Reklama

Będzie problem z zaopatrzeniem w gaz i węgiel. Steinhoff: Zapewnienia rządu są bez pokrycia

Czeka nas kryzys węglowy w okresie jesienno-zimowym. Zapasy surowca są na bardzo niskim poziomie, a zastąpienie dostaw z Rosji zakupami z innych regionów w tak krótkim czasie nie jest proste. Koncerny energetyczne otrzymają odpowiednie wolumeny węgla, ale już firmy chemiczne i przemysłowe powinny liczyć się z ograniczeniami. Podobnie w przypadku gazu nie można wykluczyć reglamentacji. - Zapewnienia rządu, że nie będzie problemu z zaopatrzeniem w gaz i węgiel, są bez pokrycia - mówi Interii Janusz Steinhoff, były minister gospodarki.

Jakub Szkopek, analityk Erste Securities Polska, informuje Interię, że w firmach energetycznych i elektrociepłowniach w połowie drugiego kwartału był najniższy poziom zapasów węgla od pierwszego kwartału 2018 roku. To o tyle niepokojące, że w połowie roku zapasy są zawsze najwyższe. Także zapasy węgla w kopalniach są obecnie na bardzo niskim poziomie, wynoszą 1,3 mln ton. - To zapas techniczny, minimalny - mówi analityk.

Polska w kwietniu zrezygnowała z zakupu węgla rosyjskiego, podczas gdy kraje unijne wprowadzają embargo od sierpnia. Węgiel dla odbiorców komunalnych w Polsce w większości był sprowadzany z Rosji. Zakupy z tego kierunku wynosiły około 8 mln ton rocznie. - Możliwy jest import z innych kierunków, ale zaopatrzenie się w tak krótkim czasie w takie ilości nie będzie łatwe - podkreśla Steinhoff. - Jak na razie tego węgla na rynku nie ma wystarczająco dużo - dodaje.

Reklama

Wydobycie węgla zwiększy się minimalnie

Polska mierzy się z ogromnym problemem. Plany, które ogłosiły krajowe kopalnie, zakładają wzrost produkcji węgla łącznie o 650 tys. ton rok do roku, czyli o 1,3 proc. Niedużo, a jest to scenariusz optymistyczny. - Trzeba pamiętać, że w kopalniach zdarzają się wypadki czy problemy natury technicznej. Z takimi utrudnieniami trzeba się liczyć, to zagrożenie dla realizacji założeń, które i tak są kroplą w wodzie naszych potrzeb - ocenia Szkopek.

Niedobory węgla pogłębił zastój inwestycyjny. Transformacja zakłada dekarbonizację, polityka klimatyczna już od dłuższego czasu zmieniała podejście do węgla. Dodatkowo pandemia spowodowała gwałtowny spadek nakładów w kopalniach, bo zmniejszył się popyt na energię. Firmy wydobywcze obcinały inwestycje, skupiając się na utrzymaniu płynności.

Branża szacuje, że koszt budowy nowej ściany wydobywczej to 200 mln zł. Zdaniem Szkopka ta kwota jest jednak niedoszacowana, dzisiejsze ceny surowców, stali, kosztów produkcji sprawiają, że trzeba się liczyć z wyższymi wydatkami. Inwestycja taka trwa minimum 18 miesięcy i umożliwia zwiększenie produkcji węgla zaledwie o 800 tys. ton rocznie. Polska potrzebowałaby co najmniej kilku takich ścian.

Kłopotem mogą być też protesty górników. - Związkowcy w Tauronie i PGG negocjują wzrost płac i mają mocny argument w ręku. Gdyby w PGG ogłoszono strajk, mielibyśmy bardzo poważny problem - mówi Szkopek.

Dotkną nas perturbacje na rynku węgla i gazu

Rząd nakazał spółkom państwowym, czyli Węglokoksowi i PGE Paliwa, import łącznie 4,5 mln ton węgla odpowiedniego dla gospodarstw indywidualnych. - Zobaczymy, czy się uda. Pojawią się na pewno problemy natury logistycznej. Przepustowość naszych portów, przeładunek, nie będą łatwe. Dotąd importowaliśmy większość węgla drogą lądową, z Rosji. Infrastruktura została przystosowana do tego rodzaju transportu. W tej chwili musimy to przestawić - informuje Steinhoff.

Rzecznik rządu Piotr Müller zapewnia, że rząd robi wszystko co może, by dostępność węgla w Polsce była na najwyższym poziomie i by obniżać w ten sposób cenę. W piątek poinformował on, że trwa odprawa premiera Mateusza Morawieckiego z ministrami "w zakresie spraw związanych z energetyką, z dystrybucją węgla, zakupem węgla, z kwestiami ciepłownictwa systemowego, cen energii elektrycznej".

- Zapewnienia rządu, że nie będzie problemu z zaopatrzeniem zarówno w gaz jak i węgiel, że Polska nie odczuje tych skutków, jest bez pokrycia. Odczujemy skutki kłopotów na rynku gazowym, podobnie jak wszystkie państwa Europy, odczujemy również skutki embarga na import rosyjskiego węgla - dodaje były minister gospodarki.

Nie można wykluczyć ograniczenia dostaw

Zdaniem rozmówców Interii, firmom energetycznym węgla nie zabraknie. One nie importowały znaczących ilości surowca. Ich potrzeby zostaną zaspokojone. - Dostawy do energetyki są traktowane priorytetowo. Przemysł może odczuć braki, ale koncerny energetyczne już nie. Tym bardziej, że przed nami rok wyborczy. Nie wyobrażam sobie, by dostawcy prądu mogli zostać pozbawieni węgla - mówi Szkopek.

- Coraz częściej pojawiają się pytania, czy odbiorcy węgla tacy jak firmy chemiczne czy przemysłowe dostaną towar, który zamówiły w drugim półroczu. Są realne obawy, że będą musiały redukować moce produkcyjne, jeśli zabraknie im surowca. Mowa o dużych konsumentach węgla, przykładowo Ciech zużywa 800-850 tys. ton rocznie, a Grupa Azoty ok. 1,2 mln ton - wyjaśnia analityk.

Także Steinhoff zaznacza, że najbliższy sezon grzewczy wiązać się będzie z wyzwaniami dla firm produkcyjnych. Również on uważa, że nie można wykluczyć ograniczenia dostaw choćby gazu dla odbiorców przemysłowych.

- Zapowiedzi, że nie dotknie nas kryzys na rynku nośników energii, są niczym nie poparte. Ubytku gazu rosyjskiego nie da się w pełni zrekompensować. Musimy przebudować sieci transportowe, potrzebne jest przestawienie logistyki. To może potrwać dwa lata. Trzeba liczyć się z tym, że będziemy musieli reglamentować gaz, oszczędzać go, podejmować różne trudne decyzje, jak Włosi, którzy ustalili maksymalną temperaturę w zimie i minimalną w lecie w obiektach, które są ogrzewane czy klimatyzowane w oparciu o nośniki energii. Potrzebna jest reglamentacja - mówi były minister gospodarki.

Ceny węgla i gazu będą rosły

- Trzeba oczywiście ocieplać domy i oszczędzać energię. Natomiast zalecałbym rządowi: mniej telewizji, więcej wizji. Mniej zapowiedzi, więcej faktów. Więcej działań, które przynoszą skutki - informuje Steinhoff.

Oczywiście liczyć się też trzeba z dalszym wzrostem cen nośników energii, które już są bardzo drogie. Szkopek przypomina, że w 2021 roku za węgiel płacono 10-12 zł za GJ, tymczasem mówi się, że energetyka w przyszłym roku będzie płacić 22-27 zł za GJ. Równie duże podwyżki czekają też elektrociepłownie, chemię i przemysł. Szykujmy się na trudne czasy.

Monika Borkowska

 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »