa 150 banków rozwoju. Realizują one programy istotne z punktu widzenia polityki gospodarczej państwa.

- Moment na pewno jest ważny. Dokonuje się potężna zmiana w strukturze gospodarki światowej, liczy się technologia, centra badawczo-rozwojowe, a mniej huty. Polska ma mocną branżę informatyczną, ale dobrze by było, żeby produkowała ona nie tylko oprogramowanie, ale żeby na tej bazie powstawały firmy, wychodzące ze swoimi produktami na cały świat. Niestety, tylko jedna trzecia naszego eksportu pochodzi z polskich przedsiębiorstw, dwie trzecie odbywa się w ramach międzynarodowych grup. Dzisiaj trzeba szybko biec: stworzyć dobry produkt, od razu ruszyć z nim za granicę, zająć dobrą pozycję. I przejmować konkurentów.

Rozmawiali Maciej Wośko i Stanisław Koczot

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »