Reklama

Banki będą latami ciągnąć straty

Choć treść wyroku unijnego Trybunału Sprawiedliwości TSUE była od dawna oczekiwana, banki mają problem, bo zwiększyła się pewność, że na kredytach we frankach poniosą straty. Ale zupełnie nie ma pewności jakie one będą. Orzeczenie korzystne dla klientów banków może spowodować, że polska waluta się jeszcze osłabi.

Reklama

Zaraz po ogłoszeniu wyroku TSUE indeks WIG Banki spadł błyskawicznie o ponad 418 pkt, czyli blisko 6 proc. Potem jednak także szybko odrobił część strat. WIG Banki zanotował w czwartek roczne minimum na poziomie 6649,4 pkt. Złoty po silnych wahaniach trwających parę godzin umocnił się nieco i do franka szwajcarskiego i do euro.

Czwartkowy wyrok TSUE był w zasadzie zgodny z majową wypowiedzią rzecznika Trybunału. Wzmacnia on pozycję klienta w sporze sądowym z bankiem o niedozwolone zapisy zawarte w umowach. Nie oznacza jedna, że banki automatycznie mają kredyty we frankach "przewalutować", nie mówi po jakim kursie miałyby to zrobić, ani jakie miałoby być oprocentowanie tych kredytów. Wszystko to pozostaje w rękach sądów, a wiadomo, że "wzorów" umów z klientami było w czasach masowego udzielania kredytów we frankach mnóstwo, a konkretnych klauzul - też.

Po ogłoszeniu wyroku stało się pewne, że banki na kredytach we frankach będą musiały odnotować straty. Ale po pierwsze ich skala zależy od konkretnych rozstrzygnięć sądów, a po drugie od tego, jak do sprawy podejdą audytorzy. Słowem - kiedy bank, mający spór z klientem o zapisy w umowie kredytowej, będzie musiał utworzyć odpis, czyli zaksięgować stratę. Takie pojedyncze kamyczki przesądzą o sile lawiny. W różnym natężeniu będzie ona spadać całe lata.

- Wyrok TSUE jest zgodny z wyrażoną w maju opinią rzecznika Trybunału. Mimo to po wyroku nadal mamy więcej pytań niż odpowiedzi. Choć najgorsze scenariusze zakładają 60-90 mld zł strat, jakie powinny w związku orzeczeniem ujawnić banki, nie wiemy ile osób pójdzie do sądu, jak to się rozłoży w czasie i jak będą do rozsrzygnięć sądów podchodzić audytorzy - mówi Interii Marta Czajkowska-Bałdyga, analityk w Haitong Bank.

Choć niektóre banki zaczęły już tworzyć rezerwy na możliwe straty wynikające z przyszłych decyzji sądów (zrobił tak np. ING BŚK), to na razie zupełnie nie wiadomo ile to w sumie będzie, ale też nie wiadomo w jakim czasie. Dopiero kiedy banki zaczną podawać co kwartał wyniki i wysokość odpisów ujawniać, będzie można tworzyć bardziej konkretne prognozy.

- Na razie w wynikach banków nie widzimy potencjalnych strat. Teraz będziemy czekać na to, aż banki zaczną je pokazywać. Zobaczymy jakie będą wyniki, na tej podstawie inwestorzy będą podchodzić do wyceny - mówi Marta Czajkowska-Bałdyga.

- Podejście do tworzenia rezerw "pod kątem poszczególnych przypadków" powinno rozłożyć potencjalne straty na kilka lat - mówi główny ekonomista ING BŚK Rafał Benecki.

Ale przekonanie inwestorów, że straty jednak wcześniej czy później się pojawią w wynikach, będzie ciążyć nad wycenami polskiego sektora bankowego dalej.

- Wyrok TSUE nadal będzie oddziaływał na sentyment inwestorów wobec polskich banków, ale póki nie pojawią się konkretne rozstrzygnięcia sądów i odpisy, nie wiemy jaka jest ich potencjalna wielkość. Pytanie jest w którym momencie zaczniemy widzieć odpisy i będziemy na tej podstawie potrafili oszacować ich potencjalną wysokość - mówi Marta Czajkowska-Bałdyga.

Dodaje jednak, że w jej ocenie, nie będą one takie wysokie, jak w najczarniejszych scenariuszach, które zakładały nawet 60-90 mld zł.

- Biorąc pod uwagę spadki cen banków, rynek wycenia najczarniejszy scenariusz w 50 proc. Nie wiemy jednak, czy on się zrealizuje, a ponadto w jakim czasie. Nasz scenariusz bazowy nie zakłada aż tak wysokich strat - powiedziała.

Rafał Benecki spodziewa się, że banki zaproponują swoim klientom ugody. Ale równocześnie nie wyklucza, że bank centralny lub Komisja Nadzoru Finansowego rozważą możliwość wprowadzenia jakiegoś rozwiązania systemowego.

Zwraca także uwagę, że możliwe osłabienie złotego do franka może powodować oczekiwanie inwestorów na większą skalę strat banków, a zatem wpływać jeszcze bardziej niekorzystnie na ich wyceny.

Dlaczego złoty miałby się osłabiać, mimo że po dużych wahaniach w czwartek rano, już koło południa umocnił się nieznacznie i do franka i do euro? Wyrok TSUE może wciąż wywierać presję na dalsze osłabienie polskiej waluty, gdyż banki mogą zgłaszać większy popyt na zabezpieczenie swoich pozycji we frankach. Rafał Benecki dodaje jednak, że wycena polskiej waluty uwzględniała już do tej pory niekorzystny dla banków wyrok TSUE.

Jacek Ramotowski

Dowiedz się więcej na temat: frankowicze | kredyt

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »