Reklama

Będzie jeden operator europejski?

Budowa nowych połączeń energetycznych i integrowanie w ten sposób rynku energii to konieczny warunek realizacji strategicznego celu Unii, czyli wzrostu udziału źródeł odnawialnych - uważa Generalna Dyrekcja ds. Energii (DGE) Komisji Europejskiej.

Stanowisko takie przedstawiciele DGE prezentowali w Brukseli w czasie otwartej dyskusji na temat sieci energetycznych w ramach Europejskiego Tygodnia Zrównoważonej Energii. Jednym z głównych tematów Tygodnia jest właśnie infrastruktura przesyłowa.

Reklama

Jak mówiła Catharina Sikow-Magny z DGE, propozycje Komisji w zakresie rozbudowy sieci idą dalej niż narodowe interesy członków UE, a ich podstawą są dwie kwestie: zrównoważenie i integracja. Integracja to wdrażanie jednolitego rynku energii, zaś zrównoważenie oznacza możliwość przyłączania coraz więcej źródeł odnawialnych - tłumaczyła.

Podkreślała, że rozbudowa sieci na poziomie europejskim umożliwi docelowo bilansowanie produkcji energii całych regionów, wyspecjalizowanych np. w energetyce wiatrowej czy fotowoltaice (PV).

Nicole Nabi Siefken z DGE oceniła inwestycje niezbędne w ramach realizowanego już projektu TEN-E (Trans European Networks) na ok. 200 mld euro do 2020 r., w tym ok. 140 mld na sieć energetyczną, a resztę - na gazową. Przypomniała, że wiele krajów członkowskich UE dziś nie spełnia celów wyznaczonych przez KE 11 lat temu, czyli nie ma możliwości sprowadzania ponad 10 proc. potrzebnej im energii elektrycznej lub gazu przez połączenia transgraniczne.

Podkreślała, że w wyniku realizacji TEN-E, po 2020 r. wszystkie kraje uzyskają taką zdolność, jeśli chodzi o energię elektryczną, a po 2022 r. - wszystkie powinny mieć po co najmniej dwa niezależne kierunki dostaw lub źródła gazu.

Uczestnicy dyskusji pytali, czy odpowiedzialność poszczególnych państw za własne bezpieczeństwo nie jest czynnikiem opóźniającym integrację rynków i czy w związku z tym KE nie zastanawia się na przeniesieniem tej odpowiedzialności na wyższy poziom, np. regionalny.

Przedstawiciele DGE zapewniali, że wszystkie możliwości są rozważane; jednym z pomysłów jest stworzenie jednego, europejskiego operatora sieci przesyłowej. Wskazywali jednocześnie, że już teraz rośnie poziom współpracy narodowych operatorów, co podnosi bezpieczeństwo poszczególnych krajów.

Przedstawiciel austriackiego operatora APG Christoph Schuh mówił, że jego kraj widzi swoją przyszłą rolę jako elektryczny hub Europy oraz magazyn energii z OZE, gromadzonej za pomocą wodnych elektrowni szczytowo-pompowych. Te elektrownie mogą gromadzić energię produkowaną w Niemczech czy na Słowacji z wiatru, czy we Włoszech w ogniwach słonecznych. Są jedynym bezpiecznym dla sieci sposobem przejęcia wielkich ilości energii, w sposób nieprzewidywalny produkowanej ze słońca w południowych Niemczech - podkreślił. W tym celu do 2022 r. APG chce kosztem 2,5 mld euro zamknąć pierścień linii przesyłowych wokół kraju.

Schuh wskazał jednak na wiele przeszkód w budowie linii w jego kraju. Wymienił skomplikowany system zezwoleń, możliwość zgłaszania sprzeciwów na każdym etapie inwestycji oraz konieczność udowadniania przez operatora interesu europejskiego. Jako największą przeszkodę wymienił brak krajowego planu rozbudowy sieci, którego od lat nie daje się uzgodnić na poziomie politycznym. W efekcie - jak mówił - budowa jednej z linii w Styrii trwała 27 lat. "Reżim regulacyjny w Austrii wymaga zdecydowanej poprawy" - ocenił.

Na konieczność powiększania obszarów produkcji z OZE wskazywał Daniel Fraile Montoro z Climate Action Network Europe - sieci, skupiającej organizacje pozarządowe. Argumentował, że im większy obszar i liczba OZE, tym mniejsze błędy w prognozach produkcji, potrzebnych do przewidywania bilansowania sieci. W ten sposób spada stopień niestabilności OZE - im bardziej przewidywalna produkcja, tym bardziej stabilne ceny - wskazał.

Przytoczył dane, z których wynika, iż zmienność produkcji energii z wiatru w Holandii zawiera się w przedziale od zera do 90 proc. zainstalowanej mocy, a po połączeniu we wspólny system farm wiatrowych krajów Beneluksu, Francji i Niemiec daje zmienność ograniczoną do przedziału 10-50 proc.

Zgodnie z energetyczną "mapą drogową" KE do 2050 r., w 2030 r. udział OZE powinien przekraczać 50 proc. Fraile potrzebne inwestycje w sieci oszacował na 600-970 mld euro do 2030 r., przy czym im więcej OZE, tym wyższa kwota; najmniejszych nakładów wymaga opcja utrzymania elektrowni jądrowych, pracujących w podstawie mocy. Jednak - jego zdaniem - dla jeszcze szerszego stosowania OZE powinno się rezygnować z tej podstawy i zastępować ją produkcją z wiatru. Ewentualne braki powinny być dynamicznie uzupełniane przez produkcję z biomasy, elektrowni wodnych i PV, a także przez rozpowszechnienie nowych metod sterowania popytem na energię.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »