Reklama

Unijne sankcje wobec Iranu a ropa naftowa

UE właśnie zgodziła się nałożyć embargo na import ropy naftowej z Iranu. To powszechnie oczekiwane posunięcie wpisało się w program sankcji nakładanych na ten kraj w związku z jego zamiarem rozwoju broni jądrowej, przy czym krajom, które obecnie importują ropę z Iranu, dano czas do 1 lipca na znalezienie nowych dostawców.

Przez Cieśninę Ormuz w trakcie weekendu przepłynęło sześć okrętów wojennych z USA, Wielkiej Brytanii i Francji, zaś rynek nerwowo oczekuje obecnie na odpowiedź Teheranu. W trakcie ostatniego miesiąca irańskie władze kilkukrotnie groziły zamknięciem tej ważnej cieśniny, przez którą codziennie przewożonych jest około 20 proc. światowej ropy naftowej.

Rządy zachodnie pod przewodnictwem Wielkiej Brytanii i USA stwierdziły, że są w stanie utrzymać drożność cieśniny, a także dołożą wszelkich starań, aby zapewnić bezpieczeństwo przewozu ropy produkowanej przez kraje leżące nad Zatoką Perską. Europa importuje około 450 tysięcy baryłek dziennie, zaś kluczowi odbiorcy, tacy jak Grecja, Włochy i Hiszpania, będą obecnie musieli poszukać źródeł zaopatrzenia gdzie indziej - naturalnym kierunkiem dla tankowców wydaje się Libia, której eksport ropy stabilnie rośnie od czasu zakończenia wojny domowej.

Reklama

Ryzyko konfliktu, na które coraz większą uwagę zwracano w grudniu, przyczyniło się do wzrostu ceny ropy Brent o 10 proc. do początkowych dni stycznia - później jednak inwestorzy skupili się na nie najlepszych prognozach popytu na czarne złoto w pierwszym półroczu 2012.

Irańscy politycy prawdopodobnie będą musieli postępować bardzo ostrożnie, ponieważ obecnie społeczność międzynarodowa dowiodła swojej determinacji - wiedzą już, że próba zablokowania Cieśniny Ormuz najprawdopodobniej zakończy się gwałtownym wzrostem cen, na którym ucierpią wszyscy konsumenci ropy, w tym Chiny, jej największy nabywca.

Cena ropy Brent wzrosła o dolara do 111 USD za baryłkę - nadal jest to jednak około czterech dolarów poniżej styczniowego maksimum. Ograniczona reakcja dowiodła, że komunikat został już zdyskontowany, zaś ceny mogą wzrosnąć dopiero po dalszej eskalacji konfliktu. Spekulanci w dalszym ciągu zwiększają długie pozycje netto, bacznie obserwując wzrost ryzyka geopolitycznego - zapewne właśnie ze względu na ich dotychczasową działalność ceny nie wzrosły tak bardzo, jak można byłoby się tego spodziewać.

W najbliższych dniach i tygodniach rynek będzie nerwowo wyczekiwać następnego ruchu Iranu, zaś w mało prawdopodobnym przypadku wybuchu konfliktu zbrojnego cena ropy może wzrosnąć nawet o 20-40 dolarów, w zależności od drożności cieśniny. Gdyby taki wzrost utrzymał się dłużej, niewątpliwie przywołałby z zaświatów widmo globalnej recesji w stylu lat 2008-2009, która poważnie obniżyłaby popyt na ropę, zwiększając ryzyko załamania ceny - a na tym nie zależy obecnie nikomu, nie tylko Arabii Saudyjskiej.

Uwzględniając to, co obecnie wiemy o sytuacji w zakresie podaży i popytu, sądzimy, że ceny ropy są raczej wysokie, chociaż w przewidywalnej przyszłości z pewnością będą zawierać premię za ryzyko geopolityczne, w rezultacie czego zajmowanie krótkich pozycji pozostanie grą dla najodważniejszych.

Ole S. Hansen

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »