Reklama

Zmiany klimatu zapowiadają boom na rynku metali

Redukcja do zera do 2050 r. bilansu emisji gazów cieplarnianych na świecie - co deklaruje coraz więcej krajów i instytucji - wywróci do góry nogami ceny nie tylko tradycyjnych surowców energetycznych, ale także metali. Straci na znaczeniu nie tylko węgiel, ale i ropa. Najwięcej zyskają nikiel, kobalt i lit.

BIZNES INTERIA na Facebooku i jesteś na bieżąco z najnowszymi wydarzeniami

Podstawowe metale zdrożeją w tym roku o 57,7 proc. - prognozuje Międzynarodowy Fundusz Walutowy (World Economic Outlook October 2021) - ale to zaledwie drobna przygrywka do zmian, jakie czekają w najbliższych latach światowe rynki metali. Ma to związek z rozwojem nowych technologii wytwarzania i magazynowania energii. Konsekwencje zmian cen nie pozostaną obojętne dla tempa i kierunku zmian gospodarczych w świecie, a niewykluczone, że wpływać będą także na geopolitykę.

Reklama

Jeśli światowa gospodarka ma się rozwijać przy jednoczesnej redukcji emisji gazów cieplarnianych, to źródłem energii w coraz mniejszym stopniu będzie spalanie paliw kopalnych. W coraz większym zaś - korzystanie z odnawialnych jej zasobów, zapewnianych przede wszystkim przez promienie słoneczne, wiatr oraz pozyskiwany z ich udziałem wodór. Produkcja potrzebnych do tego urządzeń i instalacji wymaga natomiast gigantycznego wręcz wzrostu zużycia metali podstawowych i rzadkich, a także innych deficytowych w przyrodzie minerałów.

Na rynkach surowcowych największą wartość mają obecnie metale podstawowe. Według danych MFW, który wspomaga się danymi i ocenami Międzynarodowej Agencji Energetycznej oraz Banku Światowego, liderem na rynku metali jest miedź. W 2020 r. jej produkcja osiągnęła w świecie wartość 123 mld dolarów. Nieznacznie jej ustępuje aluminium (107,0 mld dol. w 2020 r.). Nikiel, cynk i ołów pozostają w tyle. Wartość rynków molibdenu, kobaltu, litu, a także nie notowanych na razie na giełdach - wanadu i grafitu - nie przekracza 5 mld dolarów rocznie.

W perspektywie najbliższych 20 lat sytuacja może się znacząco zmienić. Pęd ku elektromobilności znacząco zwiększa na świecie popyt na surowce potrzebne do produkcji baterii elektrycznych. Eksperci rynków surowcowych MFW spodziewają się, że w latach 30. będzie on przeciętnie ponad 25-krotnie większy niż w drugiej dekadzie XXI wieku. Popyt na grafit wzrośnie w tym czasie ponad sześciokrotnie, a na kobalt - ponad pięciokrotnie.

Wzrost cen tych surowców, a przez to ich znaczenie dla wartości całego rynku w świecie, może być jednak znacznie wyższy. W skorupie ziemskiej nie ma nieograniczonych zasobów metali, zwłaszcza tych rzadkich. Są one przy tym nierównomiernie pod względem geograficznym rozlokowane. Przykładowo 50 proc. światowej produkcji kobaltu pochodzi z Demokratycznej Republiki Konga, gdzie znajduje się aż 70 proc. rozpoznanych złóż tego metalu. Większość litu pochodzi z Australii i Chile, a grafitu z Chin.

Jak będą się zmieniać w przyszłości ceny surowców ważnych z punktu widzenia rozwoju energetyki bezemisyjnej i innych zastosowań związanych z elektromobilnością. To gra - co podkreślają eksperci MFW - z bardzo wieloma znakami zapytania. Nie wiadomo, jak długo gospodarka światowa będzie wychodzić z recesji spowodowanej koronawirusem. A to będzie wpływać na popyt na wyroby konsumpcyjne wykorzystujące nowe źródła energii, pośrednio zaś - na zapotrzebowanie na stosowane w nich metaliczne komponenty.

Trudno jest także przewidzieć, jakie zmiany technologiczne mogą nas czekać w najbliższych latach w zakresie pozyskiwania i magazynowania energii. Mają one wpływ na rodzaj wykorzystywanych materiałów, w tym i metali, a co za tym idzie także na ich ceny. Warto przypomnieć, ze jeszcze dekadę temu technologicznym liderem w rozwoju energetyki ze źródeł odnawialnych były elektrownie wiatrowe. Postęp techniczny i spadek cen wysunął obecnie na czoło ogniwa fotowoltaiczne.

Brak też odpowiedzi na kluczowe pytanie, na ile realne będzie osiągnięcie celów stawianych w światowej polityce klimatycznej. Z wielu krajów, od wielu rządów i instytucji, padły deklaracje dokonania takich przemian, aby do 2050 r. gospodarki osiągnęły stan zeroemisyjności netto. Eksperci MFW są w tej sprawie nieco sceptyczni. Powodem może być nie brak dobrej woli, ale fizyczny brak niektórych rodzajów metali i minerałów oraz wysoki koszt ich pozyskania. Wysoki popyt na metale o znaczeniu strategicznym zwiększać będzie jednocześnie przychody oraz zyski firm i krajów zajmujących się ich eksploatacją.

Duża liczba znaków zapytania o perspektywy koniunktury gospodarczej powoduje ogromny rozstrzał prognoz przyszłych cen na rynkach metali. Przykładowo w przypadku najbardziej zresztą Polskę interesującej miedzi prognozowana cena może - w zależności od efektów wdrażania polityki zeroemisyjnej w świecie - wahać się w 2040 r. w granicach od 5040 dolarów za tonę do nawet 14 470 dolarów za tonę. W przypadku niklu spodziewane przez MFW ceny ukształtują się w granicach od 21 tys. do 101 tys. dol. za tonę. Rynek kobaltu układał się będzie przy cenach od 15 do 158 tys. dol. za tonę.

Podpowiedzią dla przyszłych inwestorów może być przygotowana przez ekspertów MFW symulacja możliwych zmian przychodów z wydobycia i przetworzenia surowców w przypadku ziszczenia się optymistycznego scenariusza Net-Zero by 2050 emisji i przy zachowaniu długoterminowego tempa rozwoju gospodarki światowej. Z symulacji tej wynika, że wartość pozyskiwanych metali, zwłaszcza tych rzadkich, będzie w przyszłości silnie wzrastać. MFW spodziewa się, że powodzenie polityki ograniczenia emisji gazów cieplarnianych w skali globalnej wiązać się będzie z 6-krotnie większym popytem na metale w perspektywie najbliższego dwudziestolecia.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »