Reklama

Al-Kaida jest bankrutem?

Al-Kaida rozpaczliwie potrzebuje pieniędzy. Naciski Amerykanów na osoby i instytucje finansujące terrorystów spowodowały, że organizacja zeszła do podziemia i coraz częściej ucieka się do działalności przestępczej. Mimo szczuplejszych portfeli, Al-Kaida wciąż jest bardzo groźna.

Dżihadyści nazywali Abd al Hamida al Mujila mężczyzną wartym milion dolarów. Przebywając przez część lat 90. XX wieku w Afganistanie, Al Mujil nawiązał osobistą znajomość z Osamą bin Ladenem i Chalidem Szejkiem Muhammadem - mózgami zamachu z 11 września. W tamtych latach urodzony w Kuwejcie al Mujil jeździł po różnych krajach arabskich, by spotykać się z zastępcami bin Ladena. Całkiem niedawno, w 2006 r., al Mujil przeprowadził zbiórkę funduszy w Arabii Saudyjskiej, gdzie był dyrektorem wschodniej filii organizacji charytatywnej International Islamic Relief Organization. Rząd amerykański twierdzi, że bezpośrednio dostarczał pieniądze Al-Kaidzie, a w szczególności pomagał oddziałom Al-Kaidy na Filipinach, przekazując gotówkę jej zwolennikowi, który podawał się za islamskiego pielgrzyma podróżującego do Arabii Saudyjskiej. Al Mujil musiał zwinąć interes.

Reklama

Na zdjęciach: Jak zarabia Al-Kaida

Najniebezpieczniejsze kraje świata

10 krajów, których należy teraz unikać

Gdzie mieszkają najbogatsze osoby świata

Najprzyjaźniejsze kraje świata

Przyczyniły się do tego przede wszystkim starania amerykańskiego Departamentu Skarbu oraz Rady Bezpieczeństwa ONZ. Uznano go finansistą terroryzmu a amerykańskim instytucjom finansowym zabroniono zawierania jakichkolwiek transakcji z al Mujilem oraz z filipińskimi i indonezyjskimi filiami jego organizacji. Państwom członkowskim ONZ nakazano zamrożenie jego aktywów. Rząd Arabii Saudyjskiej spełnił ten wymóg, a także ograniczył transfer funduszy IIRO poza granice państwa. Amerykański prawnik organizacji twierdzi, że IIRO nie jest organizacją terrorystyczną i że nie dopuściło się niczego złego. Dodaje, że al Mujil nie pełni już w niej żadnej funkcji.

Takie działania, prowadzone na wielu frontach, nadwyrężyły poważnie finanse Al-Kaidy. CIA podaje, że w przeddzień ataku na Amerykę budżet Al-Kaidy wynosił 30 mln dolarów. Terrorystów finansowali bogaci sponsorzy z Arabii Saudyjskiej i innych krajów arabskich. Teraz są spłukani. Przykładem może być żenująco wyposażony i niedoszkolony zamachowiec, który w Boże Narodzenie próbował wysadzić amerykański samolot.

Sponsorzy Al-Kaidy są namierzani

Agenci federalni tropią finansistów Al-Kaidy, odcinają ich źródła i ścigają ich sądownie. Wysiłki w tym kierunku zwiększają także kraje europejskie, przede wszystkim Wielka Brytania. Arabia Saudyjska rozprawiła się w końcu z datkami przekazywanymi grupom terrorystycznym przez organizacje charytatywne i sponsorów. Organizacje międzynarodowe, m.in. ONZ oraz Financial Action Task Force, podjęły skoordynowane działania na zasadach stosowanych przez wiele rządów i banków w przypadku pozyskiwania funduszy przez zamachowców.

- Al-Kaida jest w gorszej sytuacji finansowej niż kilka lat temu - mówi David Cohen, zajmujący się w Departamencie Skarbu problematyką finansowania terrorystów (Patrz: Wojna Davida Cohena). Podkreśla, że dowodem sukcesu są dużo częstsze otwarte apele o pomoc finansową ze strony przywódców Al-Kaidy. Dodaje szybko: - Nikt nie twierdzi, iż fakt, że trzon Al-Kaidy jest w gorszej sytuacji finansowej, oznacza, że grupa została unieszkodliwiona.

Choć portfel grupy został uszczuplony, to i tak stwarza ona zagrożenie. Niewielka kwota mądrze wydana na właściwe materiały wybuchowe umieszczone we właściwym miejscu może narobić wiele szkody. Zamachowiec z Bożego Narodzenia, bogaty młody Nigeryjczyk, Umar Farouk Abdulmutallab, sam opłacił gotówką swój bilet, a szkolenie i materiały dostał od mało wówczas znanego jemeńskiego oddziału Al-Kaidy na Półwyspie Arabskim.

Al-Kaida jest o wiele mniej hierarchiczną organizacją niż kiedyś, gdy dyktowała warunki i finansowała działania terrorystyczne z Afganistanu. W tamtych czasach mówiła swoim działaczom, żeby skupiali się na zadaniach i nie martwili się o ich finansowanie. Obecnie organizacja ma dużo luźniejszy charakter - przypomina raczej McDonalda niż na przykład General Motors. Jej zdecentralizowane oddziały i komórki na całym świecie same wybierają cele, tworzą własne strategie i samodzielnie pozyskują fundusze. Kwatera główna Al-Kaidy, mieszcząca się gdzieś w rejonie Chitral w północno-zachodnim Pakistanie, służy pomysłami, a także wypłaca swoim przywódcom gratyfikacje. Jednak oddziały, podobnie jak placówki franszyzy, muszą przede wszystkim polegać na sobie.

Al-Kaida zarabia na przestępstwie

Zmiana, co podkreślają urzędnicy tacy jak Cohen, jest bezpośrednim rezultatem nacisków, jakie rząd amerykański wywiera na osoby finansujące terrorystów. Zmusiły one Al-Kaidę do zejścia do podziemia. Grupa cały czas utrzymuje się z datków przekazywanych przez osoby indywidualne z rejonu Zatoki Perskiej, jednak te składki zostały obecnie wyprowadzone poza oficjalny system finansowy przez pośredników pieniężnych oraz nieoficjalne systemy przekazów pieniężnych znane jako hawale. Co więcej, sieć zajęła się przestępczością zorganizowaną - porwaniami i handlem narkotykami. Źródłem funduszy są transporty kokainy z Ameryki Łacińskiej do Europy.

W staraniach o pozyskiwanie pieniędzy pomagają nowe technologie - Ayman al Zawahiri, druga osoba w Al-Kaidzie, wykorzystał telemarketing, by przez nagrania rozsyłane na telefony komórkowe w 2008 r. nakłaniać do przekazywania datków. W czerwcu zeszłego roku Abu al Yazid, były bankier Al-Kaidy, prowadzący obecnie oddział tej organizacji w Afganistanie, umieścił swoje nagranie na stronie internetowej kontrolowanej przez przywódców Al-Kaidy. "Święty wojownik, który nie ma pieniędzy, by zdobyć broń, jedzenie, picie i materiały na dżihad, nie może prowadzić dżihadu". Najlepszym przyjacielem terrorysty jest oczywiście Internet, który ułatwia rekrutację. Nie zarzucono jednak metod tradycyjnych, takich jak wymuszenia. - Powszechną tendencją, który potwierdza ich tarapaty finansowe, jest wyciąganie pieniędzy od rekrutów - wyjaśnia Michael Jacobson, wykładowca na Wydziale Polityki Bliskowschodniej na Washington Institute, specjalizujący się w tematyce finansowania terroryzmu. W 2008 r. władze francuskie i belgijskie aresztowały kilka osób, które pojechały do Pakistanu na szkolenie Al-Kaidy. Aresztowani pokrywali koszty kursów, zakwaterowania i broni z własnych kieszeni.

Pieniądze wciąż oczywiście napływają jednak w mniejszych kwotach i innymi kanałami. Ten fakt sprawił, że krytycy narzekają, iż starania rządu amerykańskiego idą na marne, ponieważ stara się on odciąć jedynie widoczne źródła finansowania. Podkreślają, że najbardziej niebezpieczne ataki kosztują niewiele - 11 września kosztował około 500 tys. dolarów, zamach na metro w Madrycie 70 tys. dolarów a atak terrorystyczny w Londynie około 10 tys. dolarów. Twierdzą, że zmuszając terrorystów do zejścia do podziemia, Stany Zjednoczone tracą szansę na zdobycie cennych informacji. - Wiele z tego, co się stało, to porażka tak zwanych wojowników finansowych - twierdzi Ibrahim Warde, profesor handlu międzynarodowego na Uniwersytecie Tufts. - Podążanie tropem pieniędzy nie jest najbardziej skutecznym sposobem, a zwycięstwa, które się odnosi, są pozorne.

Pentagon tworzy nową strategię

Tego poglądu nie podzielają najwyższe kręgi w Waszyngtonie. Pentagon mocno zaangażował się w walkę z terroryzmem na froncie finansowym i tworzy nową strategię opartą na przeciwdziałaniu mu od strony finansowej. Powtarzające się w ciągu ostatnich lat wezwania przywódców Al-Kaidy o pieniądze traktowane są jako dowód, że grupa rozpaczliwie poszukuje funduszy i że jej działaczom coraz trudniej jest przekupywać właściwe osoby. - Nie chodzi tylko o finansowanie ataków, ale także o opłacanie działaczy oraz rodzin zamachowców samobójców, łapówek dla urzędników, kosztów podróży, zakupu dokumentów podróży oraz zapewnienie szkoleń - wyjaśnia Stuart A. Levey, podsekretarz ds. terroryzmu i wywiadu finansowego w Departamencie Skarbu. - Potrzebują więcej pieniędzy i borykają się teraz z kłopotami finansowymi.

Centrala Al-Kaidy nie jest już w stanie finansować działalności, oddziałów i komórek, coraz częściej zajmuje się więc przestępczością. Na jaką skalę? Nikt nie wie. Organy ścigania traktują tę kwestię wyjątkowo poważnie. W styczniu prokuratura na Manhattanie połączyła wydziały ds. narkotyków i terroryzmu. Kilka tygodni wcześniej agencja antynarkotykowa DEA (federalna agencja ds. leków i narkotyków) przeprowadziła akcję prowokacyjną w Ghanie i zatrzymała trzech mężczyzn o nazwiskach Oumar Issa, Harouna Touré i Idriss Abdelrahman. Przekazała ich do Nowego Jorku, gdzie odpowiedzą na zarzuty działalności spiskowej o charakterze terrorystyczno-narkotykowym oraz udzielanie wsparcia materialnego Al-Kaidzie.

Jak podaje DEA, trójka mężczyzn miała związki z najgroźniejszym oddziałem Al-Kaidy z Afryki Północnej. Grupa, znana jako Al-Kaida w Islamskim Maghrebie, jest prawdopodobnie zamieszana w transport kokainy z Ameryki Łacińskiej przez Afrykę do Hiszpanii. W akcie oskarżenia mężczyznom zarzuca się zgodę na przetransportowanie serii ładunków kokainy o wadze 1000 kg za cenę 2000 dolarów za kilogram. Część tej kwoty miała trafić do Islamskiego Maghrebu w zamian za ochronę w czasie drogi. Islamskiemu Maghrebowi zarzuca się współpracę z Touré w celu przewiezienia dwóch ton haszyszu do Tunezji oraz przemytu osób - najprawdopodobniej nielegalnych pracowników z Bangladeszu, Pakistanu i Indii do Hiszpanii.

W zarzutach wskazuje się też, że Al-Kaida w Islamskim Maghrebie porwała niedawno obywatela Belgii, za co zebrała duży okup. Richard Barrett, który zajmuje się w ONZ problemem Al-Kaidy, twierdzi, że głównym źródłem dochodów Islamskiego Maghrebu są właśnie porwania ludzi. - Opłaca im się brać zakładników - mówi i dodaje, że grupa przetrzymuje obecnie siedmiu obcokrajowców i żąda za każdego z nich okupu w wysokości 3 mln dolarów. - Takie sumy pieniędzy mogą wystarczyć na długo.

Porywanie ludzi to tak stara metoda jak same działania wojenne, jednak ich ostatnie wydania są w większości sprawką Al-Kaidy w Iraku - oddziału w znacznej mierze obecnie unieszkodliwionego. Zdobył on znaczne ilości gotówki porywając kilka lat temu obcokrajowców. Dodatkowym źródłem dochodów były haracze, wymuszenia i sprzedaż ropy na czarnym rynku. Grupa tak się wzbogaciła, że jej przywódca otrzymał w pewnym momencie list od człowieka numer dwa w Al-Kaidzie, Zawahiriego, w którym żądał on znacznej sumy.

Al-Kaida szuka poparcia

W całej sieci Al-Kaidy toczy się obecnie ostra dyskusja na temat, jak daleko można się posunąć w działalności przestępczej. Niektórzy członkowie opowiadają się za nielegalnymi źródłami finansów, w tym zajęciem się piractwem. Inne osoby z trzonu grupy obstają, że działalność przestępcza tworzy czarny PR i narusza ich reputację w społecznościach muzułmańskich.

Pracownicy rządu Stanów Zjednoczonych twierdzą, że nie mają dowodów na to, że przywódcy Al-Kaidy są zamieszani w handel narkotykami. Michael Braun, dyrektor operacyjny DEA do 2008 r., twierdzi, że jest odwrotnie. - Są wyraźne dowody na coraz większe zaangażowanie Al-Kaidy w afgański handel heroiną po pakistańskiej stronie granicy, gdzie działa Al-Kaida - twierdzi Braun, który jest obecnie partnerem w Spectre Group International, firmie ochroniarskiej w Alexandrii w stanie Wirginia. - W tamtym kierunku wysyła się coraz więcej śledczych.

Związek Al-Kaidy z dużymi grupami przestępczymi jest niezaprzeczalny. Dawood Ibrahim jest jednym z najbardziej znanych gangsterów na świecie. Kieruje grupą przestępczą liczącą 5000 członków, która zajmuje się wszystkim od narkotyków po płatne zabójstwa i działa głównie na terytorium Pakistanu, Indii i Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Rząd amerykański twierdzi, że Ibrahim korzysta z tych samych dróg przemytu co Al-Kaida i współpracuje zarówno z Al-Kaidą, jak i jej południowo-azjatyckim oddziałem, Lashkar-e-Taiba, który zaatakował w Bombaju w listopadzie 2008 r. - najprawdopodobniej przy pomocy Ibrahima.

Szacowany na 3,4 mln dolarów handel afgańską heroiną jest dla Talibów najważniejszym źródłem pokaźnych dochodów i pomaga poszerzać siatkę bogatych sponsorów. Talibowie wspierają hodowców maku, pobierając jednocześnie od nich podatki od upraw, opłaty za przewóz i ochronę w związku z handlem narkotykami. Jak korzysta na tym Al-Kaida? Handel narkotykami pomaga Talibom stworzyć bezpieczne kryjówki dla bojowników Al-Kaidy.

Niektórzy urzędnicy zajmujący się przeciwdziałaniem terroryzmowi widzą szansę w połączeniu działań zwalczających przestępczość i terroryzm. Podkreślają, że policja w większości krajów jest przygotowana do zwalczania handlu narkotykami, dzięki czemu zwiększa się prawdopodobieństwo, że uda im się złapać terrorystę, który zajmuje się tym procederem. Z drugiej strony przestępcy, zwłaszcza bogate kartele narkotykowe, mogą przez wiele lat utrzymywać grupy terrorystyczne. Farc, marksistowska grupa terrorystyczna z Kolumbii, działa już od 46 lat dzięki zyskom z kokainy i porwań. James Fearon, profesor politologii na Uniwersytecie Stanford, przeanalizował w swoim raporcie 128 wojen domowych od 1945 r. i doszedł do wniosku, że trwały one średnio 39 lat dłużej, w przypadkach gdy grupy powstańcze były finansowane z przemytu, m.in. heroiny lub kokainy. Duże pieniądze pomagają kreślić najczarniejsze scenariusze. - Grupy przestępcze mają środki finansowe i organizacyjne, które mogą im potencjalnie umożliwić kupno i sprzedaż materiałów radioaktywnych - ostrzegł w styczniu David Johnson, szef Biura ds. Międzynarodowego Rynku Narkotykowego i Organów Ścigania w Departamencie Stanu.

Epicentrum wszystkich knowań jest Jemen. Tamtejszy oddział Al-Kaidy na Półwyspie Arabskim przyznał się do nieudanego ataku na samolot w Boże Narodzenie. Jeden z amerykańskich urzędników twierdzi, że z powodu niewystarczających finansów grupa zajęła się przestępczością. Niektórzy z tamtejszych członków Al-Kaidy próbowali podobno swoich sił w napadach na banki i rozważali możliwości dokonania porwań. Ich głównym źródłem utrzymania są obecnie datki pieniężne od sponsorów z Jemenu i Zatoki Arabskiej. Barrett z ONZ-u podaje, że kurierzy mogą się cały czas łatwo przemieszczać w tamtym regionie. We wrześniu ubiegłego roku w Kuwejcie zatrzymano agentów przewożących dziesiątki tysięcy dolarów dla Al-Kaidy.

Ku przerażeniu Stanów Zjednoczonych Kuwejt zrobił niewiele, by ukrócić tego typu datki. Sprzeciwił się nawet podstawowym przepisom w zakresie zapobiegania finansowania terroryzmu. W 2008 r. Stany Zjednoczone ujawniły rolę, jaką w finansowaniu sieci Al-Kaidy odegrało stowarzyszenie Revival of Islamic Heritage Society, znana kuwejcka organizacja charytatywna. Grupa zaprzeczyła związkom z terroryzmem i nie przestała prowadzić działalności. Kurierzy przewożą w czasie jednego kursu między Afganistanem a Zatoką nawet do 100 tys. dolarów. Fundusze pochodzą z legalnego handlu, ale także ze sprzedaży heroiny. Z kurierów korzystają także hawale, by załatwiać transakcje papierowe z nadawcami pieniędzy. Datki dla Al-Kaidy i Talibów mogą się zmieszać. - Trudność polega na tym, by określić jaka ich część jest nielegalna - wyjaśnia Cohen z Departamentu Skarbu.

Sponsorów nie ubywa

Nic już nie mówiąc o tym, gdzie taka gotówka może trafić. Według aktu oskarżenia ze stycznia 2006 r. pakistański finansista organizacji Lashkar-e-Taiba przekazał Davidowi Headleyowi z Chicago 25 tys. dolarów na monitoring wideo w Indiach, z którego nagrania posłużyły w przygotowaniach do ataku w Mumbaiu. W 2007 r. Headley spotkał się również z bankierem terrorystów w Pakistanie, który przekazał mu kolejne 2 tys. dolarów w walucie hinduskiej. Headleyowi i jego łącznikowi, Ilyasowi Kashmiriemu, terroryście powiązanemu z Al-Kaidą, postawiono za to zarzuty spiskowania w celu dokonania zabójstwa (w zamachu zginęły 173 osoby).

Al-Kaida wyciągnęła bezpośrednie korzyści ze zdolności organizacji Lashkar do pozyskiwania i transferowania pieniędzy. Rząd amerykański twierdzi, że Fazeel-A-Tul Ameen al Peshawari, kwestujący i rekrutujący na rzecz Lashkar, pomagał finansowo Al-Kaidzie aż do 2008 r. Arif Qasmani, główny koordynator działań Lashkar, który pozyskiwał fundusze od mafijnego bosa Ibrahima, dostarczał Al-Kaidzie zapasów i broni. W zamian za to Al-Kaida wypożyczyła Lashkar swoich działaczy, którzy pomogli w przeprowadzeniu w 2006 r. zamachu na pociąg w Mumbaiu. Lashkar pozyskiwał środki z taką łatwością, że w 2004 r. ich główny finansista Haji Ashraf jeździł na Bliski Wschód, by zbierać datki i zarządzać siecią finansową w Arabii Saudyjskiej.

Ashraf nie lata już tam chyba tak często. Rząd saudyjski rozprawił się w końcu z finansistami terrorystów, po tym jak zaniepokoił się rozwojem grup powstańczych na własnym podwórku oraz w sąsiednim Iraku. W 2007 r. Wielki Mufti Arabii Saudyjskiej nawoływał mieszkańców do nie finansowania terroryzmu i sprawdzania, na co przeznaczane są ich datki charytatywne. W Arabii Saudyjskiej powołano 130-osobową jednostkę zajmującą się śledzeniem finansów i aresztowano 96 osób podejrzanych o finansowanie terrorystów.

Nawiązanie współpracy z urzędnikami saudyjskimi jest dużym zwycięstwem. Kolejną kwestią są jednak tamtejsze organizacje charytatywne. - Cały czas funkcjonuje wielu sponsorów, którzy mają chęci i możliwości łożenia na Al-Kaidę - mówi Cohen z Departamentu Skarbu. - Przeszkodziliśmy kilku z nich przynajmniej tymczasowo...

Najpotężniejsi miliarderzy świata

Nathan Vardi

Dowiedz się więcej na temat: organizacja | ONZ | datki | kokainy | organizacje | skarbu | partner | finansowanie | handel | Podziemia | Al-Kaida | fundusze

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »