Reklama

Błękitne paliwo na wagę złota

Poziom napełnienia unijnych magazynów gazu pod koniec lipca osiągnął ok. 68 proc. Do obligatoryjnego minimum 80 proc. przed zimą brakuje już niewiele, jednak przy zachowaniu dotychczasowego zużycia i uwzględnieniu dalszych kłopotów z przesyłem surowca, poziom ten może okazać się nieosiągalny.

Na zapewnienie dostaw gazu ziemnego wpływ mają dwa główne czynniki: skąd dane państwo pozyskuje gaz i jakie są możliwości przesłania go do innego państwa.

Bez połączeń

- Każde państwo członkowskie Unii Europejskiej ma trochę inną strukturę dostaw. Dla przykładu na Półwysep Iberyjski trafia głównie gaz ziemny z Algierii oraz LNG. Włochy mają mix z Rosji, Algierii i Norwegii oraz LNG z Kataru. Północno-zachodnia Europa to przede wszystkim import z Norwegii i Rosji oraz stosunkowo niewielki udział LNG - wylicza  dr hab. Robert Zajdler, prof. Politechniki Warszawskiej, ekspert ds. energetycznych Instytutu Sobieskiego. Polska -  to w około jednej trzeciej wydobycie krajowe, a w pozostałej części głównie gaz z Rosji i LNG.

Reklama

Jak wyjaśnia ekspert, biorąc pod uwagę połączenia transgraniczne, tj. możliwości przesyłania gazu ziemnego między państwami członkowskimi UE, część obszarów, jak chociażby Półwysep Iberyjski, jest w niewystarczającym stopniu połączona z resztą Europy, co ogranicza możliwości wspomagania innych państw w sytuacjach kryzysowych.

Największe problemy z zapewnieniem gazu w sytuacji ograniczenia dostaw z Rosji mają Niemcy. Zajdler tłumaczy, że wynika to ze znaczenia gazu w ich gospodarce, jako paliwa transformacji w kierunku odnawialnych źródeł energii. Wybierając gaz, Niemcy zrezygnowały jednocześnie z energetyki nuklearnej i węgla. Teraz toczą się tam dyskusję nad powrotem do energii z atomu, która w dobie kryzysu energetycznego, zdaje egzamin chociażby we Francji.

- Strategiczny błąd Niemiec polegający na oparciu polityki energetycznej na uzależniającym gazie z Rosji, w dużym stopniu został implementowany przez inne państwa Unii Europejskiej. Szczególnie mocna presja w tym zakresie wystąpiła w stosunku do państw Europy Środkowo-Wschodniej - uważa Krzysztof Księżopolski, ekspert ds. energetycznych Institute for Security, Energy and Climate Studies (ISECS). - Mimo wszystkich przeciwności, skandalicznie negocjowanych umów gazowych, Polsce udało się doprowadzić do stopniowej dywersyfikacji kierunków importu, co daje nam możliwość funkcjonowania bez dostaw z Rosji - dodaje.

Unijne minimum

Robert Zajdler wskazuje, że w przypadku ograniczenia przesyłu gazu ziemnego gazociagiem Nord Stream 1 z Rosji, przy braku redukcji bieżącego zużycia gazu, może być trudniej uzyskać 80 proc. wypełnienia unijnych magazynów przed zimą. Surowiec jest bowiem wykorzystywany na bieżąco i stąd dyskusja o tym, że być może trzeba oszczędzać i spróbować maksymalnie dotłoczyć surowiec do magazynów.

Ekspert wyjaśnia, że do tej pory państwa miały dużą swobodę we wdrażaniu obowiązku magazynowania gazu, jednak regulacje te zmieniają się stopniowo w kierunku pewnej unifikacji na poziomie europejskim. - To model, który będzie się zbliżał do tego, który funkcjonuje na rynku ropy naftowej. Polega on na tym, że w każdym państwie działa agencja, która gromadzi zapasy, przechowuje je, jest odpowiedzialna za zarządzanie nimi i umożliwienie wprowadzenia ich na rynek, jeśli istnieje taka potrzeba zgodnie z decyzją rządu, a uczestnicy rynku płacą za taką usługę. W Polsce Rządowa Agencja Rezerw Strategicznych przechowuje zapasy obowiązkowe Polskiego Górnictwa Naftowego i Gazownictwa. Przypomnijmy, że na początku roku rząd "rękami" Agencji odkupił zapasy gazu od PGNIG - mówi Zajdler.

- Trzeba też pamiętać o tym, że magazyny gazu nie działają tylko na potrzeby bezpieczeństwa, ale także na potrzeby handlowe. Firmy gromadzą tam gaz, ponieważ kupują go wtedy, kiedy jest tani i sprzedają, kiedy jest drogi. W Europie Zachodniej działalność magazynowa jest normalną działalnością biznesową - dodaje ekspert.

Zapasy na zimę

Według stanu na 28 lipca najniższy poziom zatłoczenia magazynów gazu w UE odnotowano w Bułgarii - 45,6 proc., Chorwacji - 50,03 proc., na Węgrzech - 50,3 proc., w Austrii - 52,02 proc. i Łotwie - 52,35 proc.

Dla porównania polskie magazyny są zapełnione w 98-99 proc., co daje 35 911,7 GWh (ok. 3,2 mld m sześc). Według prognozy ENTSOG (ang. European Network of Transmission System Operators for Gas) średni, dzienny popyt na gaz w październiku 2022 r. w Polsce będzie wynosić 537,4 GWh (łącznie ok. 16 659 GWh w miesiącu) oraz 650,6 GWh w listopadzie (ok. 19 518 GWh). Przy tak oszacowanym zapotrzebowaniu, polskie zapasy gazu wystarczą na ok. dwa miesiące, przy założeniu, że nie mamy dostępu do innych źródeł surowca.

- Polskie magazyny są już maksymalnie zatłoczone, co oznacza zabezpieczenie na poziomie minimalnym z ustawy o zapasach, tj. około 30 dni przeciętnego, dziennego zużycia. Oprócz tego trzeba pamiętać, że jedną trzecią naszego zapotrzebowania zaspokaja surowiec wydobywany na terenie Polski, co daje pewien poziom bezpieczeństwa. Nie jest on jeszcze pełny, bo nadal kilka miliardów sześciennych gazu brakuje, biorąc pod uwagę bieżące potrzeby. Tę lukę potencjalnie mogą zapełnić dostawy gazu LNG i przesył gazociągiem Baltic Pipe - ocenia Zajdler.

- Mimo że już dzisiaj jesteśmy bez gazu z Rosji, która wstrzymała dostawy, to nasze zapasy są wystarczające na czas do uruchomienia Baltic Pipe. Polska uzyskała przewagę strategiczną nad innymi państwami - ocenia Krzysztof Księżopolski.

W Niemczech od 23 czerwca br. obowiązuje gazowy plan awaryjny, jednak tamtejsze władze przekonują, że bezpieczeństwo dostaw nadal jest zapewnione. Według stanu na 28 lipca przepływy rurociągiem Nord Stream 1 osiągają ok. 20 proc. maksymalnej przepustowości, a poziom zatłoczenia niemieckich magazynów wynosi 67,2 proc. (ok. 63 180 GWh); w przypadku kluczowego dla bezpieczeństwa energetycznego kraju, największego niemieckiego magazynu gazu w Rheden jest to 40,2 proc.

Jeśli dostawy rosyjskiego gazu gazociągiem Nord Stream 1 utrzymają się na tak niskim poziomie, zapełnienie magazynów w 95 proc., które Niemcy zamierzali osiągnąć do listopada, nie będzie możliwe bez dodatkowych działań.

- Obecnie stan zapasów gazu w większości krajów unijnych jest na poziomie, który wystarczy na ok. dwóch miesięcy. Jedynie Czechy i Słowacja mają zapasy, które wystarczą na trzy, cztery miesiące, w związku z tym, że mają dość niskie zużycie w stosunku do pojemności magazynów. Słowacja np. ma podobną pojemność magazynów jak Polska, przy dużo niższym zużyciu. Czechy i Słowacja są jednak w o tyle gorszej sytuacji, że nie posiadają terminala LNG i nie będą mogły zapewnić sobie dostaw tą drogą w środku zimy - komentuje Mateusz Pielka, ekspert ds. rynku gazu Instytutu Jagiellońskiego.

Polska korzysta z terminalu LNG w Świnoujściu i ma możliwość pozyskiwania surowca za pośrednictwem terminalu w litewskiej Kłajpedzie.

W przypadku Niemiec dostęp do gazu skroplonego jest ograniczony, ponieważ nie mają oni własnego terminalu LNG. Mateusz Pielka wyjaśnia, że mogą jedynie starać się kontraktować gaz w najbliższych terminalach LNG, czyli GATE w Holandii oraz w belgijskim Zeebrugge. Nic więc dziwnego, że w pierwszych dniach po wybuchu wojny w Ukrainie władze w Berlinie zapowiedziały wsparcie dla budowy własnego terminala LNG. Prace w Wilhelmshaven w Dolnej Saksonii mają rozpocząć się jeszcze w tym roku.

Ceny pozostaną wysokie

Drogie surowce energetyczne przyniosą spowolnienie gospodarcze, co - zdaniem Mateusza Pielki - będzie skutkowało systematycznym spadkiem zapotrzebowania zarówno na energię elektryczną, jak i na gaz. - Nie wykluczałbym również tego, że Gaz System, który jest operatorem systemu przesyłowego, wprowadzi różnego rodzaju ograniczenia dla przemysłu, chociażby dla tzw. wielkiej chemii, która jest bardzo dużym konsumentem błękitnego paliwa - mówi.

Ok. 40 proc. gazu ziemnego w Europie jest zużywane przez gospodarstwa domowe. - W sytuacji kryzysowej odbiory gazu będą ograniczone wszędzie tam, gdzie jest to możliwe. Odbiorcy przemysłowi są na to gotowi i wiedzą jak postępować w podobnej sytuacji, ponieważ instrukcje ruchu i eksploatacji sieci przesyłowych i dystrybucyjnych przewidują tego typu zdarzenia. Trzeba jednak na to zwrócić uwagę, że niektóre instalacje przemysłowe nie mogą zostać w prosty sposób odcięte od dostaw gazu z uwagi na ryzyko poważnego uszkodzenia linii technologicznych - przypomina ekspert Instytutu Jagiellońskiego.

- Nie bałbym się tego, że zabraknie nam gazu w domach. Oczywiście - ze względu na rozpływy gazu ziemnego w sieciach - może dochodzić do czasowych przerw w dostawach, ale uważam, że nie powinniśmy panikować, bo na pewno nie dojdzie do sytuacji, która byłaby skrajnie niebezpieczna - ocenia Pielka.

Bardziej obawia się on tego, że ceny gazu będą dramatycznie rosły z uwagi na zmniejszoną podaż surowca. - Może pojawić się problem nadmiernej spekulacji i chęci realizacji większych zysków przez niektóre podmioty. A później, kiedy za kilka lat rynek się ustabilizuje, nie wrócimy przez to na poprzednie poziomy cenowe i surowce energetyczne w tym gaz, pozostaną drogie. W mojej ocenie to dużo bardziej niepożądane zjawisko, bo przez to będzie nam dużo trudniej wyjść z kryzysu finansowego będącego następstwem obecnego kryzysu energetycznego związanego z agresją Rosji na Ukrainę - podkreśla ekspert.

Dominika Pietrzyk, dziennikarka biznesowa w Infor
Absolwentka Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego, doświadczenie zawodowe zdobywała m.in. w redakcjach "Rzeczpospolitej", TVN 24 BiS oraz Interii Biznes. Pracowała przy organizacji Forum Ekonomicznego w Krynicy.

Zobacz również:

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »