Reklama

Banki. Ryzyko bardziej ryzykowne

Pandemia wymusza modyfikację zarządzania ryzykiem w bankach. Elementów niepewności wcale nie ubywa. Sektor musi sobie z tym poradzić, choć prawdopodobnie nie wszyscy wyjdą z tego starcia obronną ręką.

Biznes INTERIA.PL na Twitterze. Dołącz do nas i czytaj informacje gospodarcze

Reklama

Jeszcze rok temu system bankowy nie wzbudzał większego niepokoju: gospodarki dynamicznie się rozwijały, podobnie było z przedsiębiorstwami. Kredytobiorcy - zarówno indywidualni, jak i instytucjonalni - byli w dość dobrej kondycji finansowej. Nic poważnego nie zagrażało jakości bankowych portfeli kredytowych.

Wszystko zmieniło się w I kwartale. Sprawy potoczyły się szybko i niespodziewanie źle. Nadleciał "zielony łabędź" - katastrofa naturalna, która przybrała formę pandemii nieznanego do tej pory koronawirusa. Doszło do tzw. lockdown’ów - czyli celowego wstrzymania (ograniczenia) aktywności społeczeństw, w tym działalności gospodarczej. To wpłynęło w niezwykle negatywny sposób na sytuację finansową wielu przedsiębiorstw i osób fizycznych, co z kolei wywróciło do góry nogami portfele kredytowe w niektórych bankach. Eksperci od zarządzania ryzykiem w sektorze przeżyli wstrząs, jakiego nie spodziewali się w najgorszych koszmarach.

Prof. Krzysztof Waliszewski z Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu potwierdza, że oddziaływanie pandemii na sektor bankowy jest wielokierunkowe, a najważniejsze "kanały wpływu" to obniżenie stóp procentowych oraz wzrost niepewności i ryzyka prowadzenia działalności bankowej. - Niewątpliwie skutkiem pandemii może być problem złych długów w zakresie kredytów konsumpcyjnych czy korporacyjnych i konieczność ich restrukturyzacji. Dane na koniec lipca tego roku wskazują, że w stosunku do grudnia 2019 r. jakość należności banków w zakresie kredytów mieszkaniowych nie pogorszyła się, kredytów konsumpcyjnych pogorszyła się o 1,1 p.p. z 10,4 proc. do 11,5 proc., a kredytów dla przedsiębiorstw pogorszyła się o 0,4 p.p. z 9 proc. do 9,4 proc. - wskazuje prof. Krzysztof Waliszewski.

Kultura zarządzania do zmiany

Znaleźliśmy się teraz w trakcie drugiej fali pandemii i wydaje się, że na bankach - które są przecież jednym z najważniejszych elementów współczesnej gospodarki - spoczywa większe ryzyko, niż do tej pory sądzono. Uwidoczniła to właśnie tegoroczna pandemia. Okazało się, że talebowskie "czarne łabędzie" mogą występować w przyrodzie częściej, niż można było przypuszczać.

Czy to nie jest tak, że przez to już teraz trzeba napisać zupełnie nowy podręcznik zarządzania ryzykiem w bankowości? Prof. Lech Kurkliński z warszawskiej SGH - dyrektor think tanku Alterum - zwraca uwagę, że żyjemy w czasach dynamicznego rozwoju cywilizacyjnego, co zwiększa skalę ryzyka towarzyszącego współczesnemu człowiekowi i paletę jego rodzajów. Podkreśla, że mówiła o tym już teoria społeczeństwa ryzyka autorstwa Ulricha Becka i Anthony’ego Giddens’a. - Kontrola ryzyka staje się coraz trudniejsza. Ma na to wpływ zróżnicowanie wartości, będących podstawą percepcji i oceny ryzyka. Pandemia COVID-19 jeszcze bardziej to zjawisko wzmocniła. Może nie jest to jeszcze czas pisania zupełnie nowego podręcznika zarządzania ryzykiem w bankach, ale być może nadszedł czas poważnej jego modyfikacji. Obejmować ona powinna nie tylko procedury i narzędzia, ale także zmianę kultury. Banki muszą być bardziej elastyczne, szybciej rozpoznawać ryzyko i właściwie nim zarządzać w warunkach nietypowych, zmiennych - czyli trudnych do opisania a priori w instrukcjach - uważa prof. Kurkliński.

Zwolennikiem pisania nowych podręczników nie jest też Marcin Materna, szef działu analiz Millennium Domu Maklerskiego, który od lat obserwuje spółki z sektora bankowego. - Największe ryzyko spoczywające na bankach to oczywiście odpisy na rezerwy, ale jest ono ograniczone przez rządowe tarcze antykryzysowe i druk pieniądza, który trafia do kredytobiorców - uważa Marcin Materna. - Bardziej bym się martwił wikłaniem banków w politykę i zmuszanie ich do finansowania inwestycji państwowych czy wręcz angażowania w sprawy, na których się nie znają, jak np. budowa szpitali - dodaje.

- Obecne podręczniki do ryzyka są adekwatne. Na ogół wszystkie zaczynają się od rozróżnienia pojęcia ryzyko i niepewność, a to raczej z tym drugim mamy obecnie do czynienia. Poza tym, zmiany wywołane pandemią powodują, że nie wystarczą już działania o charakterze "optymalizującym" podejście do zarządzania ryzykiem przez banki - uważa prof. Ewa Miklaszewska z Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie.

Uwaga na akcję kredytową

Nie ma wątpliwości, że trwająca pandemia wpłynęła już na działania banków w zakresie zarządzania ryzykiem i na ich bieżącą politykę kredytowo-finansową, a tym samym wpływa na ich zyskowność. - Banki ograniczyły akcję kredytową. W warunkach kryzysu jest to czymś normalnym. Największe podmioty prowadzą odpowiedzialną politykę biznesową w warunkach pandemii. Obawiam się natomiast o mniejsze podmioty, a także banki spółdzielcze czy SKOK-i. Nie sądzę, aby w tych podmiotach polityka kredytowa była równie rygorystyczna, jak w czołówce sektora - twierdzi ekspert Millennium DM. - Poza tym obecnie banki ograniczają ryzyko i udzielają mniej kredytów, ale jak tylko sytuacja gospodarcza wróci do normy, znów zacznie się wyścig o wysokie dynamiki, bo chęć wypracowania zysku przeważy - dodaje Materna.

Również prof. Kurkliński jest pełen obaw o kondycję małych banków po pandemii. - Jeśli prezes NBP prof. Adam Glapiński już teraz mówi o prawdopodobnej stracie całego sektora bankowego w 2021 r., to rzeczywiście prognozy muszą być wysoce pesymistyczne. Największe banki sobie poradzą, mogą nawet pokazywać zysk. Jednak średnie i małe mogą mieć bardzo poważne kłopoty, nawet zagrażające ich egzystencji - mówi prof. Kurkliński.

Prof. Kurkliński obawia się również możliwości pojawienia się tzw. credit crunchu - bolesnego ograniczenia akcji kredytowej - w polskiej gospodarce, na skutek drugiej fali pandemii. - Największe załamanie akcji kredytowej nastąpiło w kwietniu, ale mimo wyraźnego odbicia w większości kategorii nie powróciliśmy do poziomów sprzed pandemii. Druga fala zachorowań stwarza zagrożenie częściowym credit crunch’em. Co prawda wyniki III kwartału i jesienna ankieta przeprowadzona wśród banków na temat ich polityki kredytowej wskazują na lekkie złagodzenie stosowanych kryteriów, jednakże sytuacja zaczęła się drastycznie zmieniać w październiku, a najprawdopodobniej sondaż NBP nie uwzględnia skutków uderzenia drugiej fali zagrożenia epidemicznego - ostrzega dyrektor think tanku Alterum.

Wobec takiej sytuacji - zdaniem prof. Miklaszewskiej - konieczne wydaje się raczej nie nowe podejście do zarządzania ryzykiem, a wypracowanie nieortodoksyjnych posunięć, które uspokoją klientów, rynek i udziałowców banków, a które dotyczą przede wszystkim metod podtrzymania akcji kredytowej. - Zaniechanie podatku bankowego w tej chwili to nie luksus, ale kwestia przeciwdziałania kryzysowi systemowemu w sektorze bankowym - uważa naukowiec.

Pandemiczna burza

Pandemiczny kryzys wymusi duże zmiany w sektorze bankowym, ale nie tylko dotyczące zarządzania ryzykiem i polityki kredytowej. Banki w warunkach trwającej pandemii powinny jak najszybciej przedefiniować relacje z klientami - wskazuje prof. Miklaszewska. - Patrząc na strony internetowe głównych banków mamy wrażenie, że czas się zatrzymał przed rokiem. Tylko jeden ma zakładkę informującą o działaniach anty-covidowych. Banki powinny się wykazać większą empatią, zaproponować pakiet udogodnień dla klientów i ułatwić dialog z klientem. Utrzymanie klienta po pandemii będzie w długim okresie równie ważne, jak utrzymanie rentowności - wskazuje.

Konsekwencje pandemicznego kryzysu dla banków są jednak dalekosiężne. Prof. Miklaszewska uważa, że banki muszą zdać sobie sprawę ze zmian strukturalnych w gospodarce wywołanych pandemią: zmniejszeniu roli usług i zwiększeniu roli działalności produkcyjnej oraz przedefiniowaniu kierunków konsumpcji. - Banki mogłyby pośredniczyć w subsydiowanych kredytach na reorientacje zawodową ich klientów indywidualnych i firm. Zostawianie tego typu programów tylko w gestii PFR i BGK jest nieefektywne - wskazuje prof. Miklaszewska.

Zdaniem prof. Waliszewskiego, banki mogą zostać niejako zmuszone do konsolidacji. - One od lat dobrze identyfikowały i wyceniały ryzyko, jednak pandemia COVID-19 prowadzi do akumulacji skutków materializacji różnych czynników ryzyka w bardzo krótkim czasie - kredytowego, płynności, rynkowego, operacyjnego - przez co banki muszą być przygotowane na zwiększenie poziomu kapitałów własnych. - To przy malejących zyskach nie jest zadaniem łatwym, ale można mu podołać. Jak? Na przykład poprzez konsolidację, czyli fuzje i przejęcia. Pokryzysowa "nowa normalność" będzie zapewne oznaczała kolejną falę fuzji i przejęć w polskim sektorze bankowym - wskazuje naukowiec.

Pandemia oznacza dla banków również konieczność lepszego wykorzystywania nowoczesnych technologii, zarówno do kontaktu z klientem, jak i realizacji procesów back office - uważa prof. Waliszewski. - W okresie pandemii obserwuje się intensyfikację działalności hakerskiej w zakresie usług finansowych. Z jednej strony oznacza to wyższy poziom ryzyka operacyjnego, ale również rodzi konieczność zwiększania przez banki wydatków na cyberbezpieczeństwo. Banki czeka również czas zwiększania wydatków na analizę danych, sztuczną inteligencję, robotyzację. Nawet po pandemii dużą część rozwiązań z tego okresu będzie przez banki wykorzystywana - wskazuje prof. Waliszewski.

Pandemia przyczyni się do pogłębienia się różnicy technologicznej między większymi i mniejszymi bankami - uważa prof. Kurkliński. - Skala wydatków sektora na IT, bazy danych, rozwiązania chmurowe czy sztuczną inteligencję będzie się zwiększać, ale mniejsze banki znajdą się w gorszej sytuacji, niż większe. Nie będą w stanie wydawać na te cele tak poważnych sum, jak większe, a przez to będą coraz bardziej odstawać od czołówki. Już w zeszłym roku prezes PKO BP Zbigniew Jagiełło mówił o pęknięciu technologicznym polskiego sektora na pół. Proces ten będzie się pogłębiać, doprowadzając do eliminacji tej słabszej części, a przez to należy się spodziewać wzrostu koncentracji na rynku - uważa prof. Kurkliński.

Według niego, wpływ pandemii widać również w zakresie polityki inwestycyjnej banków. - Następuje przekierowanie uwagi banków na zakupy skarbowych papierów wartościowych, niewątpliwie bezpieczniejszych, a ponadto preferowanych w kontekście podatku bankowego - wskazuje prof. Kurkliński. Chodzi o to, że konstrukcja przepisów ustawy o podatku bankowym pozwala na łatwe zmniejszenie zobowiązania podatkowego na drodze zakupów obligacji skarbowych.

Nowe regulacje na horyzoncie?

Czy po pandemicznym kryzysie 2020 roku nie pojawią się za chwilę nowe, surowe wymogi regulacyjne w sektorze bankowym? Regulatorzy mogą dojść do wniosku, że banki muszą być jeszcze bardziej bezpieczne (m.in. kapitałowo), niż były do tej pory. Po kryzysie finansowym 2008 roku przyjęto znaczne zmiany w organizacji i funkcjonowaniu nadzoru bankowego w USA, Unii Europejskiej oraz w Polsce - zarówno pod względem strukturalnym, jak i ostrożnościowym. W UE w ramach programu Bazylea III weszły w życie zmiany w zakresie wymogów płynnościowych w bankach oraz współczynnika CAR. Wprowadzono nowe standardy w zakresie adekwatności kapitałowej (TLAC i MREL). W Polsce utworzono Komitet Stabilności Finansowej i znowelizowano Prawo bankowe, ustawę o NBP oraz o BFG, wprowadzając szereg unijnych rekomendacji.

W opinii Marcina Materny, w naturze regulatorów tkwi regulowanie, więc na pewno stworzą kolejne wymogi na kolejne ryzyka. Dotyczyć to będzie oczywiście nie tylko Polski, ale i całej Europy. - Trend zacieśniania gorsetu regulacyjnego jest wyraźny. Nie sądzę, aby to miało się zmienić. Nie zdziwiłbym się, gdyby trwale ograniczono możliwości wypłaty dywidendy przez spółki z sektora - mówi ekspert Millennium DM.

Jednak zdaniem prof. Waliszewskiego, wejście na drogę dalszego zaostrzania przez regulatorów przepisów ostrożnościowych w zakresie adekwatności kapitałowej czy płynności byłoby błędem. - Już przed pandemicznym kryzysem banki uważane były za sektor przeregulowany. Kolejne nowe regulacje oznaczały będą dodatkowe obciążenia sprawozdawcze oraz koszty do poniesienia przez banki. W tym kontekście pojawiają się raczej postulaty, aby w okresie pandemii i po niej banki miały złagodzone regulacje, aby podźwignąć się z kryzysu - tłumaczy prof. Waliszewskiego.

Prof. Lech Kurkliński uważa, że obecny pandemiczny kryzys rzeczywiście będzie nie lada wyzwaniem dla regulatorów. - Muszą zadać sobie pytanie czy jeszcze jest przestrzeń do zwiększania wymogów ostrożnościowych w tradycyjnym ich ujęciu. Chodzi o normy kapitałowe i płynnościowe. Możliwości pozyskiwania nowych funduszy własnych kurczą się. Już teraz poluzowanie w kwestii MREL-a, czy zniesienie bufora ryzyka systemowego pokazują, że kierunek odwrotny jest mało prawdopodobny - mówi. - Powinniśmy spodziewać się praktycznej weryfikacji regulacji dotyczących uporządkowanej restrukturyzacji. Problem z jednym średnim lub większym bankiem komercyjnym może wywołać lawinę. Pamiętamy, jakie efekty przyniosła upadłość banku spółdzielczego SK Banku. Dlatego należy zadać pytanie: jak BFG, KNF, NBP i Ministerstwo Finansów są przygotowane do ewentualnej kryzysowej sytuacji w sektorze bankowym? - konkluduje prof. Kurkliński.

Piotr Rosik

***


Dowiedz się więcej na temat: sektor bankowy | bank

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »