Reklama

Wiara inwestorów w politykę Obamy

Stany Zjednoczone przejmują "pałeczkę" od rozpędzonych gospodarek krajów wschodzących w drodze do definitywnego zakończenia kryzysu. Siłę amerykańskiej gospodarki potwierdzają również eksperci finansowi ankietowani przez Bloomberg, którzy uważają, że USA stały się w ostatnim czasie najatrakcyjniejszym miejscem do inwestowania, wyprzedzając Chiny, Brazylię, Indie i Rosję (BRIC).

Inwestorzy zaufali determinacji prezydenta Obamy w przywrócenie solidnych fundamentów największej gospodarce globu. Choć amerykańska gospodarka wciąż jeszcze boryka się z problemami to jednak w szybkim tempie odradza się z recesji. Zagrożeniem pozostaje sytuacja fiskalna, która - podobnie jak w Europie - może zapoczątkować drugą falę kryzysu. Z drugiej strony, potencjalny większy wzrost gospodarki powinien sprawić, iż Stanom uda się doprowadzić budżet do porządku w szybszym tempie niż w krajach Unii. Dobrą sytuację w Stanach podkreśla również szef Rezerwy Federalnej Ben Bernanke, który w wypowiedzi z 07 czerwca twierdził, że choć bezrobocie pozostaje wciąż wysokie, to gospodarka nadal wzrasta w stabilnym tempie.

Reklama

W najnowszej kwartalnej ankiecie przeprowadzonej wśród ekspertów finansowych, wykorzystujących do swojej pracy platformę Bloomberg, prawie 40 proc. respondentów oceniła USA jako najlepszą okazję inwestycyjną w przyszłym roku. Kolejne miejsca zajęły kolejno Brazylia, Chiny i Indie, czyli największe mocarstwa rynków wschodzących (trzy z czterech państw tzw. regionu BRIC). Rynki wschodzące skupiają na swoim obszarze aż 84 proc. populacji i są odpowiedzialne za 50 proc. światowego PKB, przy czym obecnie stanowią tylko 10 proc. globalnej kapitalizacji giełdowej. Poprzez dynamiczny rozwój rynki wschodzące, skracają dystans do krajów rozwiniętych. Choć w długim horyzoncie czasu nadal wydają się bardzo atrakcyjnym regionem to opublikowane w ostatnim czasie wskaźniki wyprzedzające ostrzegają przed możliwym spowolnieniem rozpędzonych gospodarek BRIC.

Problemy Grecji, obniżenie ratingów Hiszpanii i Portugalii, a także ostatnie doniesienia z Węgier sprawiły, że wzrosła liczba inwestorów ankietowanych przez Bloomberg (do 42 proc. z 21 proc. w styczniu), oceniających, iż pogarsza się sytuacja światowej gospodarki. Najbardziej pesymistycznie sytuację oceniają Amerykanie. Nie dziwi zatem, iż premia płacona za opcję, zabezpieczające przed ewentualnymi spadkami indeksu S&P500, zbliżyła się do rekordowych poziomów. Odnosząc się do historii, sytuacja na rynku opcji w USA taka jak obecnie, prowadziła 5 razy częściej do wzrostów niż do spadków na giełdzie w Stanach wciągu kolejnych sześciu miesięcy.

Od strony analizy makroekonomicznej, nie widać jeszcze żadnych oznak świadczących o tym, że zagrożona mogłaby być kontynuacja ożywienia globalnej gospodarki. W maju inwestorzy ciągle jeszcze dyskontowali potencjalne zagrożenia a nie rzeczywiste wydarzenia, które groziłyby powrotowi recesji. Wydaje się, że w średnim terminie lepiej obecnie kierować się sygnałami technicznymi. Jeżeli rynki akcji w najbliższych dniach nie odwrócą tendencji lecz powrócą do wyraźnych spadków, to nie wykluczone, że warto będzie na dłuższy czas zmniejszyć udział akcji w portfelu.

Marek Arent, Rafał Lerski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »