Reklama

Amerykanie w ostatniej chwili uniknęli zagrożenia

Amerykanie uniknęli na razie klifu fiskalnego - automatycznej podwyżki podatków i cięć wydatków budżetowych, co groziło recesją. Osiągnięto kompromisowe, tymczasowe rozwiązanie, zwiększające obciążenie podatkowe najbogatszych. Giełdy zareagowały wzrostami.

Po Senacie kompromis zaakceptowała w ostatniej chwili, w nocy z wtorku na środę, także Izba Reprezentantów. Prezydent Barack Obama podkreśla jednak, że to dopiero pierwszy krok na drodze do umocnienia amerykańskiej gospodarki. Kolejna runda zaciekłego sporu demokratycznego prezydenta z Republikanami o cięcia budżetowe nastąpi najpóźniej w lutym.

Obama podziękował wszystkim zaangażowanym w doprowadzenie do kompromisu i zapowiedział, że podpisze ustawę, podwyższającą opodatkowanie 2 proc. najbogatszych Amerykanów i unikającą nałożenia dodatkowych obciążeń finansowych na klasę średnią.

Reklama

Przyjęte przepisy przewidują m.in., że zachowane będą ulgi podatkowe dla osób zarabiających poniżej 400 tys. dolarów rocznie (450 tys. w przypadku par rozliczających się wspólnie). Powyżej tego progu podatek od dochodów wzrośnie z 35 do 39,6 proc.

Podatek spadkowy wzrasta do 40-proc. (w 2012 r. było to 35 proc.), przy czym pierwsze 5 mln będzie wolne od podatku w przypadku dziedziczenia przez jedną osobę. W przypadku rodziny, kwota zwolniona od podatku będzie wyższa - 10 mln dolarów.

Z 15 do 20 proc. wzrosną podatki od zysków kapitałowych i dywidendy powyżej 400 tys. dolarów rocznie (450 tys. dolarów rocznie w przypadku par rozliczających się wspólnie).

Wśród innych zmian przedłużone zostaną niektóre ulgi podatkowe i zasiłki dla długotrwale bezrobotnych. Nie będzie zaś przedłużona obowiązująca od dwóch lat 2-procentowa obniżka podatku od wynagrodzeń na ubezpieczenia społeczne (Social Security payroll tax) i podatek ten powróci do poziomu 6,2 procent.

Porozumienie oznacza, że podatki dla najbogatszych rosną - tak jak chcieli prezydent Barack Obama i Demokraci, a jednocześnie będą pewne cięcia wydatków administracyjnych, czego domagali się Republikanie, chociaż skala cięć zostanie ustalona potem. Ale oznacza też, że trudne decyzje w sprawie cięć wydatków zostały po prostu odłożone na później. Negocjacje w ich sprawie, jak zauważa agencja Associated Press, będą jeszcze bardziej zacięte.

Problem klifu fiskalnego polegał na tym, że gdyby do końca 2012 roku nie doszło w Kongresie do porozumienia w sprawie sposobów redukcji deficytu budżetowego, z końcem 2012 roku nastąpiłyby - na podstawie umowy Białego Domu z Republikanami w Kongresie z roku 2011 - automatyczne głębokie cięcia wszystkich wydatków rządowych na kwotę powyżej 600 mld dolarów. A jednocześnie wygasłyby tymczasowo wprowadzone za prezydentury George'a W. Busha niższe progi podatkowe i nastąpiłby wzrost podatków.

Porozumienie nie zostało osiągnięte do 31 grudnia 2012 roku, w ostatecznym terminie, który wcześniej przyjęto. Niemniej nastąpiło, zanim większość instytucji finansowych wznowiła pracę po świątecznej przerwie, dlatego zwłoka miała minimalne znaczenie.

Porozumienie nastąpiło po miesiącach zażartego sporu między Białym Domem i Republikanami w Kongresie. Demokrata Obama jest zdania, że większy ciężar zmniejszania deficytu powinni ponieść najzamożniejsi obywatele i w planie redukcji deficytu forsował podwyżkę wszystkich podatków o 1,6 bln USD w ciągu 10 lat. Republikanie nie godzili się dotąd na podwyższenie podatków i wzywali do głębszych cięć wydatków administracyjnych niż Demokraci i prezydent.

Londyński "Guardian" ocenił, że ustawa budżetowa, odsuwająca na razie groźbę klifu fiskalnego, jest "nieskładnym kompromisem na krótką metę". - Wprawdzie Obama odniósł pewne zwycięstwo, ale nie można go nazwać druzgocącym. Izba Reprezentantów już teraz planuje serię nowych konfrontacji w lutym, począwszy od cięć wydatków aż po limit długu publicznego - wskazał "Guardian".

"Independent" zauważa, że Republikanie po raz pierwszy od 20 lat zgodzili się na zwyżkę stawek podatkowych. Wskazuje też, że porozumienie Obamy z Kongresem zapowiada koniec wakacji podatkowych dla 160 mln Amerykanów, z których wielu to osoby biedne lub średnio zamożne. Podatek od wynagrodzenia na ubezpieczenia społeczne w ich przypadku wzrośnie o 2 pkt proc. - z 4,2 proc. do 6,2 proc.

Dług publiczny USA wynosi obecnie 16,4 bln USD (nieco powyżej 100 proc. PKB). Dopuszczalny limit został przekroczony z końcem ub. r. W zamian za jego podwyższenie Republikanie będą domagać się głębokich cięć w systemie świadczeń socjalnych i systemie ubezpieczeń zdrowotnych Medicare - przewiduje "Independent".

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »