Reklama

Boni: Wzrost PKB w 2011 r. powinien wynieść 4 proc.

- Aby zmniejszyć deficyt należy przede wszystkim zwiększyć dochody budżetu, głównie poprzez rozszerzenie bazy podatkowej, konieczna jest też relokacja wydatków na potrzeby rozwojowe - uważa Michał Boni, minister w kancelarii premiera dodając, że wzrost zatrudnienia o 1 pkt proc. to 3,5 mld więcej wpływów z podatków.

Według jego szacunków wzrost gospodarczy w 2011 roku wyniesie 4 proc.

Inflacja, bezrobocie, PKB - zobacz dane z Polski i ze świata w Biznes INTERIA.PL

"(Wzrost gospodarczy w 2011 r. - PAP) wyniesie 4 proc. Może ta prognoza jest optymistyczna, ale moim zdaniem gospodarka się rozpędzi. Inwestycje prywatne powoli się zaczynają, co jest najlepsza oznaką wychodzenia z zagrożeń kryzysowych. Wtedy można mówić o różnych źródłach finansowania rozwoju i wtedy możemy wrócić do dyskusji, co jest potrzebne do jego przyspieszenia" - powiedział Boni w rozmowie z "Dziennikiem Gazetą Prawną".

Reklama

"Byłbym ostrożny z postulatem mówiącym, że musimy zmniejszyć wydatki w relacji do PKB. Na pewno musimy dokonać relokacji tych wydatków na potrzeby rozwojowe. Oczywiście trzeba zmniejszać deficyt, ale to możemy zrobić zwiększając dochody. To jest możliwe, po pierwsze, gdy będziemy mieć większy wzrost gospodarczy, bo wtedy wpływy są większe, a po drugie, większą bazę podatkowa, czyli więcej pracujących. Z naszych wyliczeń wynika, że wzrost zatrudnienia o 1 pkt proc. to 3,5 mld więcej wpływów z podatków. Cel, jakim jest wzrost wskaźnika zatrudnienia do 70 proc. w 2020 r. jest całkiem realny. Tym bardziej, że w dłuższej perspektywie przy zmienionych parametrach demograficznych (będzie nas niestety w 2030 r. od 1,5 do 2 mln mniej) ciągle będzie to ok. 16 mln pracujących, czyli tyle, ile w połowie tego roku, ale biernych zawodowo będzie mniej" - dodał.

Czy Polacy odczują w portfelach podwyżkę podatków? Podyskutuj!

KOMENTARZ INTERII.PL

Wzrost gospodarczy na poziomie 4 proc. to spekulacja na zasadzie - uda się gdy będzie dogodna sytuacja w handlu zagranicznym. Pewne jest natomiast, że poszerzenie bazy podatkowej znowu uderzy Polaków po kieszeni a relokacja wydatków na potrzeby rozwojowe to nic innego jak skierowanie m.in. unijnych pieniędzy na inne cele, niż rozbudowa infrastruktury i pomoc rodakom w gospodarowaniu. W ten sposób Zachodu nigdy nie dogonimy, a obywatele pozostaną pariasami Europy. Bo przecież Polacy nimi są przy tym poziomie zarobków...

Krzysztof Mrówka

ZOBACZ AUTORSKĄ GALERIĘ ANDRZEJA MLECZKI

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »