Reklama

PGE: Związkowcy kontra zarząd

W grupie PGE trwa spór między pracownikami a zarządem. Główną osią niezgody jest poziom zatrudnienia w grupie. Zarząd w obliczu transformacji chce zmniejszać liczbę etatów, w miarę jak kolejni pracownicy będą odchodzić na emerytury. Załoga domaga się, by miejsca pracy były odtwarzane i alarmuje, że w przeciwnym razie pojawią się problemy z produkcją prądu i będziemy zdani na importu energii z zewnątrz.

Obecnie PGE zatrudnia 42 tys. pracowników. Prezes PGE Wojciech Dąbrowski przy okazji publikacji strategii firmy informował, że do 2030 roku zatrudnienie w grupie spadnie o 15 proc., a do 2050 roku o 50 proc. Tłumaczył wówczas, że będzie to wynik automatyzacji i cyfryzacji procesów. Zapewniał, że redukcję będą następować wyłącznie w wyniku stopniowego przechodzenia pracowników na emerytury.

Pracownicy domagają się z kolei realizacji porozumień etatyzacyjnych, zakładających odtwarzanie etatów. Określają one stan zatrudnienia w grupie w kolejnych okresach. - Pisaliśmy do władz spółki już we wrześniu, wskazując, że pracodawcy większości oddziałów nie realizują tego porozumienia, czyli zmniejszają stan zatrudnienia. Na tę chwilę odeszło już około tysiąc osób, a rok przecież jeszcze się nie skończył. Liczba ta się zwiększy, a zadań nie ubędzie - mówi Interii Waldemar Lutkowski, przewodniczący ZZPRC KWB Bełchatów. - Natomiast faktem jest, że odejścia były naturalne, następowały w wyniku przejść na emeryturę - przyznaje.

Reklama

Lutkowski informuje, że obecne porozumienia są zawarte do końca grudnia. Do końca roku powinna zostać określona też etatyzacja na lata 2021-2022. - Gdy wszczynaliśmy spór, nie było żadnej reakcji strony rządowej ani zarządu, że trzeba te porozumienia realizować, dyskutować na ten temat, mając na uwadze perspektywy kolejnych lat - mówi Lutkowski. - Zależy nam na egzekwowaniu tych porozumień bądź ich zmianie wskutek porozumienia, ale to też wynika z materiału, który zarządowi PGE przedstawiliśmy, natomiast nie ma woli z drugiej strony - dodaje.

Ekonomia przede wszystkim

PGE tłumaczy, że porozumienia etatyzacyjne, do których odwołują się związki zawodowe, były podpisane cztery lata temu. - Wszyscy wiemy, że energetyka się zmienia i cztery lata temu sytuacja była zupełnie inna niż teraz. Przed sektorem stoją zupełnie inne wyzwania, potrzebny jest inny poziom zatrudnienia. Jest niższe zapotrzebowanie na energię elektryczną produkowaną z węgla - bloki są w mniejszym stopniu obłożone - wyjaśnia Interii rzeczniczka grupy PGE, Małgorzata Babska.

Dodaje, że nie można opierać się na niebiznesowym, automatycznym odtwarzaniu etatów, nie patrząc na to, czy jest taka konieczność. Zatrudnienie pracowników powinno następować tylko tam, gdzie jest taka faktyczna potrzeba i uzasadnienie ekonomiczne. Poziom zatrudnienia miałby odpowiadać potrzebom każdego pracodawcy, czyli spółek z grupy i oddziałów, a zarząd PGE miałby tu odgrywać rolę mediatora procesu. - Zarząd przedstawił propozycję porozumienia przedstawiającego racjonalną ścieżkę wypracowania poziomu zatrudnienia, bo tu jest kość niezgody. Chcemy to zrobić we współpracy ze stroną społeczną - podkreśla rzeczniczka.

PGE informuje, że zaproponowało powołanie społecznej rady holdingu. Mieliby się w niej znaleźć przedstawiciele pracodawców grupy PGE, czyli spółek i oddziałów, przedstawiciele związków zawodowych i zarząd PGE w roli mediatora. Byłoby to gremium pozwalające na bieżącą konsultację kwestii pracowniczych. - Zawarte w projekcie porozumienia propozycje wychodzą naprzeciw postulatom strony społecznej, a jednocześnie nie zagrażają funkcjonowaniu grupy. Jednak związki wszystkie te propozycje odrzuciły bez uzasadnienia - mówi Babska.

Rząd czy zarząd?

Na linii pracownicy - zarząd iskrzy, ale obie strony podkreślają, że liczą na porozumienie. Załoga zaznacza, że strajk to ostateczność. PGE SA zapewnia, że chce rozmawiać, choć nie jest stroną sporu zbiorowego (stronami są poszczególni pracodawcy, czyli poszczególne spółki z grupy i oddziały spółek). Wszystkim zależy na tym, by transformacja nie pogrążyła firmy w kłopotach i by odnaleźć się w realiach Nowego Zielonego Ładu.

Związkowcy weszli w spór z zarządem spółki, ale tak naprawdę ma się wrażenie, że to również protest wymierzony wyżej, w stronę rządu i ministerstwa. Na pytanie, czy to właśnie krajowe władze nie są w dużej mierze adresatem ich żądań, Lutkowski odpowiada: "W linii prostej tak, ale trudno strajkować przeciwko rządowi". Zaznacza, że konieczne jest określenie polityki dla całego sektora, jej brak może być bowiem bolesny w skutkach.

Zarząd PGE podkreślał niejednokrotnie, że potrzebne jest działanie państwa, by rozwiązać ręce grupom energetycznym. Chodzi o wydzielenie aktywów węglowych do odrębnego podmiotu, co umożliwiłoby pozyskiwanie finansowania na inwestycje w OZE, banki nie chcą bowiem oferować kredytów podmiotom posiadającym tzw. brudne aktywa. Prezes Wojciech Dąbrowski, mówił wprost: jeżeli nie wydzielimy aktywów węglowych, to za półtora roku będziemy musieli ogłosić upadłość. Podkreślał, że najlepiej byłoby przeprowadzić tę operację już w przyszłym roku.

Brak przejrzystego planu co do procesu wydzielenia budzi obawy związków. - Ministerstwo na razie nie wie, jak to ma wyglądać - mówi Interii Lutkowski.

Czas określić detale

Potrzebne są konkretne wskazówki co do działalności grupy w najbliższych latach. - Nie ma rozstrzygnięć co do zakresu funkcjonowania PGE w przyszłości, ile elektrowni, na jakiej mocy ma pracować w perspektywie 2021 czy 2022 roku. Ja jestem w stanie wszystko zrozumieć, tylko niech nam ktoś dzisiaj na dwa lata do przodu określi plan działań - zaznacza Lutkowski. - Za chwilę znajdziemy się w takiej sytuacji, że przerwy w dostawie prądu będą następować, bo będą problemy, by firmy energetyczne mogły normalnie funkcjonować. Stan zatrudnienia uniemożliwi bezpieczne funkcjonowanie tych firm - dodaje.

Powszechną wiedzą jest, że ceny do uprawnień emisji CO2 będą szybko drożały, bo będzie ich coraz mniej. Lutkowski przytacza prognozy analityków zakładające ceny na poziomie 60-70 euro w 2030 roku. Jest ryzyko, że firmy będą trwale nierentowne, a Polska będzie zdana na import energii. - Na tę chwilę ani minister Kurtyka, ani wicepremier Sasin, ani premier Morawiecki nie mówią, jakiego typu instrumenty mają być wdrożone, by bezpiecznie przejść transformację - informuje przewodniczący ZZPRC KWB Bełchatów.

Konieczne są działania, które pozwolą regionom węglowym odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Pracownicy będą musieli się przebranżawiać, zmienić profil swojej pracy. - Jeśli by to poszło w tym kierunku i rząd miałby pomysł na to, jak to zrobić, jakie instrumenty należy wdrożyć, byłoby tu pole do szerokiej dyskusji. Na razie nic takiego nie obserwujemy - mówi Lutkowski.

Zarząd PGE również liczy przyszłe wydatki z tytułu drożejących uprawnień do emisji CO2. Spółkę czeka wiele wyzwań. Przed grupą ogromne inwestycje - 75 mld zł do 2030 roku. PGE musi zorganizować finansowanie na zielone inwestycje, zaplanować je i przeprowadzić. Transformacja ma też uwzględniać dalsze perspektywy regionów węglowych. Czasu, wbrew pozorom, nie jest aż tak dużo.

Eksperci związani z branżą podkreślają, że brakuje krajowej mapy dla sektora i odgórnych działań, które wspierałyby podmioty w procesie transformacji. - Pierwszym krokiem, który powinniśmy wykonać jako Polska, jest otwarcie na nowo rozmowy o strategii energetycznej. Ścieżek dochodzenia do redukcji emisji może być wiele, a Polska wciąż nie zdecydowała się na żadną, bo nie mamy przyjętej przez rząd strategii energetycznej. PEP jest cały czas tylko projektem, w dodatku nawet nie wiemy na ile ostatecznym. Nie znamy też w pełni jego treści, bo dostępna jest tylko skrócona prezentacja głównych założeń tego projektu - informuje Izabela Zygmunt, ekspertka ds. klimatu z Polskiej Zielonej Sieci.

Konieczna jest synchronizacja działań w grupach energetycznych, by zapewnić bezpieczeństwo dostaw prądu, a także wsparcie legislacyjne. Cały czas zablokowany jest rozwój energetyki wiatrowej na lądzie, nie ma ustawy o spółdzielniach energetycznych. - Jest mnóstwo przeszkód, które trzeba usunąć - podsumowuje ekspertka.

Monika Borkowska

***

Trwa wielka loteria na 20-lecie Interii! 

Weź udział i wygraj! Każdego dnia czeka ponad 20 000 złotych - kliknij i sprawdź

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »